Habit i rolki

"Siostrunie" - reż. Jan Szurmiej - Teatr Lubuski w Zielonej Górze

Najnowsza produkcja Lubuskiego Teatru - "Siostrunie", to rozrywkowa petarda. Tylko wstać i śpiewać z zakonnicami, jak w słynnym filmie "Blues Brothers"

Już początek zwiastuje, że reżyser Jan Szurmiej postanowił musical Dana Goggina - przebój amerykańskich scen, który miał premierę blisko 30 lat temu - lekko zaadaptować w zielonogórskie realia. Pod szyldem "miasta partnerskie" widnieją nazwy i herby Zielonej Góry i Hobo-ken. Bo też mniszki z placówek Zakonu Małych Sióstr z obu tych miejscowości łączą siły, by zebrać pieniądze na pochówek ostatnich z 52 zakonnic, które zmarły po spożyciu trujących grzybów. Świetna filmowa sekwencja z siostrami padającymi twarzą w talerz to tylko zapowiedź dawki absurdu i pokładów czarnego humoru, który serwują "Siostrunie".Bohaterki w habitach postanawiają zarobić pieniądze, ujawniając ukryte lub zapomniane (siostra Amnezja, której kiedyś na głowę spadł krzyż...) talenty artystyczne. A zatem reszta, a raczej podstawa zielonogórskiego spektaklu, to śpiew i taniec. Z komediowym przywołaniem kanonu pieśni kościelnych, ale też polskich hitów Maryli Rodowicz czy Czesława Niemena.

Czegóż te zakonnice nie robią! Pląsają z marakasami, jeżdżą na rolkach, fruwają na linie dzwonu, tarzają się po ziemi (skutek zażycia dopalacza), po kabaretowemu wchodzą między widzów, strzelają dowcipami (niektóre już trochę "zużyte" przez internet, jak ten z wyliczanką pieśni do danej prędkości jazdy, np. 160 km/h - "U drzwi Twoich stoję Panie"). Co nie zmienia faktu, że "Siostrunie" to rozrywkowa petarda, gdzie wreszcie aktorki mogą dać estradowego czadu. Z punktowaniem artystek jest tu problem, bo spektakl ma niejako dwie obsady (w zależności od wersji panie z tzw. chórków wychodzą na plan pierwszy). Tak więc tylko fan musicalu będzie mógł sobie porównać kreacje Anny Haby i Marty Artymiak -Czarnoty, które wcielają się w "chodzące nieszczęście" siostrę Amnezję. Nie ma tego problemu z Tatianą Kołodziejską - gejzerem komicznego talentu w kreacji matki przełożonej. I z Beatą "Żabą" Małecką, znaną m.in. z kabaretowego składu Babeczki z Rodzynkiem - tu scenicznym objawieniem. Choć "Siostrunie" pokazują przedstawicielki zakonnego zgromadzenia z przymrużeniem oka, trudno uznać ten musical za wywrotowy (choć komuś może nie pasować na scenie już sam znak krzyża). Autorzy spektaklu patrzą na jego bohaterki dobrodusznie. Zakonnice ujawniają swe talenty (baletnica, artystka cyrkowa, gwiazda country...), ale przecież nie porzucają habitu. Odkrywają, że i tak mogą dać czadu na scenie. Tu blisko im do sióstr ożywionych estradowo przez Whoopi Goldberg w komedii "Zakonnica w przebraniu".

Jest w spektaklu J. Szurmieja trochę z filmów Federico Felliniego. Pokaz sacro-mody z kreacjami na podróż, do gaszenia pożarów czy na Winobranie, przywołuje skojarzenia z "Rzymem". A odsłona z klaunami w habitach? Bohaterki z czerwonymi nosami nawet nie muszą żonglować. I tak można spaść z krzesła. Ze śmiechu.

Zdzisław Haczek
Gazeta Lubuska
7 maja 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia