Historia, która wydarza się wciąż

"Noc Helvera" – reż. Małgorzata Bogajewska – Teatr im. S. Jaracza w Łodzi - zdjęcia Greg Noo-Wak - mater. promoc. TJ

„Noc Helvera" to sztuka pełna symboli i metafor. Małgorzata Bogajewska przekłada tekst Ingmara Villqista na spektakl o wielu kierunkach interpretacji, bardzo uniwersalny, aktualny.

Zasiadamy w niewielkiej, skromnie urządzonej kuchni, która spełnia też funkcję pokoju dziennego oraz sypialni. Scenę zbudowano na podwyższeniu bowiem wszędzie wokół jest woda. Przeciekający dach daje o sobie znać rytmicznym kapaniem w metalowe denka rozstawionych na podłodze garnków. Wnętrze opowiada nam o bohaterach, których historię zdążymy dopiero poznać. Modele za szkłem, kanapa w starym stylu i tania, bardzo współczesna meblościanka. Niekonsekwencja wystroju nie pozwala na umiejscowienie akcji w czasie.

W sztuce nie ma przesady. Reżyserka pozostawia wolność interpretacji, pokazuje jedynie kluczowe sceny, bardzo mocne w swej wymowie, pomijając te uzupełniające losy Karli i Helvera. Widz może układać opowieść dowolnie, odnosząc ją do zjawisk mu znanych. Niedopowiedzenia generują nowe rozumienie relacji bohaterów oraz otwierają historię na różne interpretacje. Kluczowym nie jest przedstawienie po raz kolejny tekstu Villqista jako opowieści o destrukcyjnej relacji w ogniu totalitarnego systemu w latach 30. XX wieku. „Noc Helvera" w ujęciu Małgorzaty Bogajewskiej ma o wiele bardziej uniwersalny przekaz. Historia ta mogłaby wydarzyć się wszędzie, wydarza się wciąż. Uświadamia, że każdy z nas może znaleźć się w potrzasku, kiedy nadejdzie fala nienawiści. Na scenie pojawia się telefon, piosenką do pierwszego tańca pary młodej jest utwór zespołu M83. Te elementy oraz wspomniana wcześniej meblościanka, którą jeszcze piętnaście lat temu każdy miał w dziecięcym pokoju, dają bardzo wyraźnie do zrozumienia, że opowieść jest bezczasowa i nie ma określonego miejsca. Odnosi się zarówno do nienawiści nazistowskiej i tej, którą jeszcze niedawno rozpaliliśmy przeciwko uchodźcom.

Stały rytm kropli wpadających do misek i garnków nieprzerwanie towarzyszy wydarzeniom. Początkowo intrygujący, stopniowo staje się coraz bardziej irytujący aż w końcu nieznośny. Podobnie jak opowiadana przez Karlę i Helvera historia. Ciekawość z jaką chcemy poznać bohaterów, ich osobowość i losy, zamienia się w balast, do którego dokładane są kolejne ciężary. Dochodzi do momentu, kiedy Helver zwraca się z oskarżeniem ku widowni. Jesteśmy okrutni, nienawidzimy, zabijamy, umiemy doskonale wykluczać, dzielić i oceniać. Nie chcemy dźwigać ciężaru odpowiedzialności za naznaczone krwią karty naszej historii, nie chcemy odpowiadać za nienawiść trawiącą nas dziś. Karla i Helver kolejno odsłaniają zabezpieczone folią meble i przedmioty, odkrywając tym samym informacje o sobie, ale również wystawiając się na zalewającą ich wodę. Otoczeni wodą, która ostatecznie wdziera im się do domu czekają na nieuchronne. Mocny punkt finałowy stanowi odsłonięcie tylnej scenografii złożonej z pokaźnych rozmiarów żołnierzy. Figury zdają się zaglądać do okien, są zwrócone w kierunku widzów, polują na nas. Bohaterowie czekają na śmierć zalewani wodą z przeciekającego dachu. A widz pozostaje sam z wymierzoną weń lufą gigantycznego żołnierza bez twarzy.

„Noc Helvera" w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi nie jest dramatem jednostki. Reżyserka stworzyła opowieść ponadczasową, skłaniającą do refleksji, jednocześnie symboliczną i czytelną. Historia ta ma wiele rozwiązań, zakończeń, ram czasowych, jest uniwersalna. Skłania do zajęcia stanowiska wobec totalitaryzmu. Podejmuje w mistrzowski sposób niebywale trudny temat autodestrukcji społeczeństwa, nienawiści, napędzającego się mechanizmu okrucieństwa i represji.

Sztuka ważna i aktualna, z odważnymi, wymagającymi rolami Mileny Lisieckiej i Mariusza Słupińskiego oraz imponującą scenografią Joanny Jaśko-Sroki.

Katarzyna Drab
Dziennik Teatralny Łódź
29 stycznia 2019

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia