Gry wzajemne kobiet i mężczyzn

"Amatorki" - reż. Ewelina Marciniak - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

W jedną stronę gra polega na wkopaniu plastikowej butelki z mlekiem w dziurę w dekoracji, zrobionej z doniczkowych paprotek. W drugą stronę - na celnym plunięciu pajdką chleba czy jakimś ciastem. Widać, że każdy robi tu, co chce. Od takiej gry jak zabawa przedszkolaków rozpoczyna się najnowsza premiera Teatru Wybrzeże - adaptacja "Amatorek", słynnej powieści austriackiej noblistki Elfride Jelinek. Ta beztroska szybko się jednak kończy, bo kolejna zabawa to już świat dorosłości.

Brigitte (Dorota Andrusz) rzuca się do szorowania podłogi, Paula (Katarzyna Dałek) przybiera pozy jak modelka na wybiegu. Heinz i Erich (Piotr Biedroń i Piotr Domalewski) wykonują przed nami jakieś trudne do zrozumienia gesty. Ale podział ról wydaje się już jasny: kobiety pracą i ciałem zdobywają sobie mężczyzn, mężczyźni - pracują, by mieć za co posiadać kobiety. Prosty podział.

Taki podział, o wyraźnym feministycznym wydźwięku, podsuwany jest nam w powieści, ale Ewelina Marciniak, reżyser, nie idzie tym tropem.

Odtwarza raczej to, jak Jelinek pokazuje w ogóle grę kobiet w mężczyzn i odwrotnie, bez feministycznego czy też bez społecznego kontekstu.

Odtwarza brutalność, wręcz okrucieństwo opisu Jelinek po to, by go w samej końcówce podważyć.

W powieści to, co dzieje się pomiędzy czwórką głównych bohaterów, to mieszanka skrajnego biologizmu i skrajnego infantylizmu. Kobiety służą tu mężczyznom ciałem, a ci w zamian za tę usługę zapewniają kobietom jakie takie materialne bezpieczeństwo. Wzajemnie są dla siebie towarem, a wewnętrzną ceną, jaką płacą za te transakcje, są nienawiść i obrzydzenie. Gdzie tu miejsce na infantylizm? W dziewczęcych marzeniach o miłości, czerpanych z kolorowych pisemek i kina.

W spektaklu Marciniak jest jedno i drugie. Kiedy w jednej ze scen czworo głównych bohaterów wije się nago po podłodze, przypominają raczej jakieś oglądane przez mikroskop drobnoustroje niż ludzi. W innych scenach aktorzy policzkują się, rzucają sobą na ziemię, a akt seksualny jest jakąś wyczynową akrobacją. Gdzie w tym wszystkim miejsce na infantylizm? W marzeniach o miłości, ulepionych nie tyle już z kolorowych pisemek i kina - choć to również - ile z telewizyjnych programów w stylu "You can dance" czy "Mam talent".

A przy tym wszystko to podane w niemal komediowej tonacji. Opowieść o tym, jak doszło do aktu małżeńskiego Ojca i Matki (Małgorzata Brajner i Krzysztof Matuszewski) odegrana jest tak, że publiczność serdecznie się zaśmiewa. Nie wszyscy zauważają, że już po wszystkim Matka mechanicznym ruchem ściera z siebie żel po kąpieli. A tak naprawdę - próbuje zetrzeć z siebie obrzydzenie po mechanicznej małżeńskiej kopulacji.

Pozornie "lekki" jest także język zimnej powieści Jelinek. Marciniak udało się zatem, przenosząc powieść na scenę, oddać dwa najistotniejsze jej momenty. Brutalność zderzenia wegetatywnego życia z iluzyjnymi wyobrażeniami ludzkiego szczęścia i miłości, to po pierwsze, a po drugie - osobliwy sposób, w jaki jest to opowiadane. Przedstawienie to zatem bardzo udana adaptacja książki, w czym też zasługa dramaturga Michała Buszewicza. Ale to także coś więcej.

W finałowej, nieoczekiwanej scenie Paula zaprasza na scenę przypadkową osobę z widowni i proponuje jej wspólne słuchanie muzyki przez słuchawki. Delikatność tej sceny, wzmocniona przez dziewczęcy typ urody Katarzyny Dałek, robi na tle całego przedstawienia niezwykłe wrażenie. Nie jest to scena prosta i jednoznaczna, bo nie wiemy, czy nie jest obrazem płatnej miłości. Ale mówi ona jednak, że między kobietą i mężczyzną pozostaje nikła, ale realna szansa na czułość, łagodność, dobroć. Głęboki, niezniszczony przez zło społecznego życia podkład.

"Amatorki" to jedno z najciekawszych teatralnych wydarzeń ostatniego czasu w Trójmieście.


Jarosław Zalesiński
Polska Dziennik Bałtycki
0

Książka tygodnia

Opowieści
Wydawnictwo MG
Fiodor Dostojewski

Trailer tygodnia

(F) Paralele
Marek Zimakiewicz
„Paralele”, to inicjatywa Fundacji An...