Gwiazda ze sceny

"Kolega Mela Gibsona" - reż: Waldemar Patlewicz - Teatr Korez w Katowicach

Czy aktor pozostaje aktorem również po spektaklu, jedynie przybierając rolę "normalnego człowieka"? Czy aktor jest w stanie choć na chwilę zapomnieć o pracy i przeżyć np. rodzinne święta Bożego Narodzenia? Jak wygląda życie aktora poza sceną? Na te i inne pytania odpowiada Cyrano de Bergerac, czyli Feliks Rzepka.

Życie gwiazdy opowiedziane „od kuchni” – tak w jednym zdaniu można by opisać treść spektaklu „Kolega Mela Gibsona” katowickiego Teatru Korez. Ale czy jedno zdanie wystarczy, aby móc rzetelnie zrelacjonować to, czego widz doświadcza oglądając całą sztukę? Odpowiem zdecydowanie – nie! Scenariusz napisany przez Tomasza Jachimka jest zabawną historią życia Feliksa Rzepki (Mirosław Neinert), którego bezlitosny los poddaje wielu (często zaskakującym) próbom: a to musi stawić czoła zawistnym kolegom z zespołu aktorskiego, a to poradzić sobie z rosnącą popularnością po roli Cyrana de Bergerac, a to z kolei „zagrać rolę życia” w... miejskim kantorze. 

Tekst, naszpikowany niespodziewanymi zwrotami akcji i humorem typowym dla Tomasza Jachimka, prawdziwych skrzydeł dostaje w ustach Mirosława Neinerta, który całkowicie naturalnie wyjawia koleje losu swego bohatera podczas policyjnego przesłuchania… 

Ciemna scena. Na scenie stół i krzesło. Na krześle siedzi Feliks Rzepka w więziennym stroju, z chlebowym nosem przytwierdzonym do twarzy. Recytuje fragment Cyrana de Bergerac. Zapalają się światła. Rozpoczyna się przesłuchanie.  

Komediowy monodram o nawiązaniach wielokontekstowych, które pochodzą nie tylko ze świata kultury (m.in.: fragmenty sztuki „Cyrano de Bergerac”, fragmenty piosenki Krzysztofa Cugowskiego, postać Mela Gibbona, czy też Elżbiety Okupskiej), ale również ze świata polityki (historia państwa Rokitów, nawiązania do Piotra Uszoka), czy sportu (nieudany występ Tomasza Sikory). Tekst na tyle elastyczny, że wciąż uaktualniany, a dzięki temu żywy. Koloru dodaje mu także stały kontakt z publicznością: aktor stoi najwyżej trzy kroki od pierwszych rzędów, włączając widzów w swoją grę. Wspólne odśpiewanie patriotycznej pieśni „O mój rozmarynie”, próba uścisku dłoni, czy też akompaniament publiczności do hiphopowej składanki Rzepki w rytm utworu „We will rock you” to również część przedstawienia.  

Co mnie uderzyło w spektaklu? Przede wszystkim lekkość, z jaką Mirosław Neinert bawi się tekstem. Jego naturalność, w którą uwierzyli widzowie. W momentach niespodziewanych, kiedy np. ktoś z publiczności automatycznie dopowiada (sam zaskoczony, że na głos) kawałek tekstu, aktor odnosi się do tego, a nawet elastycznie dopasowuje dalszą część do tej wypowiedzi. Tekst „Kolegi Mela Gibsona” aż kipi żywotnością słowa. To rodzaj gry z widzem, której ten nieświadomie, lecz z chęcią się poddaje.  

Spektakl „Kolega Mela Gibsona” gości na deskach Teatru Korez od roku 2007 i wciąż cieszy się wielką popularnością widzów. Tak naprawdę każde przedstawienie jest inne, dzięki niezwykłej elastyczności tekstu, a przede wszystkim dzięki samemu Mirosławowi Neinertowi. Nigdy do końca nie wiadomo, jak zareaguje widownia i sam aktor na sytuacje nieprzewidziane. Spektakl z pewnością wart polecenia.

Joanna Garbarczyk
Dziennik Teatralny Katowice
4 marca 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...