Gustav Klimt na kolacji u Jacka Cygana

"Kolacja z Gustavem Klimtem" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

„Kolacja z Gustavem Klimtem" Jacka Cygana w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, wystawiana na deskach Sceny STU od dwóch lat, jest dla widza wspaniałym przeżyciem, obcowaniem z aktorstwem najwyższych lotów, a przede wszystkim zaskoczeniem.

W tej kameralnej sztuce psychologicznej grają zaledwie trzy osoby (w roli Marii Zimmermann – Małgorzata Foremniak, Witolda Wolskiego – Piotr Polk, Anki – Agata Woźnicka) niemniej jednak, w kolejnych odsłonach, staje się ona opowieścią o polskiej emigracji z jednej strony, z drugiej zaś, historią przyjaźni i związków grupy ludzi próbujących w obcym kraju odnaleźć swoje miejsce i zbudować swój świat.
Jasiński postawił widza przed widowiskiem spójnym treściowo, o bardzo zwartej, zamkniętej w czterech ścianach salonu Zimmermannów fabule. Silna, zdecydowana, a zarazem pełna powabu dojrzałej kobiecości Maria kreowana przez Małgorzatę Foremniak wraz ze spokojnym, pewnym siebie epatującym męskością Witoldem (Piotr Polk) tworzą tak niepowtarzalny i doskonały aktorski duet, że tylko dla nich warto na tę sztukę się wybrać.

Perfekcyjnie zagrana, niemal klasyczna w swej formie i treści sztuka, byłaby jednak zjawiskiem zbyt schematycznym i powielającym tradycyjne klisze, by zapewnić komplet na widowni przez ponad trzy lata. Co więc sprawia, że zainteresowanie nią, mimo upływu czasu, nie słabnie?

Autor z reżyserem po mistrzowsku operują zaskoczeniem. Tytułowa kolacja nie jest jednym spotkaniem, ale cyklem, podczas którego dokonuje się odsłona poszczególnych scen z przeszłości obejmującej niemal dwie dekady. Opowieść subtelnie rysuje szeroki kontekst ekonomiczno – społeczny, w którym żyje grupa młodych, polskich emigrantów. Jest też jednak pełną dramatów i tajemnic historią dwóch nienajlepiej dobranych par, której swoisty rytm wyznaczają podawane przez Ankę (Agata Woźnicka) drinki i dania.

Znacznie większym zaskoczeniem jest sugestia obecności na kolacji inicjatora przemian artystycznych początku XX wieku Gustava Klimta. Sztuka dzieje się przecież współcześnie, a austriackiego symbolisty od prawie stu lat nie ma wśród żywych. Niemniej jednak jego obecność towarzyszy wszystkiemu, co dzieje się na scenie. Wyświetlane w trakcie dialogów obrazy Klimta stanowią nie tylko artystyczne tło, ale też ilustrują wydarzenia z życia Marii i Witolda, a także nieżyjącego Jerzego (mąż Marii i przyjaciel Witolda) oraz jego kochanki. Nazwisko malarza buduje subtelną sieć nawiązań do bohemy artystycznej Wiednia, dążeń do przekroczenia konwencji i ograniczeń, rozwoju, osiągnięcia sukcesu. Jako realna inspiracja pojawia się tylko raz, kiedy Maria wspomina, że pomysł, by żyć z kopiowania obrazów mistrza, nie tylko ocalił ją i Ankę przed nędzą, ale też, w dalszej perspektywie, dał chęci i siłę do walki o jakość własnej egzystencji. Klimt staje się tu metonimią sztuki, jej siły, bycia inspiracją, zaprzeczenia temu, co powszechne, konwencjonalne, sztampowe.

Zawikłana i pełna niespodzianek jest też odtwarzana podczas kolacji historia przyjaźni i związków miłosnych. Oczywiście, najważniejsze w świetle faktu, że Anka jest nieślubną córką pary spotykającej się podczas kolacji, są losy bohaterów, niemniej jednak równie istotny jest kontekst ekonomiczny (krach na warszawskiej giełdzie, emigracja zarobkowa), historyczny (emigracja polityczna) i artystyczny (życie wiedeńskiej bohemy) pokazujący z czym, oprócz osobistych problemów muszą mierzyć się polscy emigranci. W sumie sposób prowadzenia akcji przez reżysera skupia się jednak zdecydowanie bardziej na indywidualnych losach bohaterów, a dopiero poprzez nie wskazuje na kontekst, w którym można je osadzić. Warto tu zaznaczyć, że nie jest to opowieść ani łatwa, ani prosta, bo opowiadana jest z kilku punków widzenia, co zapewnia właśnie wspomniany efekt zaskoczenia, a zarazem nieciągłości, krzyżowania się wątków, niespodziewanych zwrotów akcji i rozwiązań. W sumie, w trakcie trwającej ponad półtorej godziny sztuce, widz nabiera przekonania, że na jego oczach nie tylko toczy się wartka opowieść, ale, że jest ona thrillerem z dużą dawką sensacji na dokładkę okraszonej erotyką, na tle doskonałego wokalu Ewy Demarczyk i Grzegorza Turnaua.

Ten efekt zaskoczenia budowanego na kilku poziomach doskonale współgra z wprowadzonym w przedstawieniu kontrastem. W delikatnej opozycji znajdują się artystyczne osobowości Marii i Jerzego wobec trzeźwej, ekonomicznej duszy Witolda zafascynowanego Marią i szczerze podziwiającego wielkość Jerzego, ale mającego w sumie inny sposób myślenia i inne niż oni priorytety. Odrębne pokolenia reprezentują Maria i Witold, zawieszeni z racji polskich korzeni między światami dwóch wartości, kultur i języków. Kimś niemal biegunowo odmiennym jest Anka, dwudziestokilkuletnia wychowanka artystycznego domu, który zapewniła jej matka i trzeźwej duszy bankowca, spadku po ojcu. Opowieści Marii i Witolda pełne są smutku, dramatów, ukrywanych emocji. Stanowią też dominujący przekaz sztuki. Jest on jednak świetnie pointowany przez krótkie, celne i humorystyczne riposty Anki. Ciekawie gra kontrastem wygląda też jeśli zestawimy minimalistyczne urządzone wnętrze stylowego salonu i niemal klasyczną elegancję jej bywalców z pojawiającymi się w tle symbolicznymi obrazami jednego z czołowych wiedeńskich modernistów.

Dzięki tym dwóm, w zasadzie prostym w swej istocie chwytom, za co wypada podziękować pomysłowości i finezji autora (Jacek Cygan) pozornie banalna historia miłosna staje się złożoną i przykuwającą uwagę odbiorcy opowieścią, podaną w sposób ukazujący każdą z jej złożonych stron i zapewniający wspaniałe przeżycie.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
27 marca 2017

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia