Honor wariata

"Wariat i zakonnica" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

Na popularność dramatu Witkacego "Wariat i zakonnica" w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego nic nie poradzi nawet psychoanaliza. Premiera w Krakowskim Teatrze Scena Stu odbyła się 20 grudnia 1986, ponad trzydzieści lat temu, a mimo to spektakl wciąż jest z powodzeniem wystawiany. W tej sytuacji pytanie o zasadność pisania recenzji nasuwa się samo przez się.

Przez trzy dekady napisano już pewnie wiele, a co ważniejsze – skoro widownia wciąż jest pełna, musi być zadowolona. Po takim czasie trudno cokolwiek zmienić. I chyba nie trzeba, bo chociaż – jak sądzę – warto spojrzeć na dzieło jeszcze raz, z dzisiejszej perspektywy, to nie trudno zauważyć, że ono nadal się broni. Bez pomocy recenzentek i recenzentów.

W minimalistycznej scenerii szpitalnej izolatki niczym w więzieniu żyje cierpiący na dementia praecox pacjent numer 20 (niezwykle sugestywny, zwłaszcza żaląc się na niechciany zarost, Dariusz Starczewski). Jego przypadek uznany już został za przegrany, lekarz prowadzący pozwolił więc swojemu koledze, zapalonemu freudyście, na wcielenie w życie awangardowych sposobów leczenia. Ten ostatni, czyli dr Grün (w rolę którego wcielił się fenomenalny Andrzej Róg), doskonale wie, co należy zrobić. Dowiedzieć się, jaki kompleks dręczy chorego oraz pozbyć się go! Nic prostszego. Zwłaszcza, gdy do pomocy ma się młodą pielęgniarkę, siostrę Annę. Dalej akcja rozwija się zgodnie z wizją Stanisława Ignacego Witkiewicza. Niemal bez użycia rekwizytów, niemal bez muzyki (chociaż w kilku momentach, nie bez wpływu na sceniczne wydarzenia, rozbrzmiewa porywające tango Jana Kantego Pawluśkiewicza) – wszystko pozostaje więc w gestii aktorów, którym nie można odmówić warsztatu. Moją wątpliwość wzbudziła jednak wspomniana już postać siostry Anny, zagrana przez Ankę Graczyk. Wydaje mi się, że jej relacja z wariatem, Mieczysławem Walpurgiem, nie została przedstawiona dostatecznie wiarygodnie. Chociaż bohaterka ta opowiada nam swoją historię, pozostaje nieciekawa, mdła. Zmienia się to pod koniec sztuki, gdy na scenie obecna jest większa liczba aktorów, jednak w duecie z Walpurgiem wypada Alinka (to świeckie imię siostry Anny, do którego wraca ona pod wpływem relacji z pacjentem) blado, zostaje przez niego zdominowana. Inaczej sprawa ma się w dużo młodszej realizacji "Wariata i zakonnicy", a mianowicie w Teatrze Odwróconym w Krakowie, w którym tytułową zakonnicę gra Karolina Fortuna. Muszę jednak zaznaczyć, że mimo tego mankamentu, publiczność otrzymuje spójną całość, od której nie sposób się oderwać. Siedząc na widowni nie sposób nie odczuć zaangażowania, z jakim obecni śledzą wydarzenia mające miejsce na scenie.

Dzieło zakopiańskiego geniusza nie traci na aktualności. Przypomina o relatywnej naturze wyrażeń takich jak "choroba", "chory" czy "normalność" oraz o tym, jak bardzo nietrwałe są fundamenty pozycji zajmowanej przez nas w społeczeństwie. Chociaż spojrzenie na psychoanalizę uległo zmianie od 1923 roku, w którym to utwór "Wariat i zakonnica" został wydany po raz pierwszy, tekst nadal stanowi ważny głos w dyskusji na temat współczesnej kultury terapeutycznej. Podobnie ze spektaklem Jasińskiego – po trzydziestu latach wciąż jest egzemplifikacją dobrego aktorstwa, dzięki któremu ta wierna adaptacja dzieła dramatycznego pozostaje interesująca i godna obejrzenia.

 

Natalia Rojek
Dziennik Teatralny Kraków
13 marca 2017

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia