Haniebna prowokacja

"Ajas maszyna" - reż. Natalia Korczakowska - Muzeum Powstania Warszawskiego

Migające ekrany komputerów, postaci biegające po scenie, aktor ściągający spodnie, kobieta w ciemnych okularach usadowiona w klatce i upozowana na byłą prezes Sądu Najwyższego, którą Odyseusz (?) przez kratę poi winem, uzupełniając raz po raz kieliszek kobiety, na jej życzenie, a z głośnika dobywa się ryk zarzynanych świń - tak w największym skrócie można by streścić przedstawienie "Ajas maszyna" w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Ponadto mamy wykrzykiwane kwestie, że trzeba za mordę brać (trzymać?) widza, jakieś echo Smoleńska w przywołaniu tupolewa, poza tym ni stąd, ni zowąd słychać, chyba z klatki, w której zamknięta kobieta coś szemrze o emeryturze w wieku 65 lat, a następnie słyszymy passus o teatrze, premierach, że ludzie lubią porażki aktorów, itd., itd. Przedstawienie, dodajmy, przygotowane zostało specjalnie z okazji 74. rocznicy bohaterskiego zrywu Polaków. Co to ma wspólnego z Powstaniem Warszawskim? Nic. Prócz tego, że jest bezczeszczeniem tego miejsca, tej wyjątkowej rocznicy i bohaterów Powstania. Trudno się dziwić, że niektórzy widzowie wyszli w trakcie spektaklu.

Antyczny Ajas - bohater tragedii Sofoklesa - w starożytnych Atenach swoją odwagą i siłą ducha zasłużył się w wojnie trojańskiej, i to właśnie jemu należała się zbroja po zmarłym Achillesie. Ale ze względów politycznych przyznano ją Odyseuszowi, co poskutkowało tragedią Ajasa. Walnie przyczyniła się do niej Atena, wpływając na decyzję sędziów. A następnie - mieszając zmysły Ajasa - powoduje, iż ten bohaterski wojownik, zamiast unicestwienia wrogów, wyrzyna ich bydło. Skompromitowany Ajas takiej hańby nie jest w stanie znieść. Wybiera samobójstwo. Tak jest u Sofoklesa.

Przemielona klasyka

Natomiast w spektaklu Korczakowskiej tekst Sofoklesa uległ całkowitemu przemieleniu. Tandem Korczakowska - Bajer przecisnęli przez wyżymaczkę tragedię Sofoklesa, dodając tekst "Mówca Ajasa" nabazgrolony przez Michała Bajera. Powstał nikomu niepotrzebny dziwoląg, w którym nie ma żadnego wspomnienia ani nawiązania do tego wielkiego powstańczego zrywu Polaków, nie pojawia się nazwa "Powstanie Warszawskie" ani nawet słowo "Warszawa", ani słowo "Polska", ani "niemiecki okupant". Krótko mówiąc: nie ma Warszawy, nie ma Powstania i nie ma Niemców.

Natalia Korczakowska, reżyser tego bezsensownego, nudnego dziwoląga i zarazem autorka scenariusza (wespół z Michałem Bajerem), w wypowiedzi prasowej przed premierą stwierdziła, że jest to spektakl o niszczeniu demokracji na przykładzie niszczenia bohatera demokratycznego. I tu pani Korczakowska błysnęła "intelektem", twierdząc, że wystarczy popatrzeć, co zrobiono z Lechem Wałęsą. Przywołanie Wałęsy w kontekście spektaklu, który ma nawiązywać do bohatera antycznego, oraz w kontekście Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie grany jest ten spektakl, zatem w miejscu naznaczonym krwią bohaterów oddających życie za wolność naszej Ojczyzny - jest po prostu niewybaczalną hucpą. Czyżby głównym powodem, dla którego ten hańbiący spektakl wystawiło Muzeum Powstania Warszawskiego, było dodanie splendoru Wałęsie poprzez przywołanie jego nazwiska w kontekście antycznego Ajasa, a szerzej w kontekście Powstania Warszawskiego? To już zakrawa na całkowitą aberrację albo na celową prowokację. Co do Korczakowskiej, owa aberracja mnie nie dziwi, dość obejrzeć jej dorobek reżyserski. Ale gdzie był dyrektor Jan Ołdakowski, który dopuścił do wystawienia tej szmiry i wydania na nią naszych, podatników, pieniędzy?

Każdego roku 1 sierpnia muzeum wystawia spektakl dla uczczenia pamięci powstańczej Warszawy. I każdego roku jest ta sama sytuacja: zamiast uczczenia - hańba.

I jeszcze jedno. Nieopodal głównego wejścia na teren Muzeum Powstania Warszawskiego, na okalającym ten teren murze jest przytwierdzona tablica. Na ciemnoszarym tle ciemnoszare małe literki, których bez potężnej lupy nikt nie odczyta. Chodzi o upamiętnienie żołnierzy Kedywu Armii Krajowej, bohaterów Powstania Warszawskiego. Tablica powstała w hołdzie bohaterom Powstania Warszawskiego. Pod tekstem, który jest nie do odczytania nawet dla młodego człowieka, a cóż dopiero dla osób starszych wiekiem, podpisali się: Pracownicy Muzeum Powstania Warszawskiego. A skąd wiem? Bo zdołałam to odczytać, posługując się myśliwską lornetką.

Jak można dopuścić do takiego zaniedbania. Czy nie lepiej było przeznaczyć pieniądze na godne poprawienie wspomnianej tablicy aniżeli na urągający pamięci powstańców spektakl? Panie Dyrektorze, czy nie wstyd Panu?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
16 sierpnia 2018

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia