Gra gier

"Szalbierz" - reż. Paweł Aigner - Teatr im. Żeromskiego w Kielcach

„Az impostor" („Szalbierz") Györgya Spiró uznawany jest dziś za klasyczną pozycję współczesnego dramatu węgierskiego. Jego powstaniu towarzyszyły zadziwiające okoliczności, zdolne wypełnić akcję równie intrygującej sztuki, która czeka na swego autora. Zaskakujący jest choćby wybór przez Spiró głównego bohatera – Wojciecha Bogusławskiego.

Na czym polega fenomen polskiego „ojca teatru narodowego", postaci – było nie było – sprzed półtora wieku, że tak skutecznie przykuła uwagę węgierskiego widza? Czy amator teatru znad Wisły byłby dziś równie zafascynowany osobą wielkiego dziewiętnastowiecznego aktora węgierskiego, jakim nad Dunajem był Gábor Egressy? Można snuć przypuszczenia, że raczej względnie.

Istota rzeczy tkwi bowiem w czymś innym. Dobrze zapisany w historii naszego teatru Wojciech Bogusławski nie do końca jest tożsamy z figurą tegoż Bogusławskiego, stworzoną przez Węgra w „Szalbierzu". Szczerze mówiąc, György Spiró – slawista z wykształcenia, znawca polskiej kultury, tłumacz między innymi dramatów Stanisława Wyspiańskiego i Witolda Gombrowicza – w ogóle nie miał ambicji stworzenia wiernego wizerunku Bogusławskiego.

Poprzestał w tym względzie na znakomitym dwutomowym dziele prof. Zbigniewa Raszewskiego. Jemu to właśnie „oraz polskim ludziom światłej myśli takim jak Pan" zadedykował w lipcu 1979 roku swój tom prozy „Az Ikszek" („Iksowie"). Na 700 stronach ukazał, jak wszelkie poczynania Bogusławskiego – jako aktora, reżysera, antreprenera, dramaturga, tłumacza, choć przede wszystkim świadomego budowniczego narodowej sceny – były skutecznie torpedowane przez zwalczające go gremium krytyków publikujących pod wspólnym pseudonimem „X".

Komuś najwyraźniej zależało, żeby w 1815 roku, w dziejowej chwili podpisania Świętego Przymierza, w Warszawie, rządzonej przez carski aparat wojskowo-sądowo-urzędniczego ucisku, nie pojawił się duch artystycznej anarchii – zaszczepiany przez geniusz Bogusławskiego. Jego rówieśnik Julian Ursyn Niemcewicz napisał, że „z powieścią historyczną jest ten problem, że ciężko jest znaleźć epokę... to znaczy taką, która nie miałaby nic wspólnego z naszą. Teraz jakoś wszystkie przeklęte epoki są aktualne".

Spostrzeżenie poety sprawdziło się w 1986 roku, kiedy tom „Iksowie" został zakwestionowany przez Jerzego Roberta Nowaka – wtedy publicystę związanego z prokomunistycznym Stronnictwem Demokratycznym, dziś gorliwego poplecznika Radia Maryja – który w wydziale kultury KC PZPR oskarżył węgierskiego pisarza o antypolonizm. W wyniku tej interwencji zablokowano wydanie powieści Spiró, jak również jego późniejszy przyjazd do Polski na premierę „Szalbierza" w warszawskim teatrze Ateneum. Nałożono nań również zakaz wstępu do polskich bibliotek naukowych, uniemożliwiając mu prowadzenie dalszych badań literackich, a zbierał wówczas materiały do powieści „Mesjasze" (w 2010 roku otrzymał za nią Literacką Nagrodę Europy Środkowej „Angelus").

Oskarżeni przez Nowaka o szarganie narodowych świętości „Iksowie" doczekali się w Polsce wydania dopiero w 2013 roku, ostatecznie zaświadczając o triumfie sztuki nad polityką. De facto Spiró nie pisał o Bogusławskim, lecz o nader niebezpiecznych związkach dwóch żywiołów: polityki i sztuki. Zarówno w czasach dawno minionych, jak i współczesnych.

Warszawa pod rządami Nowosilcowa stanowiła dla autora pretekst do wypowiedzi o aktualnej wówczas sytuacji politycznej Węgier. Spiró przedstawił beznadzieję zmagań artystów z początków dziewiętnastego wieku, uwikłanych w ciągłe walki z cenzurą i represjami. W identycznie bezwyjściowej sytuacji znajdowali się pisarze całego bloku wschodniego przez wiele lat podporządkowania sowieckim satrapom.

W 1975 roku Spiró otrzymał stypendium dramaturgiczne w budapeszteńskim Teatrze Narodowym, gdzie zetknął się z legendą sceny węgierskiej, aktorem i reżyserem Tamásem Majorem. Spiró nigdy nie ukrywał, że swojego Bogusławskiego obdarzył gestami i sposobem bycia Majora, który wręcz zażądał sztuki z możliwością grania tej postaci – de facto: samego siebie. Spotkanie obu artystów zaowocowało w przyszłości „Szalbierzem", który powstał jako rozwinięcie jednego z epizodów powieści „Iksowie".

Oto ojciec polskiej sceny narodowej, tytułowy Szalbierz, trapiony w Warszawie przez cenzurę i nadgorliwość carskich popleczników, występuje gościnnie w prowincjonalnych teatrach za wyśrubowane gaże, w ten nieskomplikowany sposób utrzymując zarówno siebie, jak i własne status quo. Trafia do Wilna, gdzie cierpliwie znosi podchody miejscowych artystów, z których każdy na przyjeździe mistrza usiłuje zbić własny kapitał. Dyrektor trupy, zabiegający o dotację u carskiego gubernatora, zamierza w finale „Świętoszka" Moliera wprowadzić apoteozę caratu; jednakże obsadzony w tejże roli szczwany Bogusławski, posługując się nie zawsze czystymi metodami – nie rezygnując ani z pieniędzy, ani z poklasku – rozegra ów finał podług własnej woli.

László Babarczy, wybitny reżyser węgierski związany z teatrem w Kaposvár, podsunął autorowi sztuki pomysł, w myśl którego Bogusławski gra w Wilnie Tartuffe'a – do czego klika warszawskich intrygantów nigdy nie dopuściła. „Szalbierz" odniósł na Węgrzech spektakularny sukces. Także dzięki grze Tamása Majora – tym bardziej, że była to jego ostatnia rola teatralna.

W Polsce sztukę Spiró wystawiono po raz pierwszy w 1987 roku w warszawskim Teatrze Ateneum w reżyserii Macieja Wojtyszki. Rola Bogusławskiego przypadła w udziale Jerzemu Kamasowi, a przedstawienie obejrzało ponad dwadzieścia trzy tysiące widzów. Węgierski autor nadal jednak znajdował się w niełasce i teatr nie mógł go zaprosić na premierę.

Prawdziwą kreację w roli Bogusławskiego stworzył Tadeusz Łomnicki. Widowisko Teatru Telewizji w reżyserii Tomasza Wiszniewskiego wyemitowano po raz pierwszy 21 stycznia 1991 roku. Wstrząsająco zabrzmiały w nim zwłaszcza miłosne wyznania Tartuffe'a do Elmiry.
W „Dziadów" części IV Adam Mickiewicz użył terminu „księgi zbójeckie", które wprowadzają bohatera w świat marzeń wywierający istotny wpływ na jego osobowość. Parafrazując to pojęcie, „Szalbierza" można śmiało zaliczyć do sztuk zbójeckich. Twórczość Györgya Spiró dowodzi potęgi gry wyobraźni, która w ostatecznym rachunku zawsze zwycięży, przełamując wszelkie polityczne bariery i zakazy, próbujące narzucić sztuce jedynie słuszny punkt widzenia.

Janusz R. Kowalczyk
Culture.pl
11 czerwca 2016
Portrety
Paweł Aigner

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia