Iguana w potrzasku

"Noc Iguany" - reż. Pia Partum - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Spokojne, niemal sielskie miejsce gdzieś na meksykańskiej prowincji skrywa mroczne sekrety z przeszłości. Wszyscy goście hotelu Costa Verde niosą ciężki, uwierający ich bagaż problemów i doświadczeń. "Noc Iguany" Teatru Wybrzeże to jednak przede wszystkim zmarnowany potencjał, bo spektakl poza nielicznymi momentami, pozbawiony jest dramaturgii i zawiera wiele niepotrzebnych dłużyzn.

Sztuka Tennessee Williamsa przenosi nas do Meksyku. Tam, gdzieś na prowincji, bohaterowie szukają odpoczynku i oddechu od swoich codziennych trosk. Wykończony oprowadzaniem wycieczki Shannon woli hamak w Costa Verde, hotelu prowadzonym przez zaprzyjaźnioną Maxine, niż żeńską grupę rozkapryszonych turystek, spośród których jedna zupełnie straciła dla niego głowę. Pech chciał, że jest nią nieletnia Charlotte, a Shannon nie potrafił odmówić sobie nocy z podopieczną i teraz wije się jak piskorz przed oskarżycielskim tonem nieznośnego babsztyla-żandarma, nauczycielki muzyki - Panny Fellowes. Szefowa przybytku, w którym się "schował" przed wycieczką, świeża wdówka Maxine, bynajmniej nie rozpacza po utracie męża i usiłuje przekonać Shannona do pozostania na stałe nie tylko w jej hotelu.

Do grona hotelowych gości szybko dołącza także malarka Hannah wraz ze zniedołężniałym dziadkiem-poetą. Podobnie jak inni goście, zmuszeni są znosić rodzinę dumnych Niemców, nieustająco wznoszącą toasty za wielkie Niemcy. A gdzieś między gośćmi przemykają beztroscy Meksykanie Pedro i Pancho, podwładni Maxine, których bardziej niż praca w hotelu interesuje zabawa i wymyślne skoki do wody.

To barwne towarzystwo, spośród którego niemal każdy ma ciążącą mu, trudną przeszłość, reżyserka Pia Partum umieszcza w otwartej przestrzeni na łonie natury. Scenograf (a także autorka kostiumów, światła i wideo) Magdalena Maciejewska scenę ogranicza falistym, przypominającym zjeżdżalnię wzniesieniem imitującym górę, na której położona jest posiadłość Maxine. Nad sceną górują dwa hamaki, zaś jako głos z offu słyszymy plusk wody, gdy któryś z Meksykanów po raz kolejny skoczy do oceanu (znajdującego się rzekomo za konstrukcją wzniesienia). Od czasu do czasu w tle widzimy niewyraźne gwiazdy na niebie. Zgodnie z zamysłem realizatorek, osobiste historie, dramaty bohaterów na tle przyrody, żywiołów i nieskrępowanej przestrzeni wydają się małe, nieistotne, stanowiące swego rodzaju anegdoty niż rzeczywiste problemy.

Nieoczekiwanie jednak wraz z leniwą atmosferą sjesty, ze sceny wywietrzała niemal cała dramaturgia, nie ma też napięć między bohaterami, tak charakterystycznych dla autora "Nocy Iguany" i tak skutecznie budowanych przez niego w swoich sztukach. Poza spotkaniem Charlotte i Shannona czy rywalizacją Maxine i Hannah o Shannona, egzystencjalna i emocjonalna pustka przenosi się zarówno na scenę, jak i na widownię.

W tej sytuacji trudne zadanie czeka aktorów, którzy w niełatwych warunkach na ogół wypadają dobrze. Podziwiać można warsztat i dobrą starą szkołę aktorstwa Andrzeja Nowińskiego, który jako dziadek Nonno, przeważnie znajduje się gdzieś na marginesie akcji, a buduje najbardziej precyzyjną rolę, pełną detali i gry niewerbalnej (rolą tą Nowiński obchodzi 55-lecie pracy artystycznej). Zgrabnie wypadają obaj Meksykanie (Jakub Mróz i Daniel Jiménez Martínez, prawdziwy Meksykanin, zaproszony do spektaklu gościnnie), a hitlerowski dryg, surowy niemiecki akcent i wystudiowana władcza poza towarzyszą granemu przez Piotra Biedronia Wolfgangowi, najbardziej wyrazistej postaci spektaklu.

Z tria głównych bohaterów: Shannon - Maxine - Hannah, najlepiej prezentuje się ta trzecia w wykonaniu Moniki Chomickiej-Szymaniak. Hannah jest konsekwentnie wycofana, pozornie zimna, ale bardzo opiekuńcza i wyraźnie zainteresowana Shannonem. Jej życiowy bagaż doświadczeń ciekawi najbardziej.

Grany przez Marka Tyndę główny bohater to rola poprawna. Shannon (ubrany w kostium Richarda Burtona z "Nocy Iguany" Johna Hustona z 1964 roku) w jego wykonaniu jest jednak postacią zbudowaną powierzchownie, głównie na gestach czy intonacji - cała niezwykle ciekawa przecież przeszłość Shannona wypada dość blado. Z kolei Katarzyna Figura nie ma, niestety, pomysłu na Maxine. Jej bohaterka jest kompilacją kokieteryjno-przymilnych póz i irytującej maniery, znanych z wielu wcześniejszych ról Figury. Maxine na tle pozostałych jest postacią bardzo przerysowaną, wręcz komiksową. Najlepiej wypada w najbardziej stonowanej, pierwszej niemej scenie "figli" z Meksykanami.

"Noc Iguany" rozgrywana jest w bardzo sennym rytmie, od czasu do czasu urozmaiconym powtarzanymi z uporem godnym lepszej sprawy skokami do wody i jedną ożywiającą atmosferę sceną ulewy, przerywającą wieczór integracyjny na świeżym powietrzu. Spektakl w zaproponowanej przez Pię Partum formie jest zdecydowanie za długi (trwa ponad dwie i pół godziny), niepotrzebnie rozbity na dwa akty. Wszystkie wątki opowiedziano jednak w sposób bardzo zrozumiały, a intencje realizatorów, jak ta, by dramaty bohaterów pokazać w odpowiedniej skali na tle potęgi natury, widać jak dłoni. Nad pogmatwanymi losami bohaterów góruje jednak, niestety, przede wszystkim nuda i emocjonalna flauta.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
23 maja 2016

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia