Homoekonomicus jest tytularny

"Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" - reż. Monika Strzępka - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Czy istnieje piekło?... Za życia każdego z nas nie było miejsca na ziemi, którego by nie posypano prochem, siarką i przedwczesnymi trupami. Przyzwyczailiśmy się do tego i uznaliśmy to jako element właściwego modelu rzeczywistości homo sapiens.

On to rozłożył się samolubnie na całej ziemi i rości sobie prawa zupełnie do wszystkiego. Nawet do poczucia bycia lepszym od bliźniego "i niczym gangrena ciało, rozciąga się coraz bardziej na powierzchnię globu" (E. Cioran). Apetyt człowieka przemysłowego jest ogromny. Jego bolesny głód na posiadanie, status, pozycję społeczną, władzę, tytuł, pieniądze i poniewieranie drugim, jest nienasycony. Najgorsze jest to, że z tego piekła konwenansów, które sobie stworzył, nie zdaje sobie sprawy, albo zdaje sobie zbyt późno i nie wie też, że ta opętana chęć jest jego własnym dramatem. Być może opatrzność mówiąca o sobie "Jestem, który jestem" tak chciała i chętnie rękoma własnego dzieła by to podpaliła, skoro człowiek współczesny stoi w sprzeczności z tym, co jest w szerokim rozumieniu uduchowione, transcendentne i skierowane na byt sam w sobie. A może idąc słowami Umberto Eco "zło nie jest dziełem człowieka lecz owocem boskiego spisku, i że zbawienie nie osiąga się dzięki czynom - gdyż nie istnieje nic co wymagałoby przebaczenia". Tego rodzaju wnioski udało mi się ledwo zdekantować z rozgwieżdżonego widowiska "Nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!" (reż. M. Strzępka; Narodowy Stary Teatr z Krakowa) zrobionego w całości pod niewymagającego, a "tęskniącego" za rozumem i refleksją widza. Krzyk człowieka samotnego i zagubionego w świecie, który przedstawia reżyser, jest krzykiem dosłownym, a więc niosącym ze sobą właściwie nic. Spektakl drażnił jednak czymś innym; niespójnością zespołową, bo każdy aktor chciał być liderem (to obraźliwe), a humorystyczne akcenty, użyte jako tani lep, tylko czasami były śmieszne, ale za to oderwane od wszystkiego. Spektakl drażnił też tanimi wyrazami ekspresji wytartymi do białej kości, jakimi są wulgaryzmy, a powtarzane jak tępy pacierz bełkotliwie i bez przerwy, paradoksalnie gniotły emocje. To wszystko zamazywało i deptało całościowy odbiór klasycznej sztuki, tworząc futurystyczny, gigantycznie rozdmuchany balon kiczu, udekorowany delikatnie mówiąc, bezzasadnym werdyktem. Może Bóg tak chciał... w tej to Nie-boskiej komedii? Na pewno nie poszukujący widz.

Paweł Danowski
www.tekturaopolska.pl
23 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia