Imponująca „Sól ziemi czarnej" w bytomskiej Operze

„Sól ziemi czarnej" w reżyserii i choreografii Artura Żymełki w Operze Sląskiej w Bytomiu.

Niezwykle udanym projektem artystycznym, przygotowanym przez Operę Śląska w Bytomiu na zakończenie sezonu artystycznego 2020/2021, okazało się widowisko baletowe w reżyserii i choreografii Artura Żymełki, które stworzył na kanwie filmu Sól ziemi czarnej - arcydzieła polskiej kinematografii w reżyserii Kazimierza Kutza. Inspiracją tego niecodziennego przedsięwzięcia była obchodzona setna rocznica powstań śląskich.

Od czasu premiery filmu, która miała miejsce 6 marca 1970 roku, przeminęło kilka pokoleń Ślązaków, a każde z nich w inny sposób doświadczało wydarzeń przedstawionych w tym niezwykłym dziele. Twórca tej pięknej, filmowej ballady poprzez jednostkowe losy rodziny Basistów ukazał jeden ze zrywów niepodległościowych - zakończone niepowodzeniem II powstanie. Poszczególne „zwrotki" tej przypowieści opowiadają o domu rodzinnym, jego patriarchalnym charakterze, o życiu codziennym wypełnionym smutkami i radościami, rozterkach, młodzieńczej miłości, ale też o tęsknocie za wolnością, która znajduje się, hen, na drugim brzegu granicznej rzeki, rozdzielającej zniewolony niemiecki butem Śląsk od wymarzonej, choć może wyidealizowanej Polski. Ale opowiada też o sprawach znacznie głębszych, jak ukochanie swojej małej, śląskiej ojczyzny, w której mowa śląska, polska i niemiecka wyzierają z każdej ulicy, z każdego domostwa i są czymś oczywistym i zwyczajnym tamtej rzeczywistości, o wyznawanych wartościach i o honorze.

I jak w każdej balladzie, tak i w tej pojawia się gorzki wydźwięk o przegranym losie i niespełnionych oczekiwaniach.

Tę samą historię, lecz w jakże innym, znacznie bardziej uniwersalnym wymiarze, opowiedział Artur Żymełka twórca widowiska baletowego, który podjął się arcytrudnego, niezwykle ryzykownego zadania. Film bowiem rządzi się swoimi prawami, a jednym z głównych jego składników jest słowo. Balet to sztuka gestu, symbolu. Ponadto musiał być przygotowany na to, że odbiorca - zwłaszcza znający film Kutza - dokona, mimo woli, porównania obydwu dzieł. Musiał więc odpowiedzieć sobie na szereg pytań - począwszy od doboru motywów i sekwencji, postaci, przełożenia języka filmu na język baletu w taki sposób, by powstał spektakl autonomiczny, który jednocześnie będzie autorską interpretacją, impresją na temat tego utworu filmowego. I rzecz ta udała się twórcy spektaklu od pierwszych taktów muzycznego prologu, do finałowej sceny.

Ogromną rolę w balecie Sól ziemi czarnej odgrywa muzyka, będąca nie tylko tłem choreograficznych układów i solistycznych popisów, ale pełniąca także funkcję swoistego narratora - wszak wykorzystane zostały nie tylko fragmenty oryginalnej ścieżki dźwiękowej napisanej przez Wojciecha Ki-lara do filmu Kazimierza Kutza, ale także utwory innych, związanych ze Śląskiem kompozytorów: Henryka Mikołaja Góreckiego, Michała Spisaka i Bolesława Szabelskiego. Muzycznej całości dopełniły kompozycje Michała Kondrackiego i Stefana Kisielewskiego. Artur Żymełka i Maciej Tomasiewicz, który objął kierownictwo muzyczne spektaklu, całość przedstawienia oparli na jednostajnych, jakby wydobywanych z trzewi ziemi charakterystycznych dźwiękach zaczerpniętych z utworów Henryka Mikołaja Góreckiego. One też zdominowały zaprojektowany przez Żymetkę sposób poruszania się wykonawców w scenach zbiorowych - czyżby inspiracją był ociężały, ale rytmiczny krok opuszczających kopalnię umęczonych głodowym strajkiem górników, tak pięknie pokazanych w innym Kutzowym filmie - Perła w koronie...

Sól ziemi czarnej Artura Żymełki to opowieść uniwersalna, rozgrywająca się pomiędzy trzema głównymi postaciami, kreowanymi przez kobiety: Polską (kobieta w czerwieni), Niemcami (kobieta w bieli) i Śląskiem, albo raczej Silesią (kobieta w szarości). Kluczem do baletu Żymełki jest stwierdzenie, że stworzył widowisko „na kanwie" filmu Kazimierza Kutza. Przeniósł więc punkt ciężkości z patriarchalnego charakteru przedwojennego śląskiego domu Basistów z dominującą pozycją ojca, czyniąc właśnie matkę jedną z pierwszoplanowych postaci. Matka Basistów stała się Matką Polką, Matką Ślązaczką, Matką Niemką. Ledwie zaznaczona została postać ojca (poprzez detale kostiumu stylizowanego na śląski kubrak) oraz zachowana została postać Gabriela - głównego bohatera filmu Kutza, najmłodszego syna Basistów, wokół którego zbudowana jest ballada filmowa - ale nie w dosłownym odwzorowaniu. W zamyśle reżysera baletu pozostał postacią istotną, lecz nie najważniejszą. Z jego udziałem została pięknie skomponowana scena „witrażowa" w kościele, w której Żymełka tchnął życie nie tylko we wpadające do wnętrza wielobarwne światło, ale i świątynne posągi. Wymiar uniwersalny zyskała także scena z udziałem Gabriela, który w filmie obserwuje z wieży znajdującą się tuż za graniczną rzeką wymarzoną Polskę, widzi orła białego na proporcu powiewającym nad koszarami i mundury polskiego wojska, ale też dostrzega niezwykle piękne krajobrazy, o których niewiele, albo nic nie wie. „A to Polska, właśnie..." chciało by się powiedzieć. W wersji baletowej Gabriel znalazł się w centrum wirującego kalejdoskopu, mieniącego się feerią barw. Nie ma też w przedstawieniu słynnej sceny kończącej film, kiedy cztery kobiety przenoszą leżącego na drzwiach rannego Gabriela na drugą stronę rzeki, do Polski, tym samym spełniając jego marzenie i zapowiadając dalszy ciąg zmagań Ślązaków o przejście już na zawsze tej dzielącej obydwa światy granicy. Żymełka położył akcent na uporczywe zmaganie się z losem i walkę aż do skutku, do zwycięstwa, które - jak wiadomo, przyniosło dopiero III powstanie śląskie. Symbolem „żelaznej kurtyny" dzielącej Śląsk od reszty kraju była opuszczona w trakcie muzycznego prologu metalowa teatralna kurtyna, za którą działa się historia. Z kolei finał był swego rodzaju żywym obrazem uformowanym przez tańczących, którzy utworzyli biało-czerwoną piramidę ze zwycięską Matką Ślązaczką na szczycie. Być może twórca spektaklu chciał w ten sposób podkreślić wielką rolę kobiet, jaką odgrywały nie tylko w tradycyjnej, śląskiej rodzinie zajmując się wychowaniem często licznego potomstwa, prowadzeniem domu, ale także wpajaniem wyznawanych wartości. Kobiety Żymełki pokazane są jako heroiny, w wymiarze uniwersalnym.

Jest w balecie Artura Żymełki wiele zachwycających rozwiązań - jak wojskowy, energiczny i pełen dumy marszowy krok kobiety w czerwieni - Polski, kreowanej z niebywałą precyzją przez fantastyczną Michalinę Dąbrowską, jak chłopięca, roztańczona, postać porucznika Stefana Sowińskiego wytańczona z rozmachem i wdziękiem przez Keisuke Sakai, przyjęty entuzjastycznie przez publiczność Douglas de Oliveira Ferreira w roli mężczyzny w czerni (niemiecki żołnierz), będącym uosobieniem gnębicieli śląskich powstańców. Fantastyczna była też, inspirowana sceną z filmu, zabawna postać Kurki (kobieta w żółtym) kreowana po mistrzowsku przez Kurarę Ushizakę, która skradła serca uczestników przedstawienia.

Trzeba też podkreślić znakomite przygotowanie chóru pod kierunkiem Krystyny Krzyżanowskiej-Łobody oraz całego zespołu baletowego, który prowadzi Grzegorz Pajdzik. Wspólnie stworzyli jedną z piękniejszych scen, w której śpiewacy towarzyszą a cappella zespołowi i solistom baletu.

Całości spektaklu dopełniała ascetyczna, lecz nadzwyczaj trafna scenografia zaprojektowana przez Martynę Kander, a także będące integralną częścią wizualizacje Jagody Chalcińskiej. Wedle ich koncepcji dom Basistów stał się pewnym uniwersum, a do rangi symbolu urosło zwyczajne okno „na historię" dziejącą się po drugiej stronie. Zachwycały również kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej podkreślające wielowymiarowość tej opowieści, a zarazem lokalną śląskość postaci oraz zrealizowane przez Karolinę Gębską światło prowadzące poszczególnych bohaterów, jak i nadające charakteru kolejnym sekwencjom widowiska.

Na szczególną uwagę zasługiwało wykonanie przez Ewelinę Szybilską ludowej pieśni Kajześ mi się podziot, mój synocku miły,,., stanowiącej jedną z trzech części Symfonii pieśni żałosnych Henryka Mikołaja Góreckiego. U Kutza ta samą ballada, wykonana w końcowym fragmencie filmu przez śpiewaczkę ludową a cappella, wydaje się być bardziej przejmująca, po prostu zwyczajna. W spektaklu Żymełki ballada nabiera, podobnie jak wszystkie pozostałe elementy składowe, wymiaru ponadczasowego i ponadlokalnego. Reżyser trans-ponuje wydarzenia mające miejsce 100 lat temu do współczesności, opowiada o nich kosmopolitycznemu pokoleniu funkcjonującemu w innym świecie i mierzącemu się z innymi problemami, dla którego słowa patriotyzm, tradycja, rodzina, dom mają nieco inne, niż niegdyś konotacje.

Żymełka przeprowadził znakomicie swój wywód na ten temat, a swoje przemyślenia wzmocnił zaangażowaniem do bytomskiej premiery solistów w zdecydowanej większości wywodzących się z odmiennych kultur, dla których Śląsk to miejsce, w którym właśnie się znaleźli, nie obciążeni żadnymi lokalnymi kontekstami. Jak pokazał premierowy spektakl, Artur Żymełka sprecyzował swój przekaz przekonywująco, bo wszyscy w realizację przedstawienia zaangażowali się w co najmniej 100 procentach. Zbudował imponujące widowisko, które z powodzeniem można zaprezentować na dowolnej scenie, w dowolnym miejscu w kraju i za granicą.

Premiera miała miejsce 19 czerwca 2021 roku na scenie Opery Śląskiej w Bytomiu.

Wiesława Konopelska
Śląsk
16 sierpnia 2021
Portrety
Artur Żymełka

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia