Gorzki posmak farsy

"Czego nie widać" - reż. Tomasz Konina - Teatr Kochanowskiego w Opolu

Farsa to specyficzny utwór sceniczny, który wielbicielowi teatru dramatycznego zwykle nie przywodzi na myśl skojarzeń z ambitnym dziełem teatralnym. Utwór lekki, łatwy i przyjemny - to najkrótsza i najpopularniejsza recenzja fars oglądanych na polskich - i nie tylko - scenach teatralnych. Jednak w obrębie tego gatunku istnieją inscenizacje dobre i złe - pułapki czyhające na reżyserów utworów farsowych często okazują się dużo trudniejsze do przebrnięcia, niż w przypadku innych gatunków.

Ośmioro drzwi, które zamykają się i otwierają, sardynki, które są wnoszone i wynoszone bez końca, zawrotne tempo i schody, które trzeba pokonywać wciąż od nowa – wszystko to składa się na trudny technicznie spektakl. Aktorom nie można jednak zarzucić braku umiejętności, pod względem aktorskim spektakl zasługuje bowiem na pochwałę. Konwencja, w obrębie której przyszło się poruszać artystom, to sitcomowe sytuacje, w których nie ma miejsca na wielki dramaty, jest za to pole do realizacji zacięcia komediowego. Tu na uwagę zasługuje kreacja Krzysztofa Wrony, któremu udało się rozśmieszyć widzów do łez, kiedy w roli dublera przeżywał wypowiadane przez siebie kwestie całym sobą.

Najbardziej znana farsa Michaela Frayna zbudowana jest z trzech aktów, gdzie w pierwszym oglądamy próbę generalną przedstawienia “Co widać”, w drugim patrzymy na spektakl od kulis, w ostatnim akcie natomiast widzimy znudzonych grą aktorów, którzy niechętnie grają spektakl w prowincjonalnym miasteczku, w konsekwencji czego przedstawienie rozpada się na oczach widzów. Nikomu jednak nie zależy na tym, by ratować sytuację.

W kolejnych aktach oglądamy te same wydarzenia pokazane z innego punku widzenia – powtarzane wciąż od nowa identyczne kwestie mogą stać się powodem znużenia dla widza, którzy oczekuje czegoś więcej od omyłek charakterystycznych dla komedii sytuacyjnej. Nie ma tu pogłębionego rysu psychologicznego postaci, więcej nawet – brak tu życia wewnętrznego w ogóle. Jedynym dowodem na to, że bohaterowie przeżywają jakieś życiowe dramaty jest wyznanie inspicjentki Poppy (Grażyna Kopeć), która zwierza się reżyserowi (Andrzej Czernik), że jest z nim w ciąży.

“Czego nie widać” w wykonaniu opolskiego zespołu to przyzwoity spektakl dla każdego, kto lubi rozrywkę i nie oczekuje od teatru podejmowania tematów egzystencjalnych. Reżyser zrealizował zabawny spektakl, udało się zachować odpowiednie tempo i wygrać walkę o uśmiech widza. Przedstawienie takie jak to potrzebne jest w każdym teatrze – w myśl odwiecznej zasady “dla każdego coś miłego”.

Jest jednak w tym spektaklu coś gorzkiego, co udało się umiejętnie wydobyć z utworu Frayna. Aktorzy znużeni ciągłym graniem tego samego, reżyser zaplątany w romans z aktorką i inspicjentką, pławienie się wciąż w tym samym towarzyskim sosie – wszystko to powoduje frustracje, które mogą okazać się bliskie każdemu z nas, bez względu na profesję, jaką się trudnimy. Jest to jedyna warstwa spektaklu, która zyskuje wydźwięk uniwersalny. Któż z nas nie ma czasem ochoty uciec od codzienności, wprowadzając jakąś odmianę w swój przewidywalny, niezmienny rozkład dnia?

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Opole
20 września 2008

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...