Historia pustki

"Historia znikania" - reż. Krzysztof Popiołek - Teatr Lalki i Aktora Kubuś w Kielcach

Teatr dla dzieci nie może być wyłącznie teatrem zabawy, rozrywki, mówił przed premierą "Historii znikania" w Teatrze Lalki i Aktora "Kubuś" w Kielcach autor i reżyser sztuki Krzysztof Popiołek i rzeczywiście przedstawiony w sobotę prapremierowy spektakl od początku do niemal końca niósł w sobie niepokój, smutne niedopowiedzenie, jakiś ciężar widoczny dosłownie w interludiach z trzema szarymi postaciami i niedosłownie obecny w monologach i dialogach dwojga głównych bohaterów.

"Historia znikania" jest próbą teatralnego przedstawienia traumatycznej pustki, która pojawia się w życiu dziecka ale też życiu rodzica, gdy nagle zabraknie najbliższej im osoby. Paradoksalnie w naszej codzienności bywa tak, że niejako łatwiej pogodzić się z ową pustką, gdy najbliższa osoba umiera - ktoś był i wiemy dlaczego go nie ma. Gorzej, gdy ktoś był i nagle zniknął, nie wiemy czy żyje, co się z nim dzieje, gdzie odszedł, wreszcie dlaczego odszedł. Dorosły w takiej sytuacji, choć cierpi, prędzej czy później znajdzie jakieś wytłumaczenie, dziecko cały czas będzie pytać.

Taką sytuację dramaturgiczną zapisał Krzysztof Popiołek i taką realizuje w przedstawieniu formalnie niejednorodnym bo zbudowanym z krótkiego poklatkowego filmu animowanego wyświetlanego na półkolistym ekranie-kulisie zasłaniającej i odsłaniającej wnętrze pustego domu, zbyt dużego jak mówi w jednej ze scen bohaterka, bo pustego właśnie a widzowie domyślają się o jaką pustkę chodzi.

Spektakl nasycony jest wieloznaczną treścią, wymaga niezwykłego skupienia i nie ukrywajmy, nie jest łatwy do interpretacji dla dorosłego widza, czy może więc być przedstawieniem dla dzieci? I tu kolejny paradoks - może być jak najbardziej, dzieci oczywiście nie są w stanie analizować jego treści, mogą za to odczuć ów ciężar i niepokój, mogą współczuć z bohaterem.

Główne role matki i syna grają w żywym planie Jolanta Kęćko i Błażej Twarowski. O historii wielkiej miłości bohaterki i mężczyzny na rowerze dowiadujemy się z poklatkowego filmu głosem dziecięcego narratora opowiadającego ją niczym bajkę o rośnięciu i maleniu co w konwencji baśni jest oczywiście swoistą alegorią ludzkich stanów psychicznych. Miłość dwojga osób kończy się bo znika jedna z nich, druga wyrusza na bezskuteczne poszukiwania.

Jolanta Kęćko doskonale oddała ból opuszczonej kobiety wypełniającej życiową traumatyczną pustkę znów symboliczną czynnością malowania i rozwieszania w mieszkaniu wizerunków motyli. Błażej Twarowski jako syn kreuje postać chłopca permanentnie poszukującego ojca, który jest dla niego wyłącznie mitem, mężczyzna odszedł przed jego narodzinami. Owa permanentność objawia się przez wymyślane przez chłopca zabawy - biologiczne doświadczenia nad próbą zatrzymania mrówek w jednym miejscu. Aktor jest w tej roli jak najbardziej naturalny i gdy bohaterowie prowadzą dialog w scenie, gdy syn pyta matkę o zaniechanie poszukiwań ojca, w jego roli widać nastoletni bunt, zaś w roli Jolanty Kęćko potworny ból i jednocześnie troskę o syna.

Poklatkowy film, obrazy wideo i oszczędna scenografia Anny Wołoszczuk-Banasiak oraz "domowe" kostiumy głównych bohaterów i tajemnicze szare uniformy trojga postaci interludiów Krzysztofa Popiołka czyli cała plastyczna oprawa przedstawienia tworzą spójną jednolitą całość budującą ów nastrój tajemniczości i niedopowiedzenia działający bardziej na emocje niż świadomość widzów.

Wyszedłem z premiery spektaklu pełen przemyśleń, to dobrze, bo tak powinien działać teatr, ale też zupełnie nieprzekonany do finału przedstawienia, burzącego moim zdaniem jednolitość nastroju całości. I wyszedłem ze świadomością, że za dyrekcji Roberta Drobniucha coraz częściej czuję się w jego teatrze jak widz sceny dramatycznej.

***

emisja 9 maja 2016 r. w programie "W kręgu wartości"

Ryszard Koziej
Radio Kielce SA
11 maja 2016

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...