Gniew widza

"Gniew dzieci" - reż. Piotr Sieklucki - Teatr Nowy w Krakowie

„Gniew dzieci” to spektakl, któremu towarzyszyło sporo kontrowersji, wywiadów i promocji samego Teatru Nowego jako instytucji, która ma odwagę mówić o tematach nie dość często podejmowanych przez teatr. Niestety to, o czym mówią twórcy nijak ma się do tego, co można zobaczyć na scenie.

Teatr Nowy od początku był teatrem niepokornym, nie bojącym się poruszać trudnych tematów w sposób otwarty i kontrowersyjny. Poprzedni spektakl w reżyserii Piotra Siekluckiego, „Lubiewo", był przykładem na to, że tematy, które inni twórcy poruszają w sposób delikatny, akcentując aspekty społeczne, można pokazać inaczej. W „Lubiewie" homoseksualizm nie tylko nie jest tematem tabu – reżyser, wyrzekając się poprawności w każdym względzie, pokazuje, że mówienie o tym problemie w ściśle określonych kategoriach, unikając ekstremizmów (czysto hedonistyczny charakter relacji), także może osadzić go w stereotypie. Podobny zapewne był zamiar reżysera w spektaklu „Gniew dzieci". Problem molestowania seksualnego, w tym wypadku przez osoby duchowne, został ukazany ordynarnie, dosłownie, z bardzo wyraźnym aspektem seksualnym. Brak jakiegokolwiek psychologicznego zniuansowania; komediowy, wręcz slapstickowy charakter przedstawienia i jego dosadność miały pokazać inscenizatorską odwagę. Wszak jest to temat, którego dotąd nie wzięto na warsztat w polskim teatrze. Wyszło zgoła odwrotnie. Kuriozalne figury, pląsające w rytm popowej muzyki, sztampowość, dosłowny homoerotyzm i kiczowata sceneria nie poruszają żadnego głębszego tematu. Osobiście nie uważam, że o problemie można rozmawiać tylko w sposób poprawny, publicystyczny, ale bez względu na formę trzeba rzeczywiście mieć coś do powiedzenia.

Wykorzystywanie seksualne dzieci przez osoby duchowne jest faktem, podobnie jak próba tuszowania tego przez sam Kościół oraz osoby z nim związane. Reżyser jednak, poprzez kabaretowy charakter inscenizacji, próbuje, tak samo jak osoby, które chce w przedstawieniu skrytykować, uciec od problemu – w tym wypadku schować go w banalizujący i upupiający groteskowy sztafaż. Nie twierdzę, że spektakl o molestowaniu małoletnich powinien mieć wymiar tylko tragiczny. Sieklucki nie bardzo jednak wie, w którą stronę chciałby widza poprowadzić. Zniesmaczyć dosłownym pokazaniem molestowania? Rozśmieszyć idiotycznymi pląsami i absurdalnymi postaciami? Oburzyć niewybrednymi dowcipami o Żydach i gejach? Reżyser próbuje dokonać wszystkiego naraz; nie udaje mu się jednak osiągnąć żadnego z celów. Spektakl ani nie przekonuje, ani nie bawi, ani nie wnosi nic istotnego do tematu, który – i w tym należy upatrywać największego waloru przedstawienia – należało w teatrze poruszyć.

Jeśli coś w tym spektaklu może oburzać, to jest to pokazanie dziecięcej seksualności. Przyczyną nie jest jednak jej dosłowność czy bardzo jednoznaczne stwierdzenie, że erotyczny aspekt relacji występuje już u małoletnich. Oburza równoznaczne zestawienie seksualnych kontaktów u nastolatków i molestowania ich przez osoby dorosłe. Te dwa tematy pokazane są równolegle, z podobną dosłownością, zrywającą z dzieci charakter ofiary. Sieklucki zdaje się sugerować – mam wrażenie, że wbrew swojej woli, dając się „ponieść" rozrywkowemu charakterowi inscenizacji – że wina duchownych jest niewielka, bowiem podopieczni są dużo bardziej rozerotyzowani od nich. Dorośli są wręcz kreowani na ofiary rozbuchanej seksualności dwunastoletnich dzieci. Gdyby reżyser zarysował choć w minimalnym stopniu psychologię postaci i zasugerował ich subiektywny punkt widzenia – np. księdza, który w ten sposób widzi chłopca, „wodzącego go na pokuszenie" – miałoby to głębszy wymiar. W finale gniew dzieci przejawia się jednak w zmuszaniu przerażonych duchownych do zjedzenia ekskrementów i gwałcenia ich.

Analizując zapowiedź spektaklu i jego tytuł, „Gniew dzieci" jest intrygującym obrazem – stawia pytanie, co mogłoby się stać, gdyby molestowani dostali prawo do zemsty, mogli wyrazić swój ból, a społeczeństwo, zamiast spychać temat w obszar obywatelskiej nieświadomości, dałoby im prawo do złości i porachunku. Chcę wierzyć, że nie rzucaliby się z dziką satysfakcją w seks analny z przełożonymi, którzy mają twarze umazane odchodami – jak ma to miejsce na scenie Teatru Nowego.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
11 grudnia 2012

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia