Izolatka bez okien

"Gorące lato w Oklahomie" - reż. Artur Urbański - Teatr im. Jaracza w Łodzi

"Gorące lato w Oklahomie" Artura Urbańskiego w łódzkim Jaraczu to kawał porządnego, znakomicie zagranego psychologicznego teatru, w którym mówi się o demonach przeszłości

Trący Letts to jeden z najbardziej wyrazistych współczesnych amerykańskich dramatopisarzy. Pisze jednak od niedawna, bo, jak sam podkreśla, jest przede wszystkim aktorem. Jednak już jego pierwszy dramat z 1993 roku "Zabójca Joe" został od razu zauważony przez krytykę, zaś bijący rekordy popularności "Sierpień" (w Teatrze Jaracza zmieniono tytuł na "Gorące lato w Oklahomie") nagrodzono w 2008 roku Pulitzerem. Letts to przede wszystkim wnikliwy kronikarz amerykańskiej prowincji, a jego bohaterowie to pozornie przeciętni obywatele, którzy skrywają wstydliwe tajemnice. "Są nadzy lub martwi" - mówi Billie Letts, matka dramatopisarza, autorka powieści. Nic dziwnego, że autor "Lata" w wywiadach przyznaje się do inspiracji dramatami Tennessee Williamsa - sposób narracji, budowanie portretów psychologicznych - analogie do autora "Kotki na rozpalonym blaszanym dachu" są widoczne już na pierwszy rzut oka. Podobnie jak u Williamsa, też w "Lecie" mamy galerię neurotyków, nieszczęśliwców, których uwiera życie. Rodzinne porachunki, piętrzące się zdrady i zakłamanie powodują, że klan Westonów to tonące we własnym bagnie robaki. Każdy z nich nie potrafi sam żyć i zatruwa życie najbliższym.

Stary wielki dom jest dla ojca (Aleksander Bednarz) - alkoholika, niespełnionego literata, miłośnika Eliota - rodzajem izolatki z poza-klejanymi oknami, a dla jego żony (świetna Barbara Marszałek), chorej na raka lekomanki - przestrzeń do psychicznych rozgrywek. Podła i szczera do bólu zwłaszcza córki traktuje jak worek treningowy. Nagłe zniknięcie męża staje się okazją, by się z nimi spotkać i wylać jad, wspólnie rozgrzebać stare rany, obnażyć słabości, wypominać błędy i porażki - a tych każda ma na swoim koncie sporo.

Najstarsza z córek i najbardziej pewna siebie Barbara (Ewa Audykowska-Wiśniewska) do tej pory życie miała pod kontrolą, ale mąż zaczął ją zdradzać ze swoją studentką, córka przeżywa bunt - dlatego bohaterka nie potrafi już mówić spokojnym tonem, nerwowo chodzi po domu, a najmniejsza drobnostka wyprowadza ją z równowagi. Młoda, nieco przygaszona Ivy (Monika Badowska) tkwi w kazirodczym związku, do którego nie potrafi przyznać się matce, a Karen (Urszula Gryczewska) zamierza być czwartą żoną cynicznego cwaniaczka kobieciarza, byleby uciec stąd jak najdalej, byleby gdzieś znaleźć akceptację, namiastkę rodzinnego ciepła. Portrety tych kobiet dopełniają postaci niepełnosprawnej służącej (znakomita Matylda Paszczenko), obserwującej rozwój wypadków, której bezradne gesty i mimika stają się komentarzem akcji, oraz siostry pani domu Mattie (Bogusława Pawelec), która też nie grzeszy dobrodusznością. Urbański (także autor scenografii) znakomicie gra przestrzenią na kameralnej scenie Jaracza - gniazdo inteligentów, po bokach regały z książkami, kozetki, kanapy, stylowe lampy, mnóstwo szklanych drzwi i antresola, na której dzieje się część akcji. Przytulnie, a jednak gra świateł sprawia, że w powietrzu wisi niepokój, a atmosfera z każdą minutą gęstnieje coraz bardziej. Znakomita jest kulminacyjna scena spektaklu - wszyscy przy nakrytym białym obrusem stole zasiądą do obiadu, zaczynają jeść mięso, sałatki i pić wino, by za chwilę znów zaczęło się piekło. Kilka luźno rzuconych haseł staje się asumptem do kolejnej wszczętej przez matkę kłótni i wyciągania rodzinnych brudów. A widzowie czują się jak zażenowani podglądacze siedzący za oknem.

Reżyser postawił na brutalny realizm - bez umowności, metafor i symboli. W jego spektaklu nie ma miejsca na błahe rozmowy, niepotrzebne gesty, nic nieznaczące spojrzenia. Prosto i dobitnie zagląda pod podszewkę zdarzeń, a to, co widzi, wzbudza odrazę. Dlatego nikogo nie oszczędza, dla nikogo nie znajduje pocieszenia. I jasno stawia tezę - od przeszłości nie sposób uciec, nie można jej ominąć, zakopać. A problemy psychiczne są jak trucizna przekazywana kolejnym pokoleniom. Okrutne i przerażające przedstawienie.

Agnieszka Michalak
Dziennik Gazeta Prawna
18 czerwca 2011

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...