Godzina 23.55. Umowa zawarta

rozmowa z Marcinem Nałęczem-Niesiołowskim

Nocne rozmowy. I mamy dyrektora. Wszystko się potwierdziło. Dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej rozmawiał z marszałkiem do późnej nocy z wtorku na środę. I na pięć minut przed wygaśnięciem dotychczasowej umowy, Marcin Nałęcz-Niesiołowski ostatecznie podpisał kontrakt. Będzie dyrektorem do końca 2011 roku. Tak jak proponował zarząd.

Kurier Poranny: Przyjął Pan dwuipółletni kontrakt, choć nie ma gwarancji otwarcia nowej opery. Melomani mówią, że przegrał Pan bitwę, żeby wygrać wojnę. 

Marcin Nałęcz-Niesiołowski, dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej: Nie oceniam tej sytuacji w takich kategoriach. Przyjąłem kontrakt przede wszystkim ze względu na zacnych ludzi, którzy mnie o to prosili. To było olbrzymie wsparcie. Tak wiele osób docenia moją pracę. I czułem, że zawiódłbym ich, gdybym w tej szczególnej sytuacji postąpił inaczej. 

Było też nocne spotkanie z marszałkiem. Do samego końca nic nie było pewne. Umowa została zawarta za pięć dwunasta. Dosłownie. Dlaczego tak późno? 

- Do końca rozmawialiśmy. Przekazałem też panu marszałkowi informację, którą dostałem od trzech członków zarządu: Mieczysława Baszki, Bogusława Dębskiego i Ignacego Jasionowskiego. Że sprawa długości mojego kontraktu wróci we wrześniu. Marszałek Dworzański przyjął tę informację do wiadomości. 

Jest Pan pewny, że tak się stanie? 

- Ufam ludziom. Ale oczywiście przekonamy się, jak to się stanie. Czas pokaże. Myślę, że do tego czasu opadną emocje i raz jeszcze wrócimy do sprawy długości kontraktu. 

To wcale nie oznacza, że kontrakt zostanie wydłużony. Co wtedy? 

- Wtedy we wrześniu znów będziemy rozmawiać na ten temat. 

We wtorek, ostatniego dnia poprzedniego kontraktu, podobno posprzątał Pan swoje biurko. 

-Tak Jeszcze stoi niszczarka Do samego końca sprawa była otwarta. 

Teraz wszystko jest już jasne. Jakie są Pana plany na przyszłość? 

- Kilka koncertów w czasie wakacji. Trwa nagranie kolejnej płyty z muzyką współczesną. Po wakacjach mamy koncert plenerowy z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. A sezon artystyczny rozpoczynamy 11 września. Są też wyjazdy zagraniczne: Anglia, Ukraina, Szwecja, Litwa. Jest co robić. 

Będzie Pan przygotowywał koncepcję funkcjonowania nowej opery, o którą tak zabiega zarząd? 

- Odpowiem szczerze. I nie chcę, żeby zarząd czuł się urażony. Jest już koncepcja na lata 2007-2013, i to zatwierdzona przez władze województwa. Jest w niej zapisane, co ma się dziać w nowej operze. Jeżeli miałbym ją zmodyfikować, to muszę od pana marszałka dowiedzieć się, czy to my będziemy głównym użytkownikiem nowego gmachu. leżeli miałbym stworzyć koncepcję także dla innych użytkowników (na przykład WOAK -przyp. red.), to tego nie zrobię. 

Przystąpi Pan do konkursu na dyrektora nowej opery? 

- Jeśli będzie mi dane otworzyć sezon artystyczny w nowym miejscu, to z przyjemnością przekażę pałeczkę następcy. 

** 
Jarosław Dworzański 

Kurier Poranny: Dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski twierdzi, że sprawa jego kontraktu wróci po wakacjach. Takie ma zapewnienia od trzech członków zarządu. Jest to możliwe? 

Jarosław Dworzański, marszałek województwa podlaskiego: Znam tę wypowiedź z mediów. Przeczytałem o tym również w "Kurierze Porannym". Zarząd województwa zawsze może wrócić i zmienić podjętą wcześniej uchwałę. Pod warunkiem, że są okoliczności, które uzasadniają taką decyzję. W tej chwili nie widzę takiego uzasadnienia. Natomiast trudno wykluczyć, że w przyszłości to się nie zmieni. Na razie mamy pomyślne zakończenie sprawy przedłużenia kontraktu. Pan dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski w końcu zdecydował się przyjąć proponowane przez zarząd województwa warunki. Jest to triumf zdrowego rozsądku. Zwyciężył projekt Opera i Filharmonia Podlaska. Z sal koncertowych nadal płynąć będzie piękna muzyka. 

Do ostatniej chwili sprawa kontraktu stalą pod znakiem zapytania. Dlaczego tak późno doszło do spotkania Pana marszałka z dyrektorem opery? 

- Znakomite pytanie, ale nie do mnie. Proszę o to zapytać pana dyrektora Niesiołowskiego. 

To on zaproponował nocne spotkanie? 

- Nie będę się wypowiadał na ten temat. Myślę, że nie warto wracać do tego, kto był inicjatorem spotkania Ważny jest rezultat. Źle by się stało, gdybyśmy tego porozumienia nie osiągnęli. Nie traktuję tego w żadnym wypadku w kategoriach zwycięstwa. Nie uważam, żeby ktokolwiek wygrał. Wygrała kultura przez duża "K", wygrała filharmonia. Taka instytucja jest w Białymstoku potrzebna. Trzeba ją pielęgnować i doceniać to, co mamy. Ale wszystko musi być poddane twardym regułom ekonomii. Każdy z naszych dyrektorów musi o tym wiedzieć. 

Czy miejsce Marcina Nalęcz-Niesiołowskiego miał ewentualnie zająć dyrygent Tadeusz Wojciechowski z Filharmonii Łódzkiej? Tak twierdzili pracownicy naszej opery zebrani na wtorkowej pikiecie. 

- Kategorycznie zaprzeczam. Nie znam tego pana, nigdy z nim nie rozmawiałem. Wiadomość jest nie z tej ziemi. To byłoby śmieszne, gdybym podpisał się pod uchwałą powołującą dyrektora Niesiołowskiego na dwa i pół roku, a rozmawiał z kim innym. 

Dziękuję za rozmowę.

Marta Gawina
Kurier Poranny
7 lipca 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...