Izrael jest za ciasny nawet dla utalentowanych tancerzy

Oded Graf i Yossi Berg na festiwalu w Bytomiu

Czego wy właściwie od nas, mężczyzn, chcecie? - pytali w swoim spektaklu pokazanym w czwartek w Bytomiu Oded Graf i Yossi Berg. To wyjątkowy izraelski duet choreografów, którego sceną jest cały świat .

Sztuka tańca współczesnego w Izraelu rozwija się niezwykle dynamicznie. Prestiżowe międzynarodowe festiwale nie odbywają się bez obecności takich zespołów, jak Batsheva, The Bat-Dor, Kibbutz Contemporary czy Noa Dar. Niezależnym choreografom - takim jak Graf i Berg - wcale nie jest jednak przez to łatwiej. - Pomijając wszystkie pozytywne aspekty twórczej pracy, jeśli nie jesteś dyrektorem dużego zespołu, to niełatwo być niezależnym choreografem w Izraelu. Nie ma wystarczających pieniędzy, nie ma wystarczającej publiczności, a jest za to dużo świetnych choreografów i tancerzy. Jest ciasno - przyznaje Graf. 

Duet Berg & Graf ma to szczęście, że dzieli pracę między Tel Awiw a resztę świata, spędzając czas w nieustannej podróży. W roku 2008 otrzymali stypendium w ramach programów A.I.R. (Artists In Residence) Movement Research w Nowym Jorku i Artist Village w Tajpej. W najbliższym czasie ich występy można będzie zobaczyć w Tanzplan w Dreźnie oraz w teatrze Dansescenen w Kopenhadze. 

Praca poza Izraelem daje im jeszcze jedno: poczucie bezpieczeństwa. - Mój dom w Tel Awiwie jest usytuowany na ulicy, gdzie zdarzało się, że równocześnie wybuchały bomby na obydwu jej krańcach. Kiedy wychodzę tylko do sklepu, wciąż intensywnie myślę, że teraz powinienem iść inną ulicą, ciągle przyspieszam, wiedząc, że lepiej iść szybko - mówi Berg, który przyznaje jednak, że w Europie zdarza mu się, że spotyka się z wrogim nastawieniem ze względu na to, kim jest. 

Dla Grafa ciągły niepokój bywa mobilizujący. - Tempo życia może być elementem inspirującym do kreacji, czymś bardzo żywotnym, pełnym energii. Skoro jutro wszystko może się skończyć, trzeba jak najlepiej wykorzystać dzień. Z drugiej strony, gdy jesteśmy w Nowym Jorku czy Berlinie, choć to duże miasta, odczuwam spokój i ciszę - mówi. 

Dwóch choreografów w jednej sali to trudna sytuacja, dlatego gdy tworzą razem, nie uznają demokracji. Nie obywa się bez kłótni, ale z upływem lat zdarzają się one coraz rzadziej. - Przyznaję, czasem bez żadnych negocjacji mówię "nie". Innym razem odpuszczam i poddaję się temu, co proponuje Oded. Nigdy jednak nie wchodzimy razem do studia bez wcześniej ustalonego planu, wiemy, do czego dążymy i na sali pracujemy nad tym, co zostało ustalone - mówi Berg. 

Na Międzynarodowej Konferencji Tańca w Bytomiu duet pokazał swoją najnowszą pracę, która zaledwie kilka tygodni temu powstała w salach Semperoper Ballet w Dreźnie. W krótkim czasie Berg i Graff stworzyli imponującą choreografię na męski kwartet, zapraszając do współpracy Rumuna Sergiu Matisa i Francuza Thomasa Michaux. Psychoanalitycy w poprzednim stuleciu prześcigali się w wymyślaniu kolejnych kompleksów, nie przewidzieli jednak sytuacji, kiedy to mężczyźni będą odczuwać kulturowy kompleks mężczyzny, a różnice między płcią biologiczną a płcią społeczną doczekają się intensywnych studiów gender. Berg i Graf w "4 Men, Alice, Bach and the Deer" bawią się stereotypami na temat mężczyzn, szukając nowej definicji przywódcy, myśliwego, wojownika, a równocześnie wrażliwego dżentelmena i czułego partnera. Zostawiają publiczność z przewrotnym pytaniem: czego właściwie od nas, mężczyzn, chcecie? Nad teatralną sferą projektu czuwała kobieta, Carmen Mehnert, z którą męski kwartet prowadził walkę płci w Dreźnie. W czwartkowego wieczór wygrał jednak taniec i imponujące płynne sekwencje ruchów, które zaprojektowali Berg i Graf. 

To już ostatnie spektakle na bytomskiej Konferencji Tańca. W sobotę wieczorem polsko-brytyjski projekt "Happy" z choreografią Nigela Charnocka. Początek o godz. 19 w siedzibie Śląskiego Teatru Tańca.

Aleksandra Czapla-Oslislo
Gazeta Wyborcza Katowice
13 lipca 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia