Historia ghostwritera

"Przyjazne dusze" - reż. Rudolf Moliński - Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w Cieszynie

Kim jest ghostwriter? To osoba pisząca książki za kogoś - często osobę znaną, której podpis pod publikacją wystarczy, aby stała się ona bestsellerem. Co się jednak stanie, gdy wyrażenie to (z angielskiego pisarz-duch) potraktować dosłownie? Zabieg taki może poskutkować powstaniem lekkiej, ciepłej komedii, jak "Przyjazne dusze" prezentowane na deskach Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego.

Spektakl ten opiera się na historii znanej z wielu produkcji telewizyjnych (niekoniecznie zresztą najwyższych lotów). Główni bohaterowie – uznany pisarz Jack Cameron i jego żona, Susie – giną w wypadku. Nie trafiają jednak w zaświaty, lecz po śmierci pozostają na ziemi. Oczywiście, zamieszkują to samo lokum, co za życia, a dom wkrótce trafia pod opiekę agenta nieruchomości, który wynajmuje go młodemu małżeństwu. W „Przyjaznych duszach” schemat ten nie zostaje jednak wykorzystany do stworzenia kolejnego horroru, lecz pogodnej (by nie powiedzieć: wyjątkowo przyjaznej) komedii z duchami w tle.

Skoro o koegzystencji dwóch światów – żywych i zmarłych – tu mowa, nic dziwnego, że narracja spektaklu układa się w swego rodzaju dwugłos. Wydarzenia dziejące się na scenie podlegają uszczypliwym komentarzom ze strony pierwotnych lokatorów domu pod Londynem. Duchy nie są dla młodych małżonków widzialne, jednak mogą ingerować w ich życie. I czynią to dosyć chętnie, zwłaszcza od momentu, gdy decydują się nie tyle zniechęcać ich do wynajmu domku, ile pomóc współmieszkańcom wybrnąć z tarapatów finansowych. Nowy lokator jest bowiem początkującym pisarzem, któremu przydałoby się kilka lekcji od zmarłego Jacka Camerona. Sympatię duchów zjednuje również jego żona, Mary.

Kłopoty z pieniędzmi to jednak nie jedyne problemy, z jakimi muszą się  borykać bohaterowie. Można do nich zaliczyć również nieznośną teściową, niemoc twórczą i niezdecydowanie, cechujące młodego pisarza, Simona Willisa, oczekiwanie na narodziny dziecka czy widmo sprzedaży domu, które pojawia się wraz z nadejściem nieprzyjemnego agenta nieruchomości. Nic więc dziwnego, że siły nadprzyrodzone muszą tu interweniować.

„Przyjazne dusze” to zgrabna komedia, oparta na delikatnym humorze. Dowcipne są nie tylko dialogi między małżonkami, czy sposób pokazania poszczególnych postaci, ale również sceny nie pokazane wprost, a rozgrywające się jedynie w wyobraźni widzów. Spotkanie Jacka Camerona ze Świętym Piotrem znamy wszak tylko z opowieści duchów. Od nich również dowiadujemy się, w jakich okolicznościach zginęli Cameronowie. Choć pojawia się tu humor sytuacyjny, nie zmierza on w kierunku farsy. Całość poprowadzona jest w sposób lekki, nieprzerysowany, czasami ocierający się o groteskę.

Groteskowy jest z pewnością Anioł Stróż, który niczym agent służb specjalnych wyposażony został we wszelkie możliwe gadżety i niczym agent ciągle dokądś się spieszy. Tu jednak podobieństwo się kończy. Anioł Stróż to postać ze wszech miar specyficzna. Choć pojawia się tylko dwukrotnie, ożywia przestrzeń spektaklu, wnosi doń energię i charakterystyczny koloryt. Dzieje się tak również za sprawą gry aktorskiej odtwórczyni tej roli – Małgorzaty Pikus.

Na deskach Sceny Polskiej występuje również Lidia Chrzanówna, Joanna Gruszka, Anna Paprzyca, Tomasz Kłaptocz, Ryszard Malinowski i Ryszard Pochroń. Obsada decyduje o wysokim poziomie tego przedsięwzięcia. Postaci wykreowane w „Przyjaznych duszach” są barwne, pełne temperamentu i humoru. Nawet jeśli stanowią one jedynie „zarysy charakterów” – jak w przypadku postaci Marka Webstera – na długo zapadają w pamięć.

Chociaż  duchy ukazane w spektaklu Sceny Polskiej nie stronią od różnych psikusów, czynionych bohaterom, w istocie są istotami mądrymi i wrażliwymi (chciałoby się jednak dodać: mądrymi po szkodzie). Wrażliwość owa przekłada się co prawda na nieco zbyt łzawe zakończenie przedstawienia, nie sposób jednak zaprzeczyć, że spektakl ten wart jest uwagi. W bardzo zgrabnej formule mieści się tu bowiem nie tylko duża dawka dobrego humoru, lecz również wyraźne przesłanie. A także ostrzeżenie (czy może raczej zachęta?) dla ludzi planujących kupić nowy dom – wraz ze starymi właścicielami.

Barbara Englender
Dziennik Teatralny
18 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...