Historia dwojga kochanków

"Romeo i Julia" - reż. Grażyna Kania - Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

Zaskoczyła mnie ta inscenizacja. Historia dwojga kochanków z Werony nigdy mnie jakoś nie przekonywała: nie podobał mi się świat przedstawiony w tym dramacie, drażniła mnie kategoryczność postaw i ta jakaś egzaltacja granicząca z histerią Zdaje się, że nigdy rzetelnie nie wczytałam się w ten dramat - Grażyna Kania pokazała mi ciekawą ścieżkę interpretacyjną.

Akcja "Romea i Julii" rozgrywa się w ciągu trzech czy czterech dni. Tyle wystarcza bohaterom, by wywrócić swoje (i bliskich) życie do góry nogami, przeżyć wielką miłość i umrzeć (czyli żyć szybko i umrzeć młodo).

"Romeo i Julia" Grażyny Kani to historia współczesna. Romeo (Jacek Beler) i jego dwaj kompani Merkucjo (Sławomir Pacek) i Benvolio (Michał Sitarski) żyją od imprezy do imprezy. Są bogaci (a właściwie mieli to szczęście urodzić się w bogatych i szanowanych rodzinach), martwią się tylko tym, gdzie wieczorem będą się bawić (czytaj: upić, odurzyć, potańczyć) i czy osoba poznana wczoraj da się namówić na seks. Nie lepszy jest młodzieniec reprezentujący rodzinę Capulettich - Tybalt (w tej roli zaskakująco dobrze obsadzona Aleksandra Bożek) - kogucik zaczepiający chłopaków z przeciwnej drużyny, próbujący dostać się do tego męskiego świata nawet za cenę śmierci Kim jest Tybalt i kogo pragnie Merkucjo (Sławomir Pacek znowu w wyśmienitej formie, i śmieszy, i tumani, i wzrusza). Bardzo ciekawy wątek.

Mocno zarysowane są również obie zwaśnione rodziny: Capulettich i Montecchich. Nikt już nie pamięta, o co poszło, ale nie ma nikogo, kto by zakończył ten spór. Książę (głos Andrzeja Mastalerza) niby próbuje ingerować, ale jego starania tylko komplikują sytuację. Pan Capuletti (Kazimierz Kaczor) to wycofany safanduła, jego żona (Maria Robaszkiewicz w przypominającej hełm peruce królowej Elżbiety) - milcząca, bez pamięci zakochana w jedynaku, umierająca z żalu po śmierci syna. Za to Ojciec Julii (Mariusz Benoit) jest tyranem i despotą. Z pogardą odnosi się nie tylko do Capulettich, ale i do własnej żony, którą z upodobaniem tłucze w zaciszu domowego ogniska (Anna Moskal wymownie zasłania twarz ciemnymi okularami). Pani Montecchi była niemal dzieckiem, kiedy pierwszy raz została matką, z wiekiem i kolejnymi ciążami przestała być atrakcyjna dla męża - i to jej wina, że już mu się nie podoba Obie, i żonę, i córkę, traktuje jak swoją własność, osoby bez woli i prawa głosu, i rozporządza nimi według uznania. Podobnie traktuje opiekunkę córki, Martę (Elżbieta Borowska), na której dekolt zerka też łakomym okiem.

Trudno znieść taki świat. Trudniej jeszcze, kiedy stanowi on tło, na którym rozkwitać ma wielka miłość. Podobał mi się ten kontrast.

Podobał mi się też Jacek Beler jako Romeo. Choć na początku trudno się przyzwyczaić do Romea, który najlepiej wypada w rolach postaci niezrównoważonych psychicznie (rewelacyjny jako Leman, psychopatyczny morderca, w "Sępie" Eugeniusza Korina, świetny jako Wariat w "Wariacie i zakonnicy" w reżyserii Igora Gorzkowskiego i rozbrajający w Fazie delta Radosława Paczochy w reżyserii Gabriela Gietzky'ego). Romeo Jacka Belera rzuca się po scenie, skacze po kanapie (ogromna biała kanapa biegnąca łukiem przez całą scenę stanowi główny element scenografii, oprócz ogromnego podświetlonego napisu LOVE na ścianie), krzyczy i rwie włosy z głowy. Może drażnić. Czyż jednak miłość nie jest szaleństwem, czy nie bywamy opętani miłością (a raczej pożądaniem), czy nie robimy z miłości rzeczy, za które potem nam wstyd Romeo o demonicznym spojrzeniu Jacka Belera umiera z miłości - w przenośni i dosłownie - i nic więcej go nie obchodzi. Tak smakuje pierwsze zauroczenie (miłość czy raczej, jak mówił Luis Tosar w "Nieświadomych" - zaburzenie hormonalne), kiedy wszystko przestaje się liczyć, nie ma przeszłości ani przyszłości, jest tylko tu i teraz, i tylko ty i ja. Ja mu wierzę.

Wierzę również Julii Katarzyny Marii Zielińskiej, słodkiej, dziecinnej panience - w sukience z tiulową spódniczką i w złotych kamaszkach - która mimo młodego wieku (u Szekspira Julia ma 13 lat!) wie, czego chce i potrafi po to sięgnąć. W świecie, w którym kobiety nie mają takich samych praw jak mężczyźni (nie wszystko się zmieniło) i nie mogą decydować o sobie, bywają nawet przedmiotem targów między mężczyznami, trzeba uciekać się do podstępów. Julia to rozumie i podejmuje tę grę. Zwłaszcza że w pewnym momencie zostaje postawiona w sytuacji bez wyjścia: ojciec (sadysta o chorych skłonnościach - przerażający w tej roli Mariusz Benoit) sprzedał ją "za mąż" mężczyźnie (Mariusz Wojciechowski), który mógłby być niemal jej dziadkiem. Nie ma na co czekać, lepsza już śmierć. Dziewczyna nie boi się zaryzykować, zażywa miksturę Ojca Laurentego (Jacek Braciak nie jest takim dobrodusznym księżulkiem, jakiego dotąd kojarzyłam z Romea i Julii), która pozwoli jej połączyć się z ukochanym.

Pierwszy raz nie zmęczyłam się tą historią miłosną. Grażyna Kania ograniczyła liczbę postaci dramatu do trzynastu, skróciła, zwęziła i przycięła wszystko na miarę ery informacji (sam tekst zresztą świetnie się wpisuje w obecne tendencje: szybkość, fragmentaryczność, spiętrzenie; por. Tyrania chwili), choć w porównaniu z szaleńczym tempem spektaklu kulminacyjne sceny trochę się dłużą. Mimo to pójdę jeszcze raz, żeby zanurzyć się w otchłań szaleństwa, przypomnieć sobie własne manowce.

Bliskie mi jest spojrzenie Grażyny Kani, cenię zwłaszcza to jej rozdrapywanie relacji rodzinnych, pokazywanie frustracji wynikających z obowiązku kochania rodziców, dzieci, rodzeństwa, obłudy lojalności ze strony i wobec krewnych, udręki konieczności opowiadania się po jednej ze stron w sytuacji konfliktu: matka czy żona, mąż czy córka Poza tym lubię ten rozkrzyczany teatr (nadal słyszę Sieroty).

http://www.grazyna-kania.de/Grazyna_Kania/AKTUALNIE.html

Marzena Dobosz
http://teatruglodna.blogspot.com
8 stycznia 2014

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia