Ile feminizmu można dopuścić w teatrze?

Dramat w Dramatycznym. To z pewnością pokaz pod publikę – tyle że własną.

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwilł unieważnił konkursu na dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie. Powód? "Radykalny feminizm". Monika Strzępka dla OKO.press: "To smutny precedens, mający wszelkie znamiona cenzury prewencyjnej".

Uroczystą inauguracją pięcioletniej kadencji Moniki Strzępki w fotelu dyrektorki Teatru Dramatycznego w Warszawie była manifestacja zatytułowana „Sabat Dobrego Początku". Podczas wydarzenia kierownictwo teatru, pracownicy, aktywiści oraz widzowie w uroczystym orszaku wnieśli do teatru rzeźbę „złotej waginy" autorstwa Iwony Demko, krakowskiej artystki, aktywistki, wykładowczyni Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki.

Radziwiłł i kobieca cześć
Ten gest, będący wizualnym manifestem linii programowej obranej przez nową szefową sceny mieszczącej się w Pałacu Kultury i Nauki, stał się punktem wyjścia do dyskusji dla Konstantego Radziwiłła, wojewody mazowieckiego z nadania PiS. Jego zdaniem postępowanie dyrektorki „urąga kobiecej czci".

Podkreśla przy tym, że „przeanalizował program". A następnie wymienia spektakle, które jego zdaniem nie mieszczą się w propozycji „teatru środka", którego w niektórych zapowiedziach medialnych miał oczekiwać organizator – czyli miasto Warszawa.

Chodziło m.in. o spektakle Łukasza Twarkowskiego o pracownicach seksualnych oraz Klaudii Hartung-Wójciak o kobiecie rozlepiającej w Płocku wizerunki Matki Boskiej z tęczową aureolą.
Wojewodzie Konstantemu Radziwiłłowi nie przypadło do gustu także uczynienie hymnem teatru utworu Marii Peszek "Viva la Vulva" (tłum. Niech żyje srom).

W uzasadnieniu można przeczytać także, że "Teatr Dramatyczny jest państwową, publiczną placówką kultury. Nie może być w niej zatem miejsca na instalowanie przedmiotów kultu neopogańskich wierzeń, propagowanie radykalnych ideologii nastawionych na polaryzację wspólnoty i symboliczną przemoc, ani na akty szyderstwa z wiary wielu członków lokalnej wspólnoty, jaką są mieszkańcy Warszawy.

Placówka kultury, która jako cel stawia sobie bycie instytucją radykalnie feministyczną, a zatem walczącą o pokonanie tzw. patriarchatu, nie służy dobru wspólnemu ani równości, ale ideologii władzy".

Wojewoda lepiej wie, czego chce Warszawa
Dla wojewody to zmiana linii programowej instytucji, co ma być jego zdaniem niezgodne z oczekiwaniami organizatora i dlatego postanowił unieważnić konkurs na dyrektora Teatru Dramatycznego.

Sam organizator – czyli miasto stołeczne Warszawa – ma nieco inne zdanie na ten temat, o czym wyraźnie poinformowała w czwartek po południu Aldona Machnowska-Góra, wiceprezydentka Warszawy. "Dzisiaj Wojewoda Mazowiecki w trybie rozstrzygnięcia nadzorczego unieważnił zarządzenie prezydenta w sprawie powołania dyrektorki Teatru Dramatycznego m. st. Warszawy - Moniki Strzępki. W uzasadnieniu wskazano szereg opinii, które jasno wskazują na próbę cenzury zarówno wobec instytucji kultury jak i działalności artystycznej" - zaznaczyła.

Dodała, że ratusz zaskarży decyzję. Kiedy jednak dojdzie do rozstrzygnięcia – nie wiadomo.
Na razie w zastępstwie Moniki Strzępki teatrem kierować będzie Monika Dziekan, członkini Dramatyczny Kolektyw, dawniej związana m.in. z TR Warszawa.

Wojewoda i radykalny feminizm
Na czym miał polegać "radykalny" feministyczny program Moniki Strzępki w Teatrze Dramatycznym?

"Jak sama mówiła, chciała uczynić Teatr Dramatyczny miejscem, gdzie dba się o prawa pracownicze, o relacje w pracy, o proces twórczy, o prawo do wypoczynku. Zależy jej na tym, aby każda osoba została wysłuchana i wzięta pod uwagę. Ma dbać o to, aby nie pojawiała się tam przemoc, molestowanie, wykorzystywanie. Monika jako dyrektorka chce nie zapominać o tym, że jest również kobietą i matką. Co znaczy, że obiecała w czasie wieczoru otwierającego, poprzedzającego objęcie nowego stanowiska, że będzie dawać wyraz uznania dla kobiecości" – mówi artystka Iwona Demko, której rzeźba stała się jednym z punktów zapalnych dyskusji.

- Prawdą jest, że w naszym świecie - w patriarchalnym świecie - wszystkie te założenia są radykalne.
Bo przyzwyczailiśmy się do tego, że prawa pracownicze są łamane, że nikt nie obdarza szacunkiem kobiet i tego, co przecież nie bez powodu nazywane jest "babskie". Przez lata tolerowaliśmy wykorzystywanie, molestowanie, przemoc psychiczną osób rządzących - to była i ciągle jest norma – dodaje Demko.

Program na miarę czasów
Monika Strzępka, dotychczas znana jako reżyserka dotykająca w swoich spektaklach ważnych, społecznych tematów, jak obecność LGBT w mainstreamie („Tęczowa Trybuna"), chłopska tradycja („W imię Jakuba S.") czy rewidowanie historycznych mitów („Bitwa warszawska 1920"), obejmując kierownictwo warszawskiej sceny zapowiadała: „Teatr Dramatyczny, jaki stworzę, stanie się przestrzenią otwartą, uspołecznioną, demokratyczną i ekologiczną instytucją. Jego program, budowany z wieloma środowiskami i instytucjami, wykorzysta i wzmocni energię społecznej zmiany".

Cały swój program zbudowała wśród takich postulatów jak: feministyczna instytucja kultury czy ex-centryczność w centrum miasta, które miały zapowiadać tworzenie przystani, w której w spektaklach zakotwiczą tematy kobiece (bardzo szeroko rozumiane) czy zagadnienia mniejszości seksualnych. A wszystko pod hasłem pierwszej pięciolatki dyrektorskiej - „Terapia dla wszystkich".

Dla wszystkich, czyli także dla teatru jako takiego. Bo nowa dyrektorka sceny w PKiN zapowiedziała m.in. zmianę modelu pracy, równościowe traktowanie. Stąd współpraca z Dramatycznym Kolektywem, który stanowią polskie dramaturżki i teatrolożki - Agata Adamiecka, Małgorzata Błasińska, Jagoda Dutkiewicz, Monika Dziekan (zastępczyni Strzępki), Dorota Kowalkowska i właśnie Monika Strzępka.

Teatr po nowemu
Pierwsze efekty już widać. Przeprowadzono warsztaty z pracy w oparciu o proces twórczy, czyli wspólnie opracowane przez realizatorów i zespół zasady i metody obowiązujące w pracy nad przedstawieniem.

Zaplanowane zostały także szkolenia antymobbingowe i antydyskryminacyjne dla całej załogi.
Opracowywane są procedury reagowania na działania niepożądane jak molestowanie, bo dotąd teatr nie miał żadnych regulacji w tym zakresie. Powołana także miała zostać Rada Programowo-Artystyczna, która wpłynąć miała na kolegialność zarządzania sceną.

Pierwsze tygodnie pracy oczywiście – jak w wypadku każdego dyrektora instytucji kultury – były trudne i w wielu frakcjach środowiska teatralnego dyskutowane. Odeszli z teatru Halina Łabonarska czy Adam Ferency (który grać miał w spektaklach, w których do tej pory był obsadzony), a do zespołu dołączyć mieli m.in. Marta Nieradkiewicz. Ale to zmiany, które są naturalną konsekwencją zmiany rezydenta gabinetu dyrektora.

Zapadały też decyzje o zdjęciu z afisza niektórych dotychczas granych spektakli.
Nowy repertuar
Jeśli chodzi o nowy repertuar, zaproponowano 9 premier. Bardzo różnych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pomysł na ten sezon to „propozycja pomostowa" między dotychczasową działalnością warszawskiej instytucji a tą skrytą w programie Strzępki. Są to np. „Mój rok relaksu i odpoczynku" (na podstawie bardzo popularnej książki Ottesy Moshfegh) w reżyserii Katarzyny Minkowskiej, którą – przy docenieniu dotychczasowych realizacji tej twórczyni – trudno uznawać za rewolucję, choć na pewno historia młodej kobiety wpisuje się w postulaty. Bo i nie zawsze o to chodzi w teatrze. To rzecz o próbie wyłączenia się z bieżącego świata i rewidowaniu uczuć w rodzinie.

Do tego m.in. „Matki: pieśni na czas wojny" Marty Górnickiej, „Chłopaki płaczą" w reżyserii Michała Buszewicza, „Piotruś Pan" w reżyserii Anny Ilczuk.

Wszystko to jako próby zbudowania szerokiego repertuaru, dopasowanego do współczesnego i różnorodnego odbiorcy, ale nie zamykającego oczu na to, co dziś dzieje się w teatrze. Czyli spektakle oparte silnie o sferę audio, krytyczne spojrzenie na wzorce czy nowoczesny teatr dla młodego widza. W tym rytmie żyje dziś nie tylko polski, ale i światowy teatr.

- Cieszę się, że zaproszenie do pracy przyjęło grono zróżnicowanych, młodych twórców i twórczyń, gotowych nie tylko do podejmowania na scenie nieoczywistych tematów, ale również do wzięcia udziału w procesie przeformułowania sposobów pracy w instytucji. Pragnę bowiem podkreślić, że zadanie, które stawiamy przed sobą jako Dramatyczny Kolektyw i jako zespół Teatru Dramatycznego, dotyczy nie tylko artystycznego wymiaru Teatru, ale również wprowadzenia trwałej instytucjonalnej zmiany o antyprzemocowym, antydyskryminacyjnym, feministycznym charakterze – zapowiadała Monika Strzępka podczas niedawnego spotkania dla mediów prezentującego program na nowy sezon 2022/2023.

Feministyczna rewolucja? Jest wszędzie
Ścieżka, na którą Teatr Dramatyczny w Warszawie wkroczył dzięki Monice Strzępce, trzeba widzieć w szerszym krajobrazie zmian zachodzących dziś w sferze kultury – od designu, przez sztuki wizualne po teatr właśnie. Przede wszystkim jesteśmy już w teatrze A.D. 2022, kiedy przez świat przetoczył się już ruch #metoo, piętnujący molestowanie i wykorzystywanie kobiet w kinie i teatrze.

Poza tym dziś „przywracanie miejsca kobietom" to jeden z naczelnych postulatów kultury na świecie.
Przykłady można mnożyć.

Muzeum Sztuki w Baltimore postanowiło w 2020 roku sprzedać prace gigantów XX wieku, jak Mark Rothko czy Andy Warhol, i na ich miejsce kupić dzieła kobiet. Zdaniem dyrekcji amerykańskiej placówki to szansa, by „naprawić stulecia nierównowagi". A to tylko jeden z przykładów, jak historycy sztuki walczą z zakonserwowanymi na ścianach muzeów kanonami, w których kobiet jest niewiele.

To zjawisko obecne dziś w największych muzeach świata. Dzięki nowemu pisaniu historii sztuki zaczyna się pojawiać dużo więcej wątków związanych z kobietami.
W nowojorskiej MoMA, Tate Modern w Londynie czy Centre Pompidou od kilku lat na nowo myśleć o ekspozycjach stałych, zwracając uwagę na kobiety artystki. Dzięki temu w kolekcji MoMA mamy Ewę Partum czy Zofię Rydet, w Centre Pompidou - Teresę Gierzyńską czy Jolantę Marcollę.
Walka o miejsce kobiet na kartach historii kultury to także m.in. akcje przywracania pamięci o pierwszych studentkach ASP w Warszawie czy Krakowie, prowadzone przez kuratorkę Marikę Kuźmicz czy artystkę Iwonę Demko.
Na widoczność kobiet w kulturze wpływ mają także pojawiające się na księgarskich półkach biografie – jak tom poświęcone Zofii Stryjeńskiej autorstwa Angeliki Kuźniak, książka o Marii Jaremie pióra Agnieszki Daukszy, praca „Ginczanka. Nie upilnuje mnie nikt" Izoldy Kiec czy publikacja „Tajemnica Iny" Cezarego Harasimowicza. To książki, które odkrywają nieznane fakty, pokazując jaką cenę za swoją karierę płaciły w przeszłości aktorki, malarki, poetki.

Czego nie wie wojewoda?
Dodać też warto, że zupełnie nietrafione pozostają zarzuty Konstantego Radziwiłła choćby dlatego, że propozycje programowe Moniki Strzępki nawet na rynku polskim dziś trudno uważać za rewolucję. Na scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie w każdej odsłonie spektaklu „Spartakus. Miłość w czasach zarazy" Jakuba Skrzywanka bierze ślub inna para LGBT, realnie żyjąca w Polsce. Każda z nich sama zgłosiła swój akces do przedstawienia. To performatywny manifest, który ma zwracać uwagę na sytuację mniejszości seksualnych w Polsce.

To najbardziej jaskrawy przykład. Ale tematów queerowych w ostatnich latach podejmowano ogrom – i nie tylko na najbardziej postępowych, warszawskich scenach. Dziś np. obecność drag queen nie dziwi w tym samym stopniu widzów w Warszawie, jak i Krakowie czy Katowicach.

Na marginesie warto dodać, że na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie wystawiano przecież „Kinky Boots", musical o upadającej fabryce butów, którą od bankructwa ratuje Lola, drag queen, a jej przepisem na sukces jest pomysł tworzenia butów na obcasie dla mężczyzn i LGBT.

Na premierze przedstawienia pojawiła się cała plejada polskich drag queen, a trudno poprzedniego dyrektora warszawskiej sceny, Tadeusza Słobodzianka, uważać za wyjątkowo progresywnego w dobrze repertuaru.

Więc ani kobiece spojrzenie, ani queerowanie teatru, nie jest dziś wyjątkiem. Natomiast to, czego dokonała Monika Strzępka, to zinstytucjonalizowanie tych trendów.
I to w poczuciu wielu przedstawicieli środowiska już na samym początku stało zbliżyło Teatr Dramatyczny w Warszawie do sukcesu - przynajmniej w PR-owym wymiarze. Na razie. Bo o ocenę jej rządów trudno się pokusić. Monika Strzępka konkurs wygrała w końca stycznia, a objęła rządy w teatrze we wrześniu.

- Po owocach ich poznacie – komentuje Tomasz Domagała, krytyk teatralny.
I dodaje, że czas na ocenę dyrekcji przychodzi nie w momencie zapowiedzi, ale po dwóch latach, gdy mamy już do czynienia z kilkoma premierami teatralnymi i nowym funkcjonowaniem zespołu.

Łukasz Gazur
Oko Press
29 listopada 2022
Portrety
Monika Strzępka

Książka tygodnia

ahat ilī. Siostra bogów. Sceny dramatyczne
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Olga Tokarczuk, Zbigniew Mikołejko

Trailer tygodnia