Granica wytrzymałości

"Granica" - reż. Szymon Kaczmarek - Teatr Polski w Poznaniu

Mężczyzna wbiega na scenę w stroju superbohatera, jego peleryna jest długa, białoczerwona, wtedy jeszcze ma siłę na bunt i zmianę. Jednak w ostatniej scenie to ten sam Ziembiewicz będzie leżał na ziemi, w eleganckim garniturze i strzelał do siebie. Kim jest Zenon we współczesnej realizacji teatralnej w reżyserii Szymona Kaczmarka? Co nowego w powieści Zofii Nałkowskiej odnaleźli twórcy teatralnej realizacji ,,Granicy"?

Scena podzielona została na dwa plany. Pierwszym była przestrzeń bohaterów należących do warstwy wysokiej oraz do mieszczaństwa, to białe miejsce gry wypełnione nielicznymi sprzętami (stół, stołki, pianino, pralka) obudowane trzema ścianami obitymi gąbką akustyczną. W jedną ze ścian wbudowany został jeszcze kub, którego wewnętrzne ściany stanowiły lustra. To miejsce, słabo wykorzystano w trakcie spektaklu. Sygnalizowało ono jedynie wzrost zamożności pary głównych bohaterów. Ziembiewiczowie to inteligenckie małżeństwo, które dla awansu społecznego rezygnuje ze swoich ideałów. Za tylną ruchomą ścianą, w głębi sceny znajdował się blaszany barak, a wokół niego mnóstwo metalowych elementów, które tworzyły wrażenie bałaganu, śmietnika. Bo w istocie jest było to miejsce zapomnianych, biednych i odrzuconych. Czy dziś zamiast w sutenerach niewypłacalni lokatorzy nie lądują właśnie w takich barakach?

Muzyka częściowo wykonywana była na scenie na żywo przez samych aktorów. Na pianinie elektrycznym grali fragmenty, które dookreślały ich postaci nierzadko w nieco komiczny sposób. Pani Żancia (Ewa Szumska) na przykład wykonała pieśń religijną, wydobywając z instrumentu dźwięki organów (strasznie przy tym fałszując).

Reżyser spektaklu - Szymon Kaczmarek - położył nacisk na dobrze znaną problematykę utworu Nałkowskiej. W zasadzie trzygodzinne widowisko oscylowało pomiędzy tematami granic społecznych, budowania własnego szczęścia kosztem innych, przekraczania zasad moralnych oraz ucieczki przed grzechami rodziców. Statyczne, przegadane sceny postępowały po sobie zgodnie z akcją powieści. Uwspółcześnienia funkcjonowały jedynie zewnętrznie, na przykład w postaci smartfona, którego właścicielem był Ziembiewicz, czy blaszanego baraku, który stanowił współczesną suterenę. Jednak rzeczywiście interesująca wydawała się scena, kiedy Elżbieta Biecka, porządkując brudne pranie zaczynała czytać metki ubrań (wyprodukowanych w Chinach, Bangladeszu, czy Indiach), które kolejno wyrzucała z kosza na bieliznę. Przy tym prowadziła rozprawę na temat szczęścia, które jedni budują kosztem drugich.

Scenariusz był kompilacją fragmentów z powieści oraz z dopisanych przez Żelisława Żelisławskiego tekstów. Rzeczywiście, szczególnie we fragmentach dodanych przez dramaturga czuć pewną głębię, również psychologiczną. Widać to było zwłaszcza w scenie monologu starej Bogutowej (Barbara Krasińska), która w dynamiczny, miejscami tragiczno-zabawny sposób charakteryzowała siebie, swoją sytuację społeczną osoby drugiej kategorii. Również Elżbieta zagrana przez Barbarę Prokopowicz miała wiele miejsca w tym spektaklu dla ciągłej analizy swojej sytuacji, pozycji w świecie, w którym funkcjonuje. Biecka w poznańskim przedstawieniu zdawała się ciągle stać nad przepaścią, czuła tragizm swojego położenia, była przejmująca, świadoma, pełna sprzeczności, bo przecież chciałaby zawalczyć o siebie, o lepszy kształt rzeczywistości. To postać głęboka, która nosi w sobie wyraźną niezgodę na niesprawiedliwy porządek świata, ale z czasem jej siła słabnie. Główny bohater powieści, Zenon Ziembiewicz (Piotr B. Dąbrowski) jest natomiast jednostką, która zgodnie z wolą autorki, przechodzi przez cały proces od przeciwstawienia się pamięci niemoralnego ojca aż do samobójstwa. Mężczyzna wbiega na scenę w stroju superbohatera, jego peleryna jest długa, białoczerwona, wtedy jeszcze ma siłę na bunt i zmianę. Jednak w ostatniej scenie to ten sam Ziembiewicz będzie leżał na ziemi, w eleganckim garniturze i strzelał do siebie. Godna uwagi jest także postać Pani Niewieskiej (Anna Sandowicz), poznańska aktorka w krótkiej scenie spotkania z córką scharakteryzowała swoją bohaterkę jako nieczułą, zimną, trochę przerażająco piękną kobietę, w ciemnej sukni, rozpartą w wielkim łożu.

,,Granica" to trzygodzinne, wlekące się bez energii, przegadane przedstawienie. Dobrze zagrane, lecz czy w swojej problematyce wciąż aktualne? Może warto zadać pytanie o sens wystawiania w takim kształcie dobrze znanej powieści. Gdzie jest granica wytrzymałości widza teatralnego? Czy dziś rzeczywiście przychodzimy do teatru po to, by oglądać dobrze znane historie, by dotykać wciąż tych samych problemów? Myślę, że ta realizacja nie przynosi nowych rozpoznań, nie buduje nowych sensów, nie skłania do istotnej refleksji nad naszą współczesnością. Czyżby ,,Granica" aż tak się zestarzała? Mam nadzieję, że nie.

Agata Łukaszewicz
Dziennik Teatralny Poznań
20 stycznia 2015
Portrety
Szymon Kaczmarek

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia