Inny stan upojenia

"Pijani" - reż. Wojciech Urbański - Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy

Iwana Wyrypajewa to dramat o potencjale metafizycznej głębi. To tajemnicza gra niewidocznych na pierwszy rzut oka kontrastów. Realia życiowe bohaterów sztuki to odwrotność ich potrzeb i pragnień. Alkoholem który spożywają w nadmiarze jest codzienne życie, a stan nadmiernego upojenie jest pierwszym krokiem do trzeźwości.

Próby zmierzenia się z tą paradoksalną rzeczywistością możemy oglądać na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie, a reżyserem, który podjął się tego niezwykle głębokiego tematu jest Wojciech Urbański.

Niestety wydaje się, że reżyserowi w żaden sposób nie udało się uchwycić wielowymiarowości dzieła. Skoncentrowany na dosłownym aspekcie sztuki gubi istotę dramatu Wyrypajewa. Dla autora „Pijanych", upojenie stanowi bowiem element pośredni i metaforyczny. Pośredni w tym sensie, że dzięki niemu człowiek jest w stanie dostrzec i zrozumieć prawdę o swoim istnieniu – wznieść się ponad stan dotychczasowy, do sfery czysto duchowej. Metaforyczny natomiast dlatego, że w gruncie rzeczy upojenie staje się pewnego rodzaju trzeźwością. Można zatem powiedzieć, że jest to pijaństwo metafizyczne. U Urbańskiego upojenie bohaterów pozostało jednak sztucznie dosłowne. Nietrzeźwy krok wraz z pochyloną, obrotową sceną, w napastliwy sposób nie pozwalają zapomnieć o tym jaki jest tytuł sztuki, a niekompatybilność sposobu poruszania się bohaterów i ich niemal nieskazitelnej mowy, powodowała niespójność obrazu. Mimo iż każdy z bohaterów przedstawiony został w przełomowym momencie swojego życia, w którym okrywał coś w rodzaju obiektywnej prawdy o świecie, sztuka stwarzała pozory rozbicia i oddalenia. Nawet w chwilach, w których losy poszczególnych postaci zaczęły się ze sobą przeplatać, nie tworzyły one spójnej całości lecz coś na kształt urywków kilku różnych seriali z jednakową obsadą. Pozostawienie przez Wyrypajewa niedookreślonego miejsca akcji stwarza reżyserowi elastyczny obszar do adaptacji, pozwalający na zbliżenie się do widza, którego niestety Urbański nie wykorzystał.

„Pijani" ulegli również, zupełnie niepotrzebnie, coraz częstszej tendencji do przeobrażania się w farsę. Wyśmiewaniu na siłę ulega tu głównie sposób życia bohaterów, należących do przedstawicieli klasy średniej, co w całości sztuki wydaje się raczej zbędne.

Wśród licznych mankamentów sztuki da się jednak dostrzec momenty, w których zyskujemy przekonanie, że tak właśnie powinien wyglądać cały spektakl. Mowa tu oczywiście o elektryzującym przemówieniu Laurenza (w którym to rzekomo głosu udzielił mu Bóg) oraz o ostatniej scenie z udziałem Marka. Obie te sytuacje stanowiły osobne zdarzenia w sztuce. Były czymś czystym, mocnym i absolutnie piorunującym.

Na szczególną uwagę zasłużyła też enigmatyczna postać Gabriela (czy imię to nie stanowi przypadkiem jakiegoś nawiązania do archanioła Gabriela?), której to charakter sztuki nie pozwolił niestety potraktować wystarczająco poważnie.

Nie kryjąc rozczarowania trzeba przyznać, że „Pijani" to rozwleczona w czasie (bohaterowie po dwóch godzinach bez spożywania alkoholu pozostali tak samo pijani jak na początku!) mieszkanka serialowych perypetii i fundamentalnych kwestii ludzkiego życia, stanowiąca nieco niezręczną i nieprzekonującą próbę udowodnienia, że upijając się usłyszymy głos Boga w swoim sercu.

Nie usłyszymy go. Tak samo jak aktorzy którzy nie usłyszeli gromkich braw po opadnięciu kurtyny.

Anna Rusinowska
Dziennik Teatralny Warszawa
12 grudnia 2019

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia