Gorzałka, kobiety i śpiew

"Dawno temu w Odessie" - reż: Łukasz Czuj - Teatr Współczesny we Wrocławiu

Sukces spektaklu "Dawno temu w Odessie" w reżyserii Łukasza Czuja opiera się na solidnych fundamentach. Duszny klimat gangsterskiego światka Odessy, wyrazisty rysunek postaci, ciekawa scenografia i pokaz wokalno-aktorskich talentów: oto największe zalety hipnotyzującej opowieści o legendarnym Beni Krzyku

Historia odeskiego gangstera opowiadana jest w dwóch planach czasowych: współcześnie oraz u progu lat 20. XX wieku. Znaczna część akcji przedstawienia osadzona jest jednak w przeszłości. Dawna Odessa jawi się widzowi jako świat pełen tajemnic, wspominany z sentymentem, bezpowrotnie utracony. Benia (Marcin Gaweł) nazywany królem, lecz zabiegający o przychylność syndykatu żydowskich gangsterów, łączy w sobie bezwzględność „ojca chrzestnego” z sentymentalizmem szlachetnego bandyty. Na scenie towarzyszy mu plejada barwnych postaci, które w serii brawurowo wykonywanych songów opowiadać będą historię jego wzlotów i upadków. 

Sceniczne napięcie wynika z zestawienia statyki słowa i dynamiki śpiewu, połączonego ze znakomitą muzyką na żywo, w której obok brzmień rockowych pojawiają się motywy rosyjskie i żydowskie. Następujące na przemian ze scenami mówionymi songi, stanowią swoisty komentarz do rzeczywistości, są dopełnieniem słów bohaterów i źródłem wiedzy o nich samych. Do najmocniejszych momentów przedstawienia należą choćby pieśń Froima Gracza (Zdzisław Kuźniar) o rewolucji pożerającej swoje dzieci (na estetyczną znakomitość tej sceny składa się melancholijne tango trzech par, snujących się za bohaterem) czy śpiewny lament-wyznanie Lubki Kozak (Marta Malikowska): kobiety silnej za dnia, w nocy zaś rozpamiętującej swą nieszczęśliwą miłość.

Muzyczność przedstawienia podkreśla scenografia – podział sceny na dwie odrębne przestrzenie, przeznaczone dla aktorów i muzyków. Granice między obiema sferami okazują się jednak płynne: aktorzy nadają rytm muzykom, muzycy angażują się w akcję jako postaci drugoplanowe (jak w scenie wesela siostry Beni). Charakter wykonywanych pieśni nieustannie się zmienia, oscylując między powagą i melancholią, a humorem, czy wręcz rubasznością. 

Doskonałość strony wokalnej spektaklu znajduje swoje dopełnienie w znakomitym aktorstwie. Na pierwszy plan niewątpliwie wysuwa się Marta Malikowska w roli Lubki, kobiety dynamicznej i zuchwałej, ukrywającej swoją wrażliwość. Już pierwszy jej występ uderza widza swoją mocą, wprowadza go w akcję bardzo zdecydowanie, z przytupem. Bardzo dobre kreacje stworzyli również Dariusz Maj (Kogut, Prystaw, Max Dejcz, Boria) i Tadeusz Ratuszniak (Sawka Bucis, Trup Sawki , Czekista, Wania). Jak zwykle wspaniale zaprezentowali się nestorzy wrocławskiej sceny: Bolesław Abart i Zdzisław Kuźniar (zwłaszcza w gorzko-zabawnych scenach pogawędek taksówkarzy). 

Przedstawienie trzyma wysoki poziom do sceny ostatniej, która przenosząc akcję do współczesnej Odessy (techno-baru „Synagoga”), wydaje się nieco sztucznie przyklejona do całości spektaklu. Utrzymana w poetyce przesady, łącząca ostre światło, taniec i psychodeliczną wizję porachunków gangsterów w potwornych maskach osłabia nieco wydźwięk scen poprzednich – ratuje ją jedynie finałowy mini-monolog Marty Malikowskiej, na powrót wprowadzający ton wyciszenia i melancholii. 

„Dawno temu w Odessie” czaruje widza, odmalowując przed nim świat, który przeminął. Wprowadza go w nostalgiczny klimat, nie stroniąc jednak od sytuacyjnego żartu i komizmu słownego. Przyciąga jego uwagę już od pierwszej sceny, pozwalając działać hipnotycznej sile muzyki, której niewątpliwie warto się poddać.

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
11 września 2012

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia