Irina i jej siostry

„What if they went do Moscow" - reż. Christiane Jatahy - Companhia Vértice Rio de Janeiro

Po raz kolejny widzowie, odwiedzający Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi mieli okazję do przekonania się, jak klasyczny tekst zaliczany do europejskiego kanonu może funkcjonować na scenie w odświeżonej formule. Companhia Vértice w ramach 4. Edycji Festiwalu „Nowa Klasyka Europy" zaprezentowała widzom adaptację dramatu „Trzy siostry" Antoniego Czechowa. Akcję spektaklu „What if they went to Moscow" osadzono w realiach współczesnej Brazylii, wykorzystując tylko niektóre wątki zawarte w tekście, dostosowując je do współczesnej formuły inscenizacji.

Akcja spektaklu rozgrywała się na dwóch płaszczyznach – na deskach sceny teatru oraz na kinowym ekranie, jaki przygotowano na Małej Scenie „Jaracza". Zachowanie postaci obserwowały kamery, obrazy rejestrowane w czasie rzeczywistym prezentowano na ekranie. Publiczność podzielono na dwie grupy – pierwsza patrzyła na grę aktorów bezpośrednio na scenie, druga zgromadzona na widowni Małej Sceny oglądała nagranie spektaklu. Po przerwie grupy zmieniły zajmowane dotąd przestrzenie. Zespół odegrał przedstawienie ponownie, jednak widzowie przekonali się, że wydarzenia obserwowane na scenie nie są tymi samymi, które zostały zaprezentowane w filmie. Spektakl oraz film miały się wzajemnie uzupełniać, pozwalając dostrzec pełnię przedstawianej historii. Jednak części wydarzeń można było się domyślić i kiedy niektórzy widzowie uświadomili sobie, że ich przemyślenia są poprawne, opuścili widownię. Pomysł wykorzystany przez Christiane Jatahy był interesujący, czy jednak wniósł świeżość do „Trzech sióstr"?

Treść dramatu Czechowa wypełnia wszechobecna nuda, melancholia, poczucie stagnacji. Zostało to oddane w inscenizacji Companhia Vértice. Choć widzowie byli świadkami przyjęcia rozgrywającego się w rodzinnym gronie, nikt ze zgromadzonych nie był szczęśliwy. Charaktery głównych bohaterek w dużym stopniu pokrywały się z nadanymi im przez dramatopisarza portretami. Uzupełniono je i uwspółcześniono, tworząc pełnokrwiste postacie.

Najstarsza z sióstr – Olga nie pracowała zawodowo, zajmowała się domem. Dbała o swoje rodzeństwo, matkując mu. Udawała zadowoloną ze swojego życia, jednak w momencie kryzysu przyznała, że pragnęła mieć własną rodzinę, co nie było jej dane. Miała kompleksy, czuła się nieatrakcyjna, co w jej oczach potwierdzał brak zainteresowania ze strony robotników, którzy nie zwracali na nią uwagi, gdy przechodziła obok nich na ulicy. Odczuwała upływający czas, choć przyznała się do tego tylko raz – przed Marią.

Maria nie była zadowolona ze swojego małżeństwa, dobitnie stwierdziła, że gdyby mogła cofnąć czas nie zdecydowałaby się na nie. Ją również gnębiły myśli o starości i zaprzepaszczonych szansach. Okazją do wprowadzenia zmian i cofnięcia czasu wydała się kobiecie obecność Aleksandra Wierszynina, który został jej przelotnym kochankiem. Mężczyzna nie chciał jednak kontynuować znajomości, pozostawił Marię w poczuciu osamotnienia i beznadziei.

Najmłodsza z sióstr i wciąż traktowana jak dziecko Irina, tkwiła w bezczynności. Dwudziestolatka rozmyślała nad swoim życiem, które wydawało jej się jałowe. Nie pracowała, w najdrobniejszych czynnościach wyręczała ją Olga. W trakcie rozwoju akcji scenicznej wyszło na jaw, że dziewczyna okaleczała się, być może z powodu tęsknoty za ojcem. Jej powiernikiem, a jednocześnie motorem do zadawania sobie bólu był tajemniczy chłopak – Solony, który wzbudzał w niej lęk i fascynację.

Czas trwania akcji zredukowano do jednego dnia, w trakcie którego bohaterowie świętowali urodziny Iriny, przeżywając własne dramaty. Pragnienie wyjazdu do Moskwy, stanowiące tak istotny aspekt w tekście Antoniego Czechowa, zostało zredukowane w inscenizacji do jednej rozmowy. Irina swoją podróż po świecie pragnęła rozpocząć właśnie od tego miasta. Olgę i Marię zaskoczył jej wybór, dziewczyna umotywowała go swoimi zainteresowaniami i poglądami politycznymi. W spektaklu nie zostało jasno powiedziane, że kobiety mieszkały bądź były uczuciowo związane z Moskwą.

Siostry w adaptacji dramatu nie marzyły o wyjeździe, pragnęły rozpocząć życie od nowa, prawdziwie. Pytały o możliwość zwrotu, który mógłby dać im szczęście. Jednocześnie były świadome, że „zmienić się - to trochę umrzeć", zaś samo pragnienie to za mało. Irina miała wrażenie, że podróż którą planowała może przynieść jej upragnione wyzwolenie, umożliwiając rozpoczęcie życia według tworzonych przez nią zasad. Niestety starania każdej z kobiet, mające doprowadzić do odmiany losu, nie przyniosły oczekiwanych efektów. Olga, zapraszając na przyjęcie Aleksandra wierzyła, że będzie jej dane choć przez chwilę zaznać szczęścia i męskiej uwagi. Nie sądziła, że ułatwi Marii zdradzenie męża, ta zaś liczyła, że namiętny związek z Aleksandrem może być dla niej ratunkiem i odskocznią. Irina, przeciwstawiając się Solony'emu nie przewidziała, że gra w rosyjską ruletkę zakończy się śmiercią chłopaka.

Śmierć podobnie jak w dramacie, pozostała klamrą spinającą akcję również w inscenizacji. Zgon ojca bohaterek przypomniany na początku przedstawienia oraz późniejsza śmierć Solony'ego zdawały się stanowić punkty zwrotne w życiu każdej z sióstr. Rok po śmierci ukochanego ojca prześladowały je myśli o tym, jak bardzo są nieszczęśliwe. Kto wie-może kolejne urodziny Iriny odbyłyby się w zupełnie innym klimacie, związanym ze wspomnieniami o znajomości z Solonym?

Obie części spektaklu powinny się uzupełniać. Nie do końca tak było. Uważam, że wydarzenia zaprezentowane na scenie całkowicie wystarczyły, by zrozumieć historię trzech sióstr i przeżywane przez nich rozterki. Momenty rozgrywające się poza oczami widzów (na przykład rozmowa Olgi i Marii) nie wniosły nic, czego nie można było odczytać z zachowania postaci zaprezentowanego widzom, ponowne oglądanie wydarzeń na ekranie nie przyniosło odpowiedzi na nasuwające się pytania. Czy prześladujące Olgę koszmary miały związek z jej poczuciem samotności? Czy Solony faktycznie zginął? Co stało się z Marią po tym, jak wykrzyczała mężowi, że nie chce już z nim być?

Film nie dał odpowiedzi. Same bohaterki też nie umiały ich udzielić. Znajdując się na granicy pomiędzy życiem a śmiercią, realnością a snem, kobiety wpadły w pułapkę mijającego czasu, który przeciekał im bezgłośnie przez palce, one zaś nie były w stanie zrobić nic, by ten proces zatrzymać.

W spektaklu wykorzystano scenografię przywodzącą na myśl elementy używane na planie filmowym. Ruchome ściany tworzące wnętrza domu bohaterek, wykorzystywane przez nie przedmioty i sprzęty pozwoliły zbudować iluzję kilku różnych miejsc. Najmniej efektownie prezentował się basen, którego rolę pełnił szklany zbiornik oraz ogród symbolicznie zaakcentowany przy pomocy fragmentu sztucznego żywopłotu. Sceny rozgrywające się w tych miejscach dobrze ukazano na nagraniu, jednak moment ich powstawania na scenie nie był pasjonujący.

„Trzy siostry" Czechowa sprawdziły się jako materiał na sztukę, której akcję można osadzić we współczesnym świecie. Fabuła dramatu, w kształcie zaprezentowanym przez Companhia Vértice, mogłaby dziać się w wielu miejscach na Ziemi, nie umniejszyłoby to znaczenia przekazu całego spektaklu. Ten zaś pozostał zgodny z problematyką opisaną przez autora dramatu – pragnienie zmiany nie wystarczy, by jej dokonać. Nie pomogą w tym słowa. Oczekując zwrotu w życiu, należy wykonać ruch ku nowemu. Bohaterki pragnęły poczucia świeżości w realiach, które je otaczały, jednak nie dążyły silnie w kierunku przemian. Ich decyzje nie były radykalne, stanowiły półśrodki, które okazały się nietrafione. Atmosferę spektaklu „What if they went to Moscow" wyznaczał smutek i melancholia, który równie silnie wpływał na życie bohaterek ukazanych w przedstawieniu.

Agata Białecka
„What if they went do Moscow" na podstawie „Trzech sióstr" Antoniego Czechowa
Adaptacja i reżyseria: Christiane Jatahy
Premiera: Marzec 2014, Rio de Janeiro

Agata Białecka
Dziennik Teatralny Łódź
12 listopada 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...