Humor w gorzkim wydaniu

"Słoneczni chłopcy" - Teatr Powszechny w Warszawie - 20. GST

Nietrudno wydedukować, że utarczki dwóch skontrastowanych osobowości, którym jakoś nie dane jest raz na zawsze się od siebie uwolnić, mogą prowadzić do wydarzeń tragicznych. Twórczo przekształcone stanowią od wieków komediowe pole do popisu dla reżyserów filmowych i teatralnych oraz obietnicę dobrej zabawy, kierowaną w stronę publiczności.

Sztuka zaprezentowana przez Teatr Powszechny z Warszawy w ramach Gliwickich Spotkań Teatralnych wprowadza widzów w głąb skromnie umeblowanego lokum zajmowanego przez Will’ego Clarka (Zbigniew Zapasiewicz). Niegdyś dobrze zarabiający aktor obecnie zmuszony jest do korzystania z pomocy siostrzeńca (Krzysztof Stroiński), który zarówno zaopatruje niemłodego wuja w prasę oraz asortyment dań obiadowych złożonych z zup w puszce, jak i pełni funkcję jego agenta, skrzętnie poszukującego kolejnych ról. Szansą na upragniony przez starego aktora angaż, a przy okazji solidny zastrzyk gotówki, ma być występ z dawno niewidzianym wspólnikiem sukcesu, jakim był niegdyś osławiony duet, gwiazdy variétés, „Słoneczni chłopcy”.

Budowany na zgryźliwych ripostach komizm postaci Will’ego zderzony zostaje z pełnym dystynkcji flegmatyzmem, jaki uosabia Al Lewis (Franciszek Pieczka). Porcja szyderczych półsłówek i silnie podkoloryzowana opowieść o zawodowym spełnieniu to tylko preludium do przygotowanej na niego serii ataków ze strony niegdysiejszego kompana. Al, brutalnie oskarżany o starczą demencję, najpierw usiłuje się bronić („Wszystko mi cyrkuluje, może nie wszędzie dochodzi, ale gdzie dochodzi, to cyrkuluje”), by po chwili całkiem udanie dowodzić słuszności maksymy, że najlepszą obroną jest atak, bądź, w tym przypadku, jego próba. 

Spektakl bazuje głównie na komizmie słownym, którego źródłem jest przede wszystkim postać Willy’ego. Jego charakterystyczna swada bawi bez względu na to, czy chodzi o próbę kurtuazyjnego zagadania zgryźliwej pielęgniarki (Maria Robaszkiewicz) („Ile lat ma się w Pani wieku?”), czy też pozorowanie minimalizmu z wyboru wobec bolączek natury finansowej („Ja tylko tak wyglądam jakby mi nie wystarczało”). Pieczołowicie czynione przygotowania, które mają na celu wyprowadzenie Al’a z równowagi „warte są kolejnego zawału”, jak stwierdza Willy w drugiej części przedstawienia, już po przebyciu pierwszego ataku. Takiej dozy energii próżno byłoby szukać u niego podczas dialogów z siostrzeńcem, gdy ten miota się po scenie w nazbyt może wyrazistych próbach oddania nerwowego napięcia, w które z lubością wpędza go wuj.

Tak zbudowana akcja usuwa w dyskretny półmrok sytuacje, które trudno nazwać hasłami wywoławczymi dla salw śmiechu i oklasków publiki. Mamy tu wszak problem starości z dołująco bogatą paletą fizycznych niedogodności oraz dojmującego osamotnienia, jest cierpki dysonans między satysfakcjonującym zawodowo wczoraj, a upływającym pod znakiem nadziei na występ w reklamie chipsów dniem dzisiejszym. Willy i Al nie potrafią odnaleźć się w teraźniejszości, stąd z zapałem sięgają myślą wstecz, do czego inspirują ich zamieszczane w gazetach nekrologi. Na domiar złego, starsi panowie mają rozbieżne sądy względem tożsamości swoich zmarłych znajomych. W finale „słoneczni chłopcy” inicjują kolejną utarczkę, którą najprawdopodobniej sfinalizują w murach domu dla emerytowanego aktora, tam bowiem niebawem przyjdzie im zamieszkać.

Humor, nawet w jego najbardziej gorzkim wydaniu, może okazać się jedyną bronią przeciwko bardzo niewesołej rzeczywistości: to jedna z konkluzji jakie nasuwają się po obejrzeniu tej brawurowo zagranej sztuki.

Agata Hajda
Dla Dziennika Teatralnego (Katowice)
19 maja 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia