Historia stłamszonej miłości

"Dama Kameliowa" - reż: Tomasz Konina - Teatr im. Kochanowskiego w Opolu

Nieśmiertelna opowieść o szlachetnej miłości, napisana przez Aleksandra Dumasa - "Dama Kameliowa", święci triumfy od lat na światowych scenach teatralnych. Klasyczny melodramat wkroczył także do Teatru w Opolu. Ambitna literatura, która zostaje przeniesiona na deski teatru im. Jana Kochanowskiego stanowi spore wyzwanie dla reżysera Tomasza Koniny

Dramatyczna historia, porywająca nawet niezwykle wymagającego Witolda Gombrowicza, opowiada historię opartą na faktach z życia Dumasa. Przelotny romans młodego Armanda Duvala (Krzysztof Wrona) oraz luksusowej kurtyzany (Grażyna Misiorowska) prowadzi widzów przez zawiłości miłosnych uniesień. Kobieta porzuca dotychczasową profesję, rezygnuje z roli ozdoby paryskich salonów, by oddać się uczuciom i całą sobą pokochać młodego partnera. Grzeczny, ułożony chłopak odwzajemnia jej uczucia, jednak do akcji wkracza przeciwny owym relacjom ojciec bohatera (Waldemar Kotas). Po jego namowach, kobieta z bólem powraca do swego zajęcia. Zawiedziony i zdezorientowany młodzieniec przy każdej napotkanej okazji poniża kobietę. Powody decyzji bohaterki poznaje dopiero wtedy, gdy jest już za późno - w finale tytułowa bohaterka umiera na suchoty. 

Spektakl opiera się przede wszystkim na postaci Małgorzaty. Scenografia jest bardzo stonowana i podkreśla rolę bohaterki minimalizmem oraz jednolitym kolorem. Widzimy białe pomieszczenie, ogrodzone zwiewnym, tiulowym materiałem oraz pojedyncze rekwizyty, służące podkreśleniu dramatu zakochanych. Pojawiają się kiczowate sztuczne kwiaty i świece. Wszyscy bohaterowie, oprócz tytułowej damy, ubrani są na czarno. Przygnębiające, jednolite kostiumy i przedmioty często kojarzone z żałobą, już na początku spektaklu wprowadzają widza w tragiczny świat niespełnionej miłości. Takich prostych, wymownych chwytów w spektaklu możemy dopatrzeć się kilku.

Dużym atutem spektaklu są szykowne, kolorowe kostiumy kurtyzany przygotowane przez Zofię de Inez. Są swoistym powrotem do korzeni, bowiem coraz rzadziej widywane na scenie są rozłożyste, efektowne klasyczne ubiory i peruki. 

Całe przedstawienie sprowadzone jest do bardzo dosłownej, prostej interpretacji dramatu. Wszystko wyłożone jest jak na przysłowiowej tacy. Tak, jakby reżyser w ogóle nie postarał się i nie wykonał pracy interpretatora. Dawno na deskach opolskiego teatru nie było klasycznego melodramatu, co, niestety, wydaje się być podstawowym i jedynym powodem, dla którego wystawiono ten tekst. Scenariusz nie jest mocną stroną spektaklu - należałoby poświęcić więcej pracy nad jego opracowaniem zanim został zrealizowany w formie przedstawienia. Pod względem estetycznym, owszem, sztuka zapada w pamięci. Gra świateł, bardzo przyjemna dla ucha muzyka oraz scenografia tworzą wyjątkowo piękny obraz. Jednak przyćmiewają one przekaz całego spektaklu, który gubi się gdzieś między pięknymi sukniami i wymownymi rekwizytami. 

Opowieść o kobiecie, która w imię wyższych wartości jest gotowa zrezygnować z doczesnego szczęścia, spełnienia i miłości powinna emanować silnymi emocjami. Moim zdaniem, jest ich zdecydowanie za mało. Całe życie bohaterki rozpada się na serię elementów. Ostatnia nadzieja o szczęśliwej miłości zostaje stracona. Nie pozostaje jej nic, poza czekaniem w bólu na nadchodzącą śmierć. Spektakl nie jest zwykłym romansidłem, tanią telenowelą, ale opowieścią o najwyższych uczuciach, podanych w klasycznej formie.

Największą wagę odgrywa tu sposób prowadzenia spektaklu przez Grażynę Misiorowską. W pierwszej części, promienna niczym mała, nieświadoma dziewczynka swoich grzechów, Małgorzata swobodnie zabawia się swym życiem. Na scenie widzimy stereotypową damę, przybyłą prosto z paryskich salonów. Emanujący z aktorki chłód i opanowanie, przyprawiony odrobiną ironii i dużą pewnością siebie wraz z rozwojem akcji powoli się zatraca. Bohaterka powoli umiera na naszych oczach, stopniowo szarzeje, aż w końcu upada. Kolejnym zastosowanym prostym chwytem przez reżysera jest odarcie aktorki z pięknej, balowej sukni. Aktorka na końcu spektaklu zostaje naga, przyodziana jedynie w znalezioną męską marynarkę. Odarta z ubrań - odarta z nadziei i resztek miłości – mam wrażenie, że tendencyjności jednak pojawia się tutaj zbyt wiele. 

Po spektaklu pozostaje wrażenie, jakby aktorzy nie do końca czuli się dobrze w swoich rolach. Sztuczność wypowiadanych kwestii nie pozwala widzowi zanurzyć się głęboko w historii. Razi brak pomysłu na kreacje poszczególnych bohaterów. Nie widzimy ich osobowości,tylko aktorów odgrywających swoje role i niepotrzebne wskazówki do analizy. Pojawia się zasadnicze pytanie: co tu takiego analizować, skoro wszystko jest bezpośrednio podane widzowi?  

"Dama kameliowa" nie jest spektaklem eksperymentalnym. Jest próbą powrotu do korzeni klasycznego teatru. Sztuka oparta na kanonie literatury, okraszona zwiewną scenografią, zniewalającymi sukniami tytułowej bohaterki i kolorowymi światłami jest niebywałą ucztą dla oka. Jednak reżyser spektaklu, Tomasz Konina zdecydowanie zbyt dużo uwagi poświęcił estetycznym walorom spektaklu, a zbyt mało samej interpretacji tekstu i formie przedstawienia. A klasyka wymaga przecież perfekcyjności pod każdym względem.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
25 stycznia 2012

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia