Hołd złożony Naturze

"Święto wiosny"/"Krzesany" - chor. Martha Graham, Henryk Konwiński - Teatr Wielki w Łodzi

Na zakończenie niezwykle udanego sezonu artystycznego w łódzkim Teatrze Wielkim, jego dyrektor, Paweł Gabara zdecydował się zaproponować widzom wisienkę na repertuarowym torcie: „Święto wiosny" Igora Strawińskiego oraz „Krzesanego" Wojciecha Kilara zestawione ze sobą podczas jednego wieczoru. Muzyka obu kompozytorów broni się sama, nie wymagając języka przeintelektualizowanych recenzji. Jednak warto dodać, że zespół baletu Teatru Wielkiego stanął przed nie lada wyzwaniem, związanym z wykonaniem choreografii genialnej Marthy Graham oraz oddaniem ducha Podhala, którego do „Krzesanego" wniósł Henryk Konwiński.

Premiery obu utworów dzieli ponad sześćdziesiąt lat, jednak łączy je początkowa negatywna ocena, z którą się spotkały. Do historii baletu przeszła burzliwa prapremiera „Święta wiosny" w 1913 roku, kiedy to w Théâtre des Champs Élysées doszło do kulturowej rewolucji. Mniej emocji wywołało pierwsze publiczne wykonanie „Krzesanego" podczas „Warszawskiej Jesieni". Znawców nie przekonało bezpośrednie odniesienie się do folkloru góralskiego, według niektórych, podane w muzyce Kilara zbyt prosto, zgodnie z panującą ówcześnie polityczną modą . Nie mniej, oba utwory po początkowych odbiorczych trudnościach doczekały się uznania ze strony publiczności.

Decyzja o zestawieniu utworów podczas jednego wieczoru może wydawać się przesadzona lub wręcz odwrotnie, niezwykle trafna. Ocenę tego pozostawię każdemu widzowi Teatru Wielkiego. Mnie wydała się słuszna. Co więcej, przez cały spektakl nie mogłam pozbyć się myśli, że twórcom zależało na dosadnym powitaniu nadchodzącego lata. „Święto wiosny" jest baletem czerpiącym z pogańskich korzeni Rusi, z dawnych ceremonii mających witać odradzające się wiosną życie. Być może była to wina daty premiery, którą dyrektor Gabara zdecydował się zrealizować prawie podczas przesilenia letniego, mam jednak wrażenie, że widzów zebranych tego wieczoru w teatrze oczarowała naturalna siła płynąca z tańca, którym zdawano się oddawać pokłon Naturze. Słynną choreografię Marthy Graham na deski łódzkiego teatru przenieśli artyści związani z „Martha Graham Dance Company". Maurizio Nardi, Ben Schultz i Denise Vale przygotowując re-inscenizację sprawili, że zespół baletowy Teatru Wielkiego odnalazł się w nowej dla siebie technice tańca. Choreografia Marthy Graham zdaje się być pełna napięć, zmuszać tancerzy do wykorzystania ich ciał , którymi za wszelką cenę mają podkreślać siłę partytury. Dopracowane, choć mające gwałtowny charakter, ruchy tancerzy hipnotyzują widzów, przenosząc ich w świat dramatycznego rytuału dziejącego się na ich oczach. Rytm wybijany przez stopy tancerzy zaklina Ziemię, budzi ją ze snu i wzywa, pobudzając również w widzach uśpione w podświadomości związki ze wszystkim, co w nas pierwotne. Wybijany piętami rytm jest elementem, który w pewien sposób łączy „Święto wiosny" z „Krzesanym".

Choreografia stworzona przez Henryka Konwińskiego nie ma na celu jednoznacznego oddawania charakteru góralskiego folkloru. „Siwa mgła" oraz „Krzesany", które widzowie mogli usłyszeć zawierają w sobie elementy melodyczne charakterystyczne dla muzyki góralskiej, jednak nie są one zaprezentowane w sposób dający się prosto i jednoznacznie zdefiniować. Nazwę „krzesany" nosi góralski taniec, w którym wykorzystuje się zestaw kroków, między innymi uderzanie piętą o piętę oraz wybijanie rytmu stopami. W pierwszej części baletu widzowie mogli zobaczyć „Siwą mgłę", w drugiej zaś „Krzesanego". Bogactwo i głębia wyrazu obu została zaprezentowana w formie jasnej i przekonywującej, dzięki czemu wydawały się być bardziej realne, osadzone w znajomym widzom świecie. Nie obyło się jednak bez nawiązań do metafizyki. Wojciech Kilar komponując swój utwór garściami czerpał z siły drzemiącej w rytmie, w pulsie Natury, z którą tak blisko związani są mieszkańcy Podhala, w przekonaniu, że energia płynąca z gór wypływa wprost od boskiego absolutu. Pozostając wierny muzyce Henryk Konwiński stworzył balet będący porywającym, niezniszczalnym żywiołem, który pociąga za sobą wszystkich, których napotka na swojej drodze. Zespół baletu Teatru Wielkiego zafascynował widzów, przenosząc ich wprost między górskie szczyty, zroszone letnim, ciepłym deszczem.

W obu częściach zespół baletowy Teatru Wielkiego pokazał swoją klasę, wielkość oraz umiejętności. W „Święcie wiosny" na szczególną uwagę zasługuje Alicja Bajorek, która swoim tańcem oddała niejednoznaczny charakter Wybranej. Jej tragedia, walka o życie, w końcu poddanie się sile Ziemi była poruszająca, zaś taneczne umiejętności zadziwiały. Podobnie jak Koki Tachibana, którego energia w „Krzesanym" nie miała sobie równych.

Orkiestrze Teatru Wielkiego przewodniczył Tadeusz Kozłowski, z właściwą sobie siłą i precyzją wydobył z muzyków niuanse utworów Strawińskiego i Kilara. Jak już wspomniałam, muzyka obu kompozytorów stanowi sama o sobie, dając okazję do zaprezentowania się orkiestrze w jej najwyższej formie.

Szansa na obejrzenie „Święta wiosny" oraz „Krzesanego" podczas jednego wieczoru wróci w przyszłym sezonie artystycznym. Polecam skorzystanie z niej każdemu widzowi Teatru Wielkiego i nie tylko. Oba utwory, tak intrygujące od strony muzycznej, spodobają się nawet osobą, które na co dzień nie gustują w balecie. Zaś jego koneserzy ponownie będą oczarowani siłą i płynnością tańca, jaki oferuje zespół baletowy Teatru Wielkiego.

Agata Białecka
Dziennik Teatralny Łódź
22 czerwca 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia