Herb na królewskim dworze

"Bal maskowy" - reż. Waldemar Zawodziński - Opera na Zamku w Szczecinie

Scenę z pierwszego aktu, wyobrażającą komnaty króla szwedzkiego Gustawa III, zdobi w spektaklu Opery na Zamku herb Szczecina. Ma on przypominać, że nazwa miasta pojawiła się na kartach historii opery, choć, co prawda, na krótko.

Kiedy bowiem w połowie XIX wieku Giuseppe Verdi toczył boje z cenzurą, która nie chciała dać zgody na wystawienie "Balu maskowego", narodził się pomysł, by akcję przenieść w czasy średniowiecza na Pomorze Zachodnie, a operę zatytułować Książę Szczecina. Zabójstwa monarchy nie można było w żaden sposób pokazać na scenie, ale na morderstwo w półdzikim księstwie cenzorzy mogli się zgodzić. Na szczęście Verdi wiedziony swym niezawodnym wyczuciem pojął, że intryga polityczno-miłosna "Balu maskowego" straci wówczas sens i Szczecin nie zaistniał na trwałe w operze.

Owo tło historyczne nie ma jednak większego znaczenia dla obecnej inscenizacji, brak w niej wyraźnych odniesień do jakichkolwiek realiów z przeszłości. Waldemar Zawodziński po raz czwarty zmierzył się z "Balem maskowym" i jak w poprzednich inscenizacjach w Krakowie (1994), Warszawie (1998) i Poznaniu (2006) skoncentrował się na kontraście dwóch światów: cywilizowanego, eleganckiego, dworskiego oraz tajemniczego, nieokrzesanego, wręcz na wpół realnego, a skupionego wokół przepowiadającej przyszłość Ulryki. Ich obraz tworzą za każdym razem kostiumy o wyszukanej kolorystyce autorstwa Marii Balcerek, stałej współpracowniczki Waldemara Zawodzińskiego. Taki jest też szczeciński "Bal maskowy", o niesprecyzowanym czasie i miejscu akcji, za to widowiskowy oraz dynamiczny jak zawsze, gdy w spektaklach Zawodzińskiego ruchem scenicznym zajmuje się Janina Niesobska. Od barwnej całości odstają jedynie przedziwne stroje tajemniczych zjaw śledzących Amelię, gdy wybrała się ona na uroczysko po cudowne ziele. Maria Balcerek ubrała je w przeźroczyste płaszcze przeciwdeszczowe, jakby miał to być element uwspółcześniający operę Verdiego. Znacznie lepiej sprawdziły się mniej nachalne pomysły tego typu (paź Oskar w eleganckim garniturze i z gigantycznym irokezem na głowie).

Akcja "Balu maskowego" odwołuje się do historii. Spisek i zabójstwo Gustawa III w 1792 roku były konsekwencją reform podjętych przez króla pragnącego unowocześnić państwo. Jego działania budziły opór, ale w utworze Verdiego nie ma miejsca na bardziej dogłębne przedstawienie tła wydarzeń. Zasadniczo intryga opiera się bowiem na trójkącie miłosnym oraz na motywie zazdrości i zemsty. Tak też odczytuje "Bal maskowy" Waldemar Zawodziński, co wszakże wymaga solistów potrafiących przekazać emocjonalne niuanse zapisane w muzyce. W Szczecinie trójka głównych bohaterów przejawiała jednak skłonność do siłowego śpiewania i nienaturalnego potęgowania dramatycznego wyrazu.

Najmniej obciążony tymi wadami był Tomasz Kuk, którego głos zachował szlachetność, choć brakowało mu wokalnej subtelności, przede wszystkim w kluczowej dla wizerunku króla Gustawa drugiej scenie trzeciego aktu. Tomasz Łuczak obie arie Hrabiego Anckarstróma wykonał na granicy krzyku, a Joanna Tylkowska-Drożdż w drugim akcie, gdy Amelia wybrawszy się nocą na uroczysko pełna jest lęku i obaw, postanowiła zrobić z arii dramatyczny popis. Odrobiny wyciszenia, frazy wyśpiewanej piano zabrakło również w scenie jej pożegnania z synkiem. Jest w "Balu maskowym" Ulryka - rola mniejsza, ale obrosła wielką tradycją. Wielkie śpiewaczki potrafią sprawić, że ta jedna scena z ich udziałem zapada widzom w pamięć. Małgorzata Walewska zaśpiewała tę partię ze szlachetnością, ale zbyt dystyngowanie. Ulryka powinna być bardziej mroczna, niepokojąca, mieć magnetyczną wręcz siłę. Mocniej zaznaczyła natomiast swoją obecność Sylwia Krzysiek w roli pazia Oskara. Jego koloraturowe pasaże wyśpiewała z lekkością, nie czyniąc z nich jedynie popisu, zadbała natomiast, by służyły budowaniu postaci. Dobre wrażenie wywarli wykonawcy ról drugoplanowych: Adam Tomaszewski i Janusz Lewandowski (spiskowcy Ribbing i Horn) czy Krzysztof Bobrzecki (marynarz Christian). Zadziwiająco wysoki poziom przedstawiły orkiestra oraz chór Opery na Zamku, co zapewne jest też zasługą doświadczonego dyrygenta Vladimira Kiradjieva. Potrafił on wykreować verdiowski klimat, choć w finałowej scenie balu zabrakło tak zwanej bandy, czyli muzyków grających za sceną, co ma znaczenie dla nastroju rozgrywających się zdarzeń.

X X

Premierą "Balu maskowego" Opera na Zamku wróciła po prawie pięciu latach do swej siedziby na Zamku' Książąt Pomorskich w Szczecinie. Za siedemdziesiąt milionów złotych dokonano całkowitej przebudowa v teatralnych wnętrz. Powiększono widownię do 550 miejsc, ponadto wzbogacono ją o ekrany akustyczne umożliwiające zmianę warunków akustycznych w zależności od rodzajów wykonywanego repertuaru. Opera zyskała salę kameralną dla 150 widzów oraz przestrzeń wystawienniczą, która także może być przystosowana do wystawienia mniejszych form scenicznych lub koncertów. Nowe sale prób otrzymały wszystkie zespoły artystyczne. Scenę wyposażono w nowoczesne urządzenia techniczne, między innymi scenę obrotową, zapadnie, sprzęt oświetleniowy, nagłośnieniowy i projektory najnowszej generacji. Po powszechnie chwalonej Filharmonii Szczecin może się obecnie poszczycić kolejną instytucją kulturalną dysponującą obiektem o najwyższych standardach.

Otwarciu Opery na Zamku po remoncie towarzyszył jedenastodniowy festiwal, zainaugurowany spektaklami "Balu maskowego". Odbyła się między innymi gala operowa z udziałem Małgorzaty Walewskiej i Dominika Sutowicza, a największym wydarzeniem był pierwszy w Polsce recital Patricii Petibon, która wystąpiła z pianistką Susan Manoff. W programie otwarcia znalazło się również Forum Operologiczne, na którym o przyszłości teatru operowego dyskutowali artyści: Małgorzata Walewska, Barbara Kędzierska, Laco Adamik, Vladimir Kiradjiev, a także Joanna Szymajda - wicedyrektor Instytutu Muzyki i Tańca, Bogusław Nowak - dyrektor Opery Krakowskiej oraz krytycy. Było to już trzecie - po Krakowie i Poznaniu - takie forum dyskusyjne, świadczące o tym, że środowisko operowe w Polsce chce wspólnie rozwiązywać swoje problemy. Dyskusja w Szczecinie toczyła się przy wyjątkowo licznym udziale publiczności.

Jacek Marczyński
Ruch Muzyczny
31 grudnia 2015

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia