Historie znikania

"Każdemu Everest" - reż. Piotr Jędrzejas - Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze

Wszyscy poruszamy się w przestrzeni, która jest „dynamiczna". Niezależnie od tego, czy żyjemy w mieście, na wsi, czy w otoczeniu gór – codzienny krajobraz wokół nas zmienia się w miarę upływu czasu. Dotyczy to jednak nie tylko budynków czy zmiany ukształtowania terenu w myśl czyjejś wizji. Zmiany zauważamy przede wszystkim, jeśli chodzi o obecność ludzi. Ludzie wokół przychodzą i odchodzą, przyjeżdżają i wyjeżdżają, rodzą się i umierają.

Tysiące powodów, miliony historii jednostek, z których zapamiętujemy te, które nas dotykają. Refleksji na ten temat można było oddać się w ostatni weekend sierpnia, kiedy odbyły się pokazy dwóch spektakli Teatru Jeleniogórskiego – poza sceną, w nieoczywistych przestrzeniach.

Teatr zaproponował wyjście poza teatr. Dokładniej – poza jego budynek. Dodatkowo miała to być przygoda, do której dociera się pociągiem, a z której wraca się darmowym autobusem. Powstała z tego swoista niedzielna wycieczka, ponieważ można było zostawić w domu samochód i pociągiem wybrać się do Janowic Wielkich. Stamtąd widzowie musieli wspiąć się na wzgórze, na którym znajdują się ruiny Zamku Bolczów. Lesisty Rudawski Park Krajobrazowy i piękny, słoneczny dzień – lepszych warunków nie mógł sobie wymarzyć reżyser „Każdemu Everest" Piotr Jędrzejas. Po okazaniu biletu każdy mógł zaopatrzyć się w przygotowany kawałek karimaty, znaleźć sobie miejsce i... przenieść się w świat himalaistów. Posłuchać opowieści o tym, jak w trudnych czasach, kiedy na półkach nie było niczego, dało się jeździć świat i zdobywać szczyty gór wysokich. Płacąc za to nierzadko najwyższą cenę. Oczywiście – spektakle plenerowe mają inny wydźwięk niż te same, które oglądamy na scenie. W naturalnej scenerii aktorzy trochę „ginęli", jednak na pewno było to przeżycie. Teatr można przecież robić wszędzie.

Po zejściu z Bolczowa publiczność miała czas na przejście do położonej niedaleko Miedzianki. Po drodze wielu nie omieszkało zajrzeć do wybudowanego niedawno browaru, który niejako kontynuuje tradycję. Bo w Miedziance browar już kiedyś był. I nazywała się ona wtedy Kupferberg. I były dwa kościoły, i rynek, i kamienice. Teraz kościół został jeden, ze starego browaru zostały ruiny i jedynie stare zdjęcia na małej wystawie przy drodze pozwalają wyobrazić sobie, jak kiedyś wyglądało to miasteczko. Opowiadają też o tym przewodnicy, którzy prowadzą po łąkach, kluczą wśród drzew. Aż nie chce się wierzyć, że był tu kiedyś rynek i rząd kamienic. Frekwencja na „Miedziance. Historii znikania" w reż. Łukasza Fijała była nieprawdopodobna. Publiczność zajęła wszystkie miejsca siedzące, reszta stała, niezrażona brakiem krzeseł. Tu zadziałało swoiste genius loci – była to historia miejsca w miejscu historii. Na mówiące ze sceny duchy przeszłości spoglądali z publiczności dawni mieszkańcy miasteczka, przesiedleni na Osiedle Zabobrze w Jeleniej Górze. Odtworzenie burzliwej historii fascynuje niezmiennie.

Można było odnieść wrażenie, że te dwa spektakle – choć przecież kompletnie różne – łączy motyw nagłego odchodzenia i znikania. Tak samo pewnej przypadkowości i nieprzewidywalności ludzkich losów. Himalaiści – ludzie przygotowani do swoich zadań pod każdym względem. Mieszkańcy Miedzianki – ludzie, którzy przyjechali za chlebem. Jedni i drudzy chcieli po prostu żyć. Najpełniej w ich własnym mniemaniu. Nagle okazuje się, że w pewien sposób rzeczywistość jednych i drugich przerasta. Rzeczywistość przekracza wyobraźnię, a małe rzeczy urastają do rangi wydarzeń niemal wagi państwowej. Teatr nie jest „oderwany" od naszego życia, ale wręcz przeciwnie: stara się je komentować, budować metaforyczne historie tego, z czym mamy do czynienia na co dzień. Jeśli czegoś nie ma – przypomina o tym, o czym powinniśmy pamiętać. Frekwencja na obydwu spektaklach (szczególnie na „Miedziance") świadczyła o tym, że ludzie potrzebują sztuki, która wyrasta z życia i przybliża tematy trudne, często wymagające oswojenia.

Odchodzę, znikam, wyjeżdżam – nie wiem, kiedy i gdzie się pojawię, ale mam pewność, że już jestem zapamiętany. Tak może o sobie myśleć odchodzący po trzyletniej kadencji dyrektor Teatru Jeleniogórskiego Piotr Jędrzejas. Przez te trzy lata zdążył zaznaczyć swoją obecność na kulturalnej mapie Jeleniej Góry. Jest częścią historii. Tak jak polscy himalaiści, którzy na zawsze zostali w górach wysokich czy – tak jak mieszkańcy Miedzianki, którzy do dziś żyją w pamięci swoich dawnych sąsiadów. Historia ludzkości to trochę taka właśnie „historia znikania", jednak dziejąca się najczęściej na poziomie jednostkowych przeżyć. Ważne jest to, żeby zauważać i zapamiętywać ludzi i świat wokół siebie. Nigdy nie wiadomo, kiedy coś może się skończyć.

„Każdemu Everest", reż. Piotr Jędrzejas,
premiera: 24.10.2015
„Miedzianka", reż. Łukasz Fijał,
premiera: 21.12.2013

spektakle Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze

Joanna Marcinkowska, Dziennik Teatralny Kraków

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny
15 września 2016
Portrety
Piotr Jędrzejas

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...