I jak tu mężczyzn nienawidzić?

"Śluby panieńskie" - reż. Jan Englert - Teatr Narodowy w Warszawie

Śluby panieńskie pomimo upływu 200 lat nadal są historią aktualną, co udowodnił Jan Englert. Spektakl to opowieść o miłości i stosunkach damsko-męskich, ale sztuka porusza problematykę feminizmu, wojny płci czy moralności w odświeżonej, formie.

Scenograf i jednocześnie kostiumolog, Barbara Hanicka trafnie postawiła na nowoczesny minimalizm, dzięki czemu romantyczna sztuka otrzymała zastrzyk współczesności. Skromna scenografia nie odwraca uwagi od samej akcji sztuki, a jednocześnie ją uzupełnia swoją prostotą. Warto zwrócić uwagę na bardzo nietypowe usytuowanie sceny, która nie znajduje się - tak jak się przyzwyczailiśmy - przed widownią, lecz pomiędzy jej dwiema częściami. Na czas widowiska zaciemniona publiczność stała się tłem dla aktorów i jest całkowicie niewidoczna na materiale filmowym. Ciekawa gra świateł nadaje charakteru poszczególnym scenom. Kluczowym momentem dla fabuły jest tytułowe składanie ślubów panieńskich, którym ezoterycznej aury nadała właśnie gra światła i cienia.


Kostiumy tworzą spójną całość z bohaterami, ale nie przytłaczają widza. Stroje są w tym przypadku delikatnym podkreśleniem cech charakteru - dlatego niesforna Lara (Kamila Baar-Kochańska) ma niedbale zarzucony sweter na kwiecistą sukienkę, Pani Dobrójska (Katarzyna Gniewkowska) kobiecą suknię, a Radost (Jan Englert) elegancki garnitur.

Odtwórcy ról otrzymali niełatwe zadanie wcielenia się w postacie, które przechodzą wewnętrzne przemiany. I wypełnili to zadanie na ocenę celującą. Spore wyzwanie aktorskie stanowiła Aniela, która niczym motyl musi przebić się przez kokon własnej nieśmiałości. Na początku seansu miałam wątpliwości, czy Patrycja Soliman poradzi sobie z rozwojem Anieli i bohaterka nie stanie się karykaturalna, przejaskrawiona. Obawy okazały się zupełnie niepotrzebne! Aktorka doskonale odegrała rolę córki Pani Dobrójskiej. Natomiast oglądając niezwykle przekonującą grę Marcina Hycnara (który wcielił się w rolę uwodzicielskiego Gustawa) całkowicie zapominałam, że tylko jedno z jego aktorskich wcieleń.

Widowisko zostało wzbogacone oprawą muzyczną polskiego fortepianisty - Leszka Możdżera, która zachwyca już od samego początku, tworząc komedii charakterystyczne dla kompozytora dźwiękowe tło nie do podrobienia.

Śluby panieńskie to idealny dowód na to, że dziełami klasyków można wszechstronnie operować i ciekawie opowiedzieć historię z innej epoki tak, by nie trąciła przy tym myszką. Oczywiście nie byłoby to możliwe gdyby nie świetna obsada, reżyser i cały zespół realizatorski.

Beata Zwierzyńska
Dziennik Teatralny Warszawa
1 lipca 2020
Portrety
Jan Englert

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia