Historia tęczowego ptaka

"Na końcu tęczy" - 22. Gliwickie Spotkania Teatralne

Szła przez z życie z dumnie podniesioną głową. Mijała kolejne drogowskazy, często błądziła na rozstajach dróg. Spotykała ludzi przebiegłych, interesownych i złych, ale i tych, którzy oddali jej całe serce. Zbłądziła jednak, mylnie poszukując swego domu na scenie. Aktorka, piosenkarka, gwiazda światowego formatu - Judy Garland

Judy Garland to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci showbiznesu. Zasłynęła jako aktorka i piosenkarka, swą karierę zaczynając już w wieku 2 lat! Prawdziwą popularność przyniosła jej rola w filmie „Czarnoksiężnik z krainy Oz" (1939 rok). Występowała z największymi sławami amerykańskiej sceny muzycznej m.in. Frankiem Sinatrą czy Deanem Martinem. Zawodowo odnosiła niesłychane sukcesy, ale w życiu prywatnym nie wiodło jej się najlepiej. Od najmłodszych lat agenci i rodzina szpikowali ją różnego typu lekami, wmawiając artystce, że jest jej to niezbędne, aby osiągnąć właściwą wagę i wygląd sceniczny. Garland z czasem popadła w spore kłopoty - miała problemy z narkotykami oraz alkoholem. Pogubiła się również w życiu uczuciowym - kilka razy wyszła za mąż, jednak wciąż poszukiwała prawdziwej miłości. Kiedy wydawało się, że znalazła ją w osobie Mickey\'a Deans\'a - mężczyzna zamiast troszczyć się o nią, dbał jedynie o własne interesy. Gwiazda kilkakrotnie próbowała popełnić samobójstwo. W roku 1969 (zaledwie w 3 miesiące po 5 ślubie) zmarła, przedawkowawszy leki nasenne.

„Na końcu tęczy" to spektakl w całości poświęcony tej uzdolnionej artystce. Przedstawiono w nim ostatnie lata jej życia, zaraz po tym, jak zaręczyła się z Mickey\'em Deansem (Robert Koszucki). Początkowo zakochani mieli wielkie plany na przyszłość (zarówno prywatną, jak i zawodową), z czasem jednak wszystko się zmieniło... Nie było już ludzi bezgranicznie w sobie zakochanych. Była za to kobieta, która rozpaczliwie pragnęła miłości i mężczyzna, który zamiast tę miłość ofiarować, dał się pochłonąć interesom gwiazdy.

Spektakl pokazuje Judy Garland (Beata Rybotycka) w dwóch odsłonach: po pierwsze - jako wielką osobowość, wampa estrady, po drugie - jako słabą kobietę, która nie radzi sobie z presją otaczającego świata, a jedyne, czego pragnie, to miłości i spokoju. Oba wizerunki nieustannie się ze sobą przenikają - raz jest lekomanką, która bez tabletek nie potrafi wyjść z hotelowego pokoju, innym razem pełną wdzięku i radości gwiazdą na scenie. Nawet dekoracja przypomina o nieustannym przeplataniu się ról, jakie zmuszona była odgrywać Judy: rolę zagubionej kobiety sugeruje maleńki pokoik hotelowy, o roli gwiazdy przypomina scena oświetlona ze wszech stron reflektorami.

Aktorom przez cały czas towarzyszyła prawdziwa Judy Garland - mowa tu o telebimie, na którym co jakiś czas ukazywały się zdjęcia gwiazdy, a także fragmenty z niektórych jej występów. Było to ciekawe rozwiązanie, jednak z pewnością nie ułatwiało zadania aktorom, którzy na tle artystki mieli przybliżyć widzom obraz jej życia. Czy im się to udało? W pewnym stopniu tak, jednak była to tylko migawka, bez żadnej głębszej analizy.

Od samego początku Beata Rybotycka nawiązała świetny kontakt z publicznością (pierwsze wejście, a tu już taniec z panem porwanym z widowni). Aktorka, śpiewając najpiękniejsze przeboje Judy Garland, zbudowała niezapomnianą atmosferę, o której widzowie dyskutowali również podczas przerwy. „Na końcu tęczy" to rzecz ciekawa, aczkolwiek czegoś jej brakuje - głębszej analizy postaci, większej dozy autentyczności. Wydawało się bowiem, że aktorzy nie do końca dali się porwać emocjom, a szkoda...

Joanna Garbarczyk
Dziennik Teatralny Katowice
13 maja 2011

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...