Jak się chce, to się chyba da

Rozmowa z Gabrielem Gietzky'm

Realizuję tu rzeczy, które są zauważane w całej Polsce. Jeśli nikt nie będzie mi przeszkadzał to jest szansa, że Teatr może osiągać coraz lepsze wyniki, ale jeżeli okaże się, że w dłuższej perspektywie władz to nie interesuje, mnie też być może przestanie to interesować. Nie będę sobie pruł żył, ani upuszczał krwi w duchowej próżni. Nie chcę być niegrzeczny, ale albo ten Teatr jest komuś potrzebny albo nie jest. Powinniśmy traktować się poważnie ponieważ my – ludzie teatru, wbrew pozorom wykonujemy naszą pracę serio, ale jeśli urzędnicy nie chcą tego zauważyć, to niech powieszą kłódkę i Teatr Dormana z pełną odpowiedzialnością zamkną. Po co coś udawać?

Z dyrektorem Teatru Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie Gabrielem Gietzky'm rozmawia Ryszard Klimczak.

Ryszard Klimczak: Sezon 2014/2015 skończył się niby optymistycznie, jednak z punktu widzenia Teatru chyba nie bardzo. Urzędnicy lawirują, wymyślają nowe sformułowania jakby tu zakończyć dyskusję czymś, co nie przyniesie żadnych konsekwencji finansowych itd. Proszę powiedzieć w jakim stanie, relacji zakończył się poprzedni sezon dla teatru?

Gabriel Gietzky: Finał był dość niepewny, ale ostatecznie zakończył się optymistycznie ponieważ uchwalono korektę budżetu, w której przywrócono nam tę odebraną wcześniej część dotacji. W związku z tym, że uchwała została podjęta nie tylko przez Zarząd Powiatu ale całą Radę, zaistniała wiarygodna gwarancja otrzymania tych pieniędzy. Na razie zgodnie z przygotowanym przez nas harmonogramem finansowym, pieniądze rzeczywiście bardzo regularnie oraz skrupulatnie spływają i mam nadzieję, że nic już tego nie zmieni.
Jako Teatr, w drugiej połowie roku zakładaliśmy w związku z tym, że sprawa jest zakończona, ale po moim powrocie z urlopu okazało się, że Starostwo, oczywiście zgodnie z formalnymi procedurami, odwołało się od decyzji Wojewody do Sądu Administracyjnego. Na tę chwilę, ja sprawę uważam za zakończoną na tym etapie, reszta już należy do sądu. Nie leży to ani w mojej gestii, ani Starostwa czy Prezydenta, lecz wyłącznie Sądu Administracyjnego w Gliwicach i później prawdopodobnie, w zależności od wyroku, pewnie jeszcze Najwyższego Sądu Administracyjnego. Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Natomiast w zależności od wyroku ostatecznego będzie być może trzeba wrócić, bądź nie; do tej umowy, o którą cała awantura ze strony Starostwa się zaczęła.

Starostwo zaskarżyło decyzję Wojewody?

Zostało zaskarżone anulowanie przez Wojewodę decyzji Starostwa o wypowiedzeniu umowy. Kiedy Wojewoda wycofał decyzję, urzędnicy Starostwa zaskarżyli właśnie ten akt wycofania. Mnie się wydaje, że ze względów proceduralnych nie ma takiej opcji, aby rozsądny sąd uchylił decyzję Wojewody, ale nikt tak naprawdę jeszcze tego nie wie. Nie wiadomo też co się stanie i jak sprawa będzie wyglądać w Najwyższym Sądzie Administracyjnym jeśli ponownie urzędnicy będą się odwoływać.
Natomiast w związku z tym, że pozyskaliśmy dość dużo środków finansowych z grantów, staramy się teraz przede wszystkim skupić na pracy artystycznej. Od września wskoczyliśmy na bardzo wysokie obroty. Między innymi zaczął się we wrześniu i właśnie zakończył projekt warsztatowy finansowany przez Narodowe Centrum Kultury – „Teatr w obiektywie" w ramach Kultury Dostępnej. Były to warsztaty teatralno-plastyczno-fotograficzno-filmowe, które zakończyły się wystawą i wydawnictwem. Uczestniczyli w nich mieszkańcy Domu Dziecka w Sarnowie, podopieczni Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej czyli dzieciaki z potencjalnie wykluczających środowisk. Zaangażowaliśmy również studentów Będzińskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku czyli osoby 60+, a także gimnazjalistów. Jestem niezmiernie zadowolony z efektów całości warsztatów. Powiódł się ich podstawowy sens integracyjny i „antywykluczeniowy". Dzieciaki i dojrzalsi mieli okazję lepić maski w naszej pracowni plastycznej, brali udział w zajęciach aktorskich, fotografowali próby, cały teatr, siebie wzajemnie, a nawet zabłąkali się do naszych magazynów. Ideą zdarzenia było zapoznanie uczestników z ogólnie pojętą kulturą teatralną, czyli co w teatrze może się wydarzyć, a jak wiemy tu wydarzyć się może praktycznie wszystko. Całość konstytuowała świadomość uczestnictwa w kulturze i tworzenia kultury na poziomie lokalnym. Bycia uczestnikiem kultury w sensie korzystania, a także uczestnikiem jako twórcy kultury. Zauważyłem, że pośród „warsztatowiczów", największą radość mieli ze spotkań studenci Będzińskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Nie ukrywam, że jakiś przyszły projekt będę chciał skierować właśnie do tej grupy bo widzę, że dla nich jest to największa frajda. Są niezwykle zaangażowani i aktywni. To duży potencjał. I myślę właśnie, że będziemy próbowali znaleźć środki finansowe na jakieś przyszłe działania dla seniorów.

Kto wam pomaga w organizacji tego projektu?

Zajęcia aktorskie prowadzili: pan Adam Kwapisz, nasz aktor, a plastyczne pani Jolanta Markowska, szefowa pracowni plastycznej TDZ. Natomiast w perspektywie fotograficzno-filmowej z ramienia Zespołu Szkół Plastycznych im. Tadeusza Kantora pomagali nam pani Adriana Pohl-Gasidło i pan Marcin Korek. Dodatkowo wsparcia udzielali nam także uczniowie ZSP z Dąbrowy Górniczej.
Dostaliśmy również, z czego się bardzo cieszę, dofinansowanie z Instytutu Teatralnego w Konkursie im. Jana Dormana. To taki dwuetapowy projekt zakładający stworzenie spektaklu oraz jego eksploatację w miejscach z ograniczonym dostępem do kultury. Czyli my produkujemy spektakl w teatrze, a potem będziemy jeździć do różnych placówek z ograniczonym dostępem do kultury. Chyba lepiej być nie może gdyż projekt ma nazwę: Konkurs im. Jana Dormana, a my realizujemy spektakl w Teatrze im. Jana Dormana i dodatkowo przedstawimy w ramach tego prapremierę tekstu Jana Dormana. Spektakl zobaczyć będzie można od 19 grudnia. Będzie to prapremiera tekstu, którego Dorman nigdy nie zdołał zrealizować, a jest on naprawdę intrygujący i reformatorski. Udało mi się go pozyskać dzięki uprzejmości córki Jana Dormana, pani Iwony Dowsilas. Jesteśmy w dość dobrych relacjach i planujemy różne wspólne projekty. Troszkę też przy tej okazji moją zasługą jest fakt, że wreszcie Archiwum Jana Dormana zostanie zdigitalizowane. Dzięki mojemu pośrednictwu Archiwum zostało przewiezione do Instytutu Teatralnego i tam wykwalifikowane siły muzealne zajmą się jego pełną archiwizacją cyfrową. Ja sobie zarezerwowałem jedynie ten przywilej, że Archiwum będzie linkowane za pośrednictwem strony internetowej Teatru Dormana. Materiały, które przechowywane były dotychczas przez panią Iwonę, trafią do profesjonalistów, którzy rzeczywiście mając sprzęt najwyższej klasy będą mogli się nim zająć. Za jakiś czas każdy, kto będzie chciał zapoznać się z teatrem Jana Dormana, za pomocą kilku kliknięć będzie miał w sieci dostęp do całej jego spuścizny. Stało się to możliwe dzięki uprzejmości Instytutu, który zorganizował też całą logistykę przeniesienia tych materiałów. I tutaj muszę podziękować dyrektorce Instytutu Teatralnego, Dorocie Buchwald, która zaangażowała się w ten projekt, m. in. przyjechała osobiście przejrzeć materiały, bo jak się okazało jest to ogrom różnorodnych artefaktów, zdjęć, przedmiotów, tekstów, sklejek, artykułów etc. Pomogła też zorganizować i zrealizować całą procedurę ich przeniesienia oraz wygospodarowała środki na cały proces archiwizacji. Mam nadzieję, że wszystko to dość szybko zostanie wykonane i będziemy mogli już wkrótce udostępnić całość za pośrednictwem naszej stronie internetowej.
Robimy teraz również nasz wewnętrzny rebranding ponieważ przygotowujemy się już do obchodów 70-lecia. W grudniu, wspomnianą wyżej premierą rozpoczniemy właśnie rok jubileuszowy. Mamy zaplanowany bardzo intrygujący program. Teoretycznie jubileusz wypada 21 grudnia tego roku, ale ze względu na wszystkie perturbacje ostatnich miesięcy nie było czasu się tym zająć. Tak naprawdę wymyśliłem, że Rok Jubileuszowy zaczniemy premierą „O talerzu Nierozbitku" i za rok skończymy również kolejną prapremierą tekstu Jana Dormana - „Nieudałek". Cały pomysł Roku Jubileuszowego będzie się skupiał wyłącznie wokół prapremier, jest w tym programie kilka niezwykłych moim zdaniem zdarzeń, ale tymczasem nie będę ich zdradzał.

Otrzymaliście także inne środki?

Dostaliśmy przede wszystkim środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z których realizujemy trzy premiery, w tym dwie to właściwie są prapremiery. Jedna miała miejsce w sobotę 17 października – „Hopla! Jesień, zima, wiosna" na Baby Scenie z inspiracji „Czterema porami roku" Antonio Vivaldiego, dla najmłodszych naszych widzów w reżyserii Tomasza Kowalskiego. To szalenie atrakcyjny, autorski spektakl, gdzie dzieciaki z Vivaldim uczą się rozpoznawać pory roku. Następnie, 7 listopada odbyła się premiera „Najdzielniejszego z rycerzy", opery Krzysztofa Pendereckiego i Marka Stachowskiego. Rzecz już nie nowa, ale równie wspaniała, z genialną muzyką oraz liberettem Ewy Szelburg-Zarembiny. Reżyserował Michał Chorosiński, scenografię zrobiła Justyna Łagowska z Katarzyną Jeznach. Dyryguje Przemysłąw Fiugajski z Warszawskiej Opery Kameralnej. Wydaje mi się, że jest to niezwykle ciekawa rzecz. 28 listopada mieliśmy premierę „Kop-ciuszka...". To jest także prapremiera z muzyką Stanisława Rzepieli, studenta Akademii Muzycznej w Krakowie – debiutanta. Ruchy sceniczne wykreował i reżyserował zarazem Witek Jurewicz, którego zaprosiłem do współpracy ponieważ bardzo chciałem, żeby to było przedstawienie – nie chciałbym powiedzieć taneczne, bo takie nie będzie – ale „ruchliwe". Jeszcze wcześniej bo 19 listopada, dokładnie w 250 rocznicę inauguracji Teatru Narodowego mieliśmy premierę jeszcze jednego projektu około-teatralnego, a mianowicie „Lęków współczesności w świecie dziecka". To cykl spektakli tworzony również przy wsparciu Instytutu Teatralnego i skierowany do troszkę starszych dzieciaków – końcówka podstawówki, gimnazjum oraz początek szkoły średniej, ale głównie gimnazjum. Zrealizowaliśmy w jego ramach trzy małe jednoaktówki stworzone we współpracy z Uniwersytetem Humanistycznospołecznym - Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej, pod auspicjami dr Katarzyny Popiołek oraz z jej pracowników, które poruszają problemy młodzieży. Zajmujemy się w nich w teatralnej formie tematami obecności alkoholu, narkotyków i agresji w środowisku szkolnym, czy rodzinno-szkolnym. Trzy jednoaktówki, trzech reżyserów, trzy teksty. Oficjalna premiera odbyła się na Będzińskich Spotkaniach Teatralnych. Zagraliśmy również taki pilotażowy cykl w gimnazjach i sądząc z reakcji zakładam, że cały przyszły rok będziemy te przedstawienia eksploatować w szkołach. Mam nadzieję, że projekt jest atrakcyjny i będziemy go w przyszłości kontynuować.
No i ostatnia w tym roku prapremiera – już o niej wspominałem – odbędzie się 19 grudnia. „O talerzu Nierozbitku", eksperymentalny tekst Dormana z przepiękną anegdotą; moim zdaniem, niezwykle współczesną. Inspiracją do tej sztuki był pewien duński zwyczaj, gdzie w publicznych miejscach przy okazji targów, jarmarków stawiano budy, w których można było kupić rzut kamieniem do talerza. To służyło swego rodzaju społecznej kanalizacji agresywnych zachowań. Ludzie kupowali po kamyku i rozbijali talerze. Dorman napisał z inspiracji tym zwyczajem dwie sztuki. W jednej z nich głównym bohaterem zostaje talerz, który się nie rozbił nazwany Nierozbitkiem. Narracja tego tekstu jest niezwykle symboliczna, ponadto to głęboko psychologiczna oraz socjalizująca opowieść. W skrócie ów Nierozbitek zbiera rozbite talerze, skleja je i tworzy z nich grupę posklejanych talerzy stających po stronie poniżonego bohatera. Błyskotliwa i inteligentna historia zawiera w sobie zaskakującą pointę. Opowiada metaforycznie o tym, że w momencie kiedy życie dziecka ulegnie rozbiciu na przykład w związku z rozwodem rodziców, złymi ocenami czy innymi wypadkami, które w odczuciu tego dzieciaka stają się katastrofami, to i tak można to posklejać, naprawić, nie jest to fakt ostateczny. Bardzo głęboka i zarazem prosta metafora została zawarta przez Dormana w tym tekście poprzez rozładowanie całego zdarzenia, którego nie będę zdradzał. Chciałbym, żeby przede wszystkim siła tego konstruktywnego przekazu dotarła do dzieciaków. Tym bardziej, że zawiera ona w sobie oraz opowiada się poprzez elementy zabawy i gry. Będziemy się bawić z dzieciakami w budowanie teatru, kleić rozbite talerze, urządzać zawody. W placówkach, do których pojedziemy mamy zaplanowane rozgrywki w trakcie spektaklu. Sądzę, że będzie sporo atrakcji. I drugi tekst, niejako w tym cyklu, który napisał Dorman, chciałbym wystawić na zakończenie Roku Jubileuszowego. Byłaby to swoista klamra. Tekst nazywa się „Nieudałek". Powstał z tej samej inspiracji, tylko opowiada historię z drugiej perspektywy. W tej pierwszej historii chłopiec rzuca w talerz, nie rozbija go i osią dramaturgiczną niejako zostaje Talerz Nierozbitek. W drugiej części opowiadana jest historia właśnie tego chłopca, którego ludzie nazywają Nieudałkiem, ponieważ nie udało mu się rozbić talerza Nierozbitka. Dorman napisał dwa bardzo inteligentne, dojrzałe i ponadczasowe teksty. Zostały napisane na różnych etapach jego życia i nie zdążył ich z różnych powodów zrealizować. Przymierzał się do jednego z nich, ale nie doszło do realizacji w związku z pewnymi tragicznymi okolicznościami, przy drugim, we Wrocławiu w 1981 roku także wystąpiły jakieś komplikacje i również z premiery nic nie wyszło. W 70 rocznicę istnienia tego Teatru sądzę, że warto było by je zrealizować.
Ogólnie cały jubileusz będzie jubileuszem prapremier. Będziemy przez ten rok realizować tylko i wyłącznie teksty prapremierowe. I jest pośród nich trzeci projekt, który chciałbym zrealizować w ramach obchodów. Przy czym sądzę, że jest to nie lada niespodzianka. Jest jeden tekst, który planujemy zrealizować, z zagranicznej, wielkiej, światowej literatury dramatycznej, tłumaczony w tej chwili na język polski, a który nigdy nie został w Polsce wystawiony.

Kiedy poznamy ten tytuł?

Najpierw chcę uczcić końcówkę tego roku i początek obchodów 70 - lecia. Może 19 grudnia na premierze „Talerza Nierozbitka" ogłosimy pełny plan Roku Jubileuszowego i wtedy będę musiał się już przyznać czym będzie ta dramaturgiczna niespodzianka. Mam nadzieję, że nikt mi tego pomysłu nie zdąży „ukraść".
Z tego co mogę wstępnie zdradzić to m. in. prapremiera „Miłka Opiłka" w ramach Teatralnej Lokomotywy Dormana. To jest projekt małych przedstawień edukacyjnych dla najmłodszych dzieci. W tym roku zrobiliśmy już „Duszka Śmieciuszka", spektakl ekologiczny podejmujący temat odpowiedzialności za środowisko. Recepcja jego okazała się bardzo dobra pomimo moich obaw. Szykujemy też premierę debiutancką inspirowaną osobą, metodą oraz tekstami Jana Dormana, do której chcemy zaangażować wyłącznie debiutujących twórców, którzy zrealizowaliby cały projekt praktycznie od zera czyli debiutujący autor tekstu, reżyser, scenograf, kompozytor itd. Chcemy połączyć to z „dormanowskim konkursem dramaturgicznym" - będzie się to nazywało „Debiut u Dormana"
Jestem przekonany, że nasze projekty i pomysły coraz częściej się zauważa i docenia. Są one ważne z perspektywy artystycznej i edukacyjnej, rozwijają i integrują środowisko lokalne, budują dialog i rolę Teatru w Będzinie. Dowodem na to są sukcesy „Teatru w obiektywie", „Teatralnej Lokomotywy Dormana", czy „Lęków współczesności w świecie dziecka".
Sporo satysfakcji sprawiła mi też ostatnio – „Metropolitalna Noc Teatrów" w ramach, której można było u nas w teatrze jako w jedynej placówce, rzeczywiście spędzić całą noc – nocować. Było ogromne zainteresowanie tym wydarzeniem, musieliśmy odmówić wielu chętnym ze względu na ograniczoną ilość miejsc. Były warsztaty, zajęcia aktorskie, robienie lalek, pisanie i odgrywanie scen, słowem pełna zabawa w teatr. Uczestnicy zaczęli około godziny szesnastej, a skończyli premierą, około trzeciej nad ranem.

Jaki to był przedział wiekowy?

Głównie gimnazjaliści, choć nie tylko. Była także młodsza młodzież, starsza i ta najstarsza. I chyba świetnie się bawili bo nie bardzo chcieli wychodzić z teatru, pytając kiedy będzie następny „nocleg w teatrze". Zastanawiam się, czy cyklicznie nie zrobić takiego nocowania w teatrze jako powtarzalnej zabawy.

Kiedy pana zdaniem powinny się rozstrzygnąć te sprawy w Sądzie Administracyjnym, żeby Teatr mógł już normalnie funkcjonować bez jakiś specjalnych stresów?

Tego nie wie nikt. Próbowałem zasięgnąć języka, ale nic nie wiadomo. To może być już niedługo, a równie dobrze może to być za trzy lata.

I do tego czasu nie dostaniecie pieniędzy?

Tego właśnie nie wiedziałem do niedawna. Złożyłem plany na przyszły rok do obydwu jednostek organizacyjnych, czyli do Starostwa i do Urzędu Miasta. Niedawno otrzymałem odpowiedź, jakie pieniądze obydwie jednostki przeznaczają na Teatr. Zgodnie ze zobowiązaniami obydwu stron, będzie nie mniej środków niż w poprzednich latach na realizację zadań. W związku z tym, czy sprawa jest w sądzie czy nie, schodzi na dalszy plan i nie ma na dzień dzisiejszy większego znaczenia.

A co może być? Jakie są możliwe warianty w takiej sytuacji jak Teatr nie dostanie pieniędzy?

Zakładam, że nie ma takiej opcji. Realizuję tu rzeczy, które są zauważane w całej Polsce. Jeśli nikt nie będzie mi przeszkadzał to jest szansa, że Teatr może osiągać coraz lepsze wyniki, ale jeżeli okaże się, że w dłuższej perspektywie władz to nie interesuje, mnie też być może przestanie to interesować. Nie będę sobie pruł żył, ani upuszczał krwi w duchowej próżni. Nie chcę być niegrzeczny, ale albo ten Teatr jest komuś potrzebny albo nie jest. Powinniśmy traktować się poważnie ponieważ my - ludzie teatru - wbrew pozorom wykonujemy naszą pracę serio, ale jeśli urzędnicy nie chcą tego zauważyć, to niech powieszą kłódkę i Teatr Dormana z pełną odpowiedzialnością zamkną. Po co coś udawać? Sądzę, że jeśli ktoś odwiedza nasz teatr, to widzi pozytywne zmiany, na różnych polach. W przestrzeni artystycznej, organizacyjnej, estetycznej itp, itd. Przedstawiłem ponadto sposoby jak sprawić aby ten Teatr był sensownie finansowany, żeby był dofinansowany, bez jakiegoś spektakularnego zwiększania budżetu, natomiast z jego racjonalizacją. Są procedury, wystarczy z nich skorzystać.

Projekt „dormanowski" kiedy się skończy?

Próby zaczęliśmy po 7 listopada, premiera jest 19 grudnia, a całość zakończy się do czerwca przyszłego roku.

Jest już plan objazdu?

W tej chwili nad tym pracujemy.

Będzie to sam Śląsk czy coś więcej?

Zobaczymy. Ja w założeniach projektowych chciałem z całego regionu objechać wszystkie te jednostki, które do nas nie przyjeżdżają z różnych powodów. Dostałem takie zgłoszenia z wielu ośrodków, że nie przyjeżdżają do nas ponieważ albo są to za małe grupy, albo ich najzwyczajniej na to nie stać. To są jakieś małe wiejskie szkoły, ośrodki itp. Więc to jest specjalnie do nich skierowana oferta.
Teraz jeszcze domykamy ostatnie szczegóły realizacji z Instytutem, zakresy, strukturę wydatków itd. Cieszę się, że Instytut dostrzegł walory projektu – konkurs Dormana, teatr Dormana i tekst Dormana.

Czy obecnie reżyseruje pan coś w teatrze?

Właśnie realizuję spektakl „O talerzu Nierozbitku".

Da pan radę?

Muszę. Sądzę, że dyrektor powinien wyreżyserować chociaż jeden spektakl w roku w prowadzonym przez siebie teatrze w imię konsolidacji zespołu i nadawania mu pewnego jednorodnego kierunku artystycznego. Przyznaję, że jestem zwolennikiem, że powinni być reżyserzy na etatach, albo jakiś jeden reżyser, który przynajmniej raz w roku regularnie współpracuje z zespołem a także stale z dyrektorem teatru. Wiem, że to jest niepopularna opinia w dzisiejszych czasach. Przy założeniu, że teatr pracuje normalnie, dając sześć, siedem premier w roku, kiedy dyrektor dobiera sobie jednego reżysera i każdy z nich realizuje przedstawienie chociaż raz na rok. Następuje wówczas coś takiego jak ukierunkowanie teatru. Wtedy teatr ma szanse uzyskać jasny, klarowny wizerunek. Kiedy dyrektor jest niereżyserujący, powinien być jakiś jeden stale współpracujący reżyser. Wiadomo, że on dobiera swoich współpracowników, tworzy program w pewnym nurcie i nadaje mu określonego ducha.

Załoga też wtedy czuje, że dyrektor wie, o co chodzi.

Tak.

Proszę jeszcze opowiedzieć o odświeżaniu teatru.

Przygotowujemy się na rebranding, w którego trakcie właśnie jesteśmy. Czyli nowa strona, logo, cała identyfikacja wizualna. Chciałbym, żeby to było gotowe na grudzień, choć nie jestem pewien, czy zdążymy. Już trochę wcześniej zmienialiśmy np. nasze plakaty ale teraz chcemy iść z tym jeszcze dalej, komplementarnie i całościowo.
Zrobiliśmy też trochę remontu, wymalowaliśmy foyer, wyremontowaliśmy salę prób, zaplecze sceny, pracownie plastyczną i krawiecką, część biur. Udało się doposażyć zaplecze techniczne, oraz wykonać i zakupić dużo takich drobnych, ale bardzo potrzebnych rzeczy. Było to możliwe trochę dzięki sponsorom, trochę dzięki wsparciu tzw. ludzi dobrej woli i Urzędowi Marszałkowskiemu w Katowicach. Oczywiście to nie jest jeszcze wszystko, ale to już jest sporo.

Pozornie wygląda to tak, że dyrektor obraca się wokół kłopotów materialnych, bytowych, walki z urzędami, a okazuje się, że robi znacznie więcej niż się oczekiwało, nie tylko dla repertuaru, ale i ogólnego jego funkcjonowania.

Jak się chce, to się chyba da. Mam nadzieję, że uda się zrobić jeszcze więcej.

Życzę sił, aby mógł pan zrealizować wszystko, co zaplanował. Szansa jest. Determinacja jest. Żeby tylko było jak najmniej przeszkód.

 Gabriel Gietzky - aktor teatralny i telewizyjny, reżyser teatralny, scenarzysta, dyrektor teatru.
Ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie (wydziały zamiejscowe we Wrocławiu). Pracował w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, gdzie zagrał główne role w ponad 20 przedstawieniach. W roku akademickim 2000-2001 był stypendystą Wydziału Reżyserii DAMU w Pradze. W roku 2004 z wyróżnieniem ukończył studia na Wydziale Reżyserii Dramatu w Akademii Teatralnej w Warszawie. Od 2 września 2014 - dyrektor naczelny i artystyczny w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie.

Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
16 grudnia 2015
Portrety
Gabriel Gietzky

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...