Goło i niewesoło

"Ostatni taki ojciec", Scena Pra-premier InVitro w Lublinie

Sutki sterczą i ptaszek kuli się z zimna. Po wyjściu ze spektaklu Łukasza Witta - Michałowskiego w sercu robi się goło i niewesoło.

W scenie kuchennej ojciec pokazuje synowi i córce, gdzie jest ich miejsce. Ponieważ nie potrafią zachować się przy stole, każe im rozebrać się do rosołu. Zaczyna córka. Rozpina bluzkę i ściąga spódnicę. Zdejmuje stanik i zsuwa majtki.

Jej sutki sterczą. Widzowie wstrzymują oddech, kiedy nie chce rozebrać się syn. Jak ojciec wrzaśnie, posłusznie zrzuca gatki. Jego ptaszek kuli się z zimna.

Stoją nadzy i bezbronni. Pierwszy sukces reżysera. Widzom robi się nieswojo. Wobec szczupłych bioder aktorki i genitaliów aktora są onieśmieleni.

Tekst

Autorem inspirowanej "Listem do ojca Kafki” sztuki "Ostatni taki ojciec” jest Artur Pałyga. W swoim tekście chce przekonać widzów do tego, że "Skończył się czas ojców! Nadchodzi epoka tatusiów! Ci ojcowie, którzy nam jeszcze pozostali są jak dinozaury, są ostatni i nie cieszą się bynajmniej poparciem społeczeństwa. Ten model już wyszedł z użycia. Panom dziękujemy! Dziś już nie ojciec, tylko kumpel, nie mąż, ale partner jest modelem obowiązującym, lansowanym i pożądanym”.

Pałyga pokazuje ojców, którzy potrafią pasem zdzielić syna i żonę. Którzy piją, chodzą na dziwki, kupują telewizor i tresują domowników, jak się z nim obchodzić. Pokazuje też tęsknotę dzieci za ojcem, który potrafi przytulić. I tęsknotę żon za mężem, który zamiast przelecieć żonę, potrafi ją ukochać.

Aktorzy

Największe zaskoczenie po najnowszej premierze Łukasza Witta - Michałowskiego. Młodzi aktorzy plus jeden weteran ( ma za sobą odsiadkę i skrócony wyrok) znakomicie mówią. A to jak grają, często dorównuje, często przewyższa zawodowy teatr.

Rola ojca, matki i syna prima sort. Zresztą trudno się dziwić. Michałowski zatrudnił w spektaklu młodych, ale bardzo dobrych aktorów z całej Polski. Łukasza Pruchniewicza z Teatru Nowego w Łodzi, który gra na bębnach afrykańskich i gitarze. Marię Daiksler z Olsztyna, która zagrała w głośnym spektaklu "Czarownice z Salem” w Białymstoku i ma za sobą pracę w Gardzienicach.

Ewę Pająk, która już zagrała w spektaklach "Moralność Pani Dulskiej”, "Śluby Panieńskie”, "Skiz”, "Sanatorium pod Klepsydrą”, "Mayday, Mayday”, "Osiem w poziomie” czy "Łotrzyce”. Zagrała też jedną z głównych ról w filmie "SPAM” Radka Hendla, nagrodzonym na Festiwalu Kina Niezależnego "Oskariada” w 2005r.

W tej doborowej stawce doskonale radzi sobie Dariusz Jeż, który na scenie występuje po raz pierwszy. Ale w życiu dostał niezły wycisk.

Zdarza się, że aktorzy nakręceni przez młodego reżysera "przeginają”. Wtedy szarża bulterierów przypomina szarżę foksterierów. Ale to tylko przez moment.

Scenografia

Jest mobilnie i szybko. Widzowie siedzą na ruchomych platformach, stylizowanych na naczepy wojskowych samochodów. Realizm podkreślają burty, zapinane na łańcuchy. Co kwadrans maszyniści przebrani za żołnierzy przestawiają widownię. A widzowie czują, jakby grunt usuwał się im spod nóg.

Platformy idealnie wpisują się w zdewastowane hangary warsztatów dawnej samochodówki.

Liszaj, smród i dziury w murach, przez które wpada lodowate zimno to idealne miejsce na spektakl.

Na dziurawej ścianie wyświetlane są odrealnione obrazy. Tak jakby liszaj z grzyba żył. Zawłaszczał mieszkańców wojskowych koszar, gdzie dzieje się akcja.
Niektóre ze scen stylizowane są na teatr Tadeusza Kantora, inne na teatr Mądzika. Jeszcze inne na lubelski teatr tańca.
Czy nie za dużo tej stylizacji?

Reżyseria

Łukasz Witt - Michałowski poszedł na całość. W przekonaniu - że do współczesnego pokolenia, zewsząd atakowanego przemocą, ludzkim dramatem i seksem w Internecie - stonowane środki nie przemówią, podkręcił spektakl "na maksa”.

Do ostrego tekstu dołożył ostre aktorstwo, ostre sceny (jedzenie z trumny, w której leży nieboszczyk), nagość aktorów i hałaśliwą muzykę, która nuży.

W dodatku pomieszał kilka poetyk teatralnych. Co z tego wyszło? Eklektyzm na scenie. W najczystszej postaci. To tak, jakby serial o Kiepskich wyreżyserował Tadeusz Kantor, a Leszek Mądzik zrobił scenografię.

Reżyser musi jeszcze trochę pożyć, a spektakl musi dojrzeć.
Trzeba go rozebrać z niepotrzebnych gestów, zbytecznej nadekspresji, hałasu i dłużyzn.

Wtedy będzie lux!

Przesłanie

Jest taki wiersz Stanisława Grochowiaka "Rozbieranie do snu”. W którym wcale nie chodzi o rozbieranie. Tylko o umieranie.

Podobnie jest ze spektaklem "Ostatni taki ojciec”. Wcale nie chodzi o ojca, który pasem zdzieli syna, zabroni mu onanizmu i zatłucze żonę.

Chodzi o to, żeby ojcowie i synowie, matki i córki - które przyjdą na spektakl - zobaczyli siebie. Jak na dłoni. Wyszli z teatru z goło i niewesoło w sercu. I zaczęli pracę nad sobą.

W Lublinie robi się dużo spektakli. Lepszych lub gorszych. Tylko, że większość z nich jest zupełnie oderwanych od życia.

Jeden spektakl Łukasza Witta - Michałowskiego jest ważniejszy od kilku lubelskich spektakli na raz.

Opowiadał mi Roman Wilhelmi, że kiedyś przyszła do niego studentka, żeby napisać pracę magisterską o jego aktorstwie. Chciała analizować odręczne notatki aktora pisane na scenariuszach. Dostała, co chciała. Zobaczyła czyste kartki. Od czasu do czasu podkreślenie. I krótki wpis: "przypier…”.

Waldemar Sulisz
Dziennik Wschodni
18 lutego 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia