Jak świat światem dzieci nie chcą się uczyć

Rozmowa z Dorotą Ignatjew

Młodzież jest super. Młodzi ludzie czują, co jest pod skórą. Oni nie politykują, co im się opłaca, a co nie. Jak będziemy podchodzić z uwagą do dzieci oddadzą to, co najlepsze. Jeżeli będziemy mieli w sobie jakąś negację, to oddadzą nam w dwójnasób, bo są nieprzewidywalne w swoich emocjach i jeszcze nad nimi nie panują. Myślę, że „Sposób na Alcybiadesa" może im się spodobać.

Z Dorotą Ignatjew, dyrektorką naczelną Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie, rozmawia Magdalena Mąka z Dziennika Teatralnego.

Magdalena Mąka: Zdążyła się już pani w Lublinie zadomowić, zżyć z tutejszym środowiskiem czy ten proces jeszcze trwa?

Dorota Ignatjew: W Lublinie mieszka mi się bardzo dobrze, pracuje też.

„Sposób na Alcybiadesa" to powieść z początku lat 60-tych, nie obawiała się pani, że tekst stracił wiele na aktualności?

Nie, bo jak świat światem to dzieci nie chcą się uczyć i robią wszystko, by tego nie robić. Oczywiście adaptacja Piotra Rowickiego nawiązuje do współczesności, akcja została przeniesiona na tutejsze tereny. Rzecz dzieje w Lublinie w jednej ze szkół, którą odwiedza wycieczka z Łęcznej.

Mimo zmian formalnych, pozostaje jeszcze zagadnienie problematyki. Współczesna szkoła zupełnie nie przypomina tej sprzed kilkudziesięciu lat.

Oczywiście zmienił się styl prowadzenia lekcji, ale problem uczenia się pozostał. To, co ja zauważyłam obserwując głównie własne dzieci, to że albo interesują się przedmiotem sami z siebie albo podążają za nim, gdy nauczyciel jest ciekawym człowiekiem-osobowością. Poza tym młodzież jest bardzo czuła na fałsz i ma swoją sprawiedliwość. Myślę tutaj także o ocenach. Po latach zazwyczaj pamięta się głównie tych, którzy dawali nam „wciry".

Zdarza się to jednak coraz rzadziej. Obserwuję, że nauczyciele stają się stosunkowo obojętni i mało zaangażowani w relację z uczniami.

Wszystko zależy od człowieka, bo spotykamy się nie tylko z wiedzą ale także z człowiekiem. Czy będzie on autorytetem czy nie, to pokaże życie. Jeden chce nauczyć i zainteresować, inny tylko przekazać wiedzę. Kiedyś mieliśmy elitę nauczycielską, nietuzinkowe osobowości, to byli profesorowie z prawdziwego zdarzenia, którzy nie pracowali w szkole przypadkowo. Dzisiaj różnie z tym bywa. Dawniej liceum to była szkoła, która uczyła wiedzy ogólnej, po niej człowiek mógł w zasadzie zdawać wszędzie, bo był ogólnie wykształcony. Dzisiaj to można przyrównać do kursu przygotowującego do zdania matury, nie ma czasu pobyć ze sobą, wyjechać na wycieczkę, bo trzeba się uczyć i już precyzować swoje zainteresowania. Tylko, że większość młodych ludzi w tym wieku jeszcze nie wie, co chciałoby robić w życiu, bo oni dopiero odkrywają siebie. Dobrze jest spotkać belfra, który jest takim przewodnikiem i wyłuskuje talenty, aby te dzieciaki w przysłowiowej ludzkiej kaszy nie zginęły. To są tacy nauczyciele z powołania i oczywiście bywają wśród nich osoby bardzo wymagające, mające swoje zasady, które pamięta się później przez lata. Ja cenię sobie takich nauczycieli z powołania, którzy kochają swój zawód, bo wtedy są dużo bardziej tolerancyjni, a dzieci są bardzo czułe na tolerancję i akceptację. Młodzi ludzie też mogą mieć gorszy dzień, co nie oznacza, że można ich traktować jak osoby „drugiej kategorii".

Miała już pani okazję współpracować z realizatorami inscenizacji, to jest z Piotrem Ratajczakiem i Piotrem Rowickim?

Tak, z Ratajczakiem znamy się od lat, od czasu do czasu nasze zawodowe drogi się splatają gdzieś w Polsce. Ponadto rozpoczynał on moją dyrekcję w Sosnowcu w „Między nami dobrze jest" Masłowskiej. Piotr z dużym powodzeniem realizował już wcześniej podobną literaturę w Olsztynie, poza tym posiada w sobie młodzieńczą energię, uczciwość i szczerość w rozmowie, sam jest też ojcem nastolatki. A jak wiadomo dzieci, zwłaszcza te teatralne czy filmowe, zazwyczaj bardzo ostro oceniają i nie owijają w bawełnę.

Do kogo jest adresowany spektakl?

Jest to spektakl rodzinny, tematycznie najbardziej korespondujący z nastolatkami, mam tu na myśli dzieci w przedziale wiekowym 13 – 16 lat. Ogólnie rzecz biorąc, mało jest propozycji teatralnych dla tej grupy wiekowej, choć różnie to bywa w skali kraju. Jedne teatry są nastawione na najmłodszą widownię tzw. „najnaje", przedszkolaki czy uczniów na poziomie edukacji wczesnoszkolnej, ale są też takie jednostki teatralne np. Wrocławski Teatr Lalek, który ma w swej ofercie spektakle dla różnych grup wiekowych. Uważam, że powinnością teatru jest posiadanie od czasu do czasu spektaklu dla każdej grupy wiekowej i to nie muszą być lektury.

Trudno jest pozyskać uwagę i zainteresowanie młodzieży?

Jeżeli jest się uczciwym, nie ściemnia się ani nie udaje się młodszych niż się jest, wówczas oni bardzo dobrze to odbierają. Mam nadzieję, że uczniowie bardzo dobrze się tu poczują, tak przynajmniej było do tej pory. Fantastyczne rezultaty przynosi cykl „lektura – work in progress". To jest projekt realizowany przez studentów reżyserii, którzy przygotowują performance w oparciu o wybrany tekst, po czym odbywają się warsztaty. Młodzi twórcy przedstawiają uczniom problemy jakie zawarte są w danym tekście, zamiast łopatologicznej prezentacji lektury. Do tej pory pojawiły się takie tytuły jak „Cierpienia młodego Wertera" czy „Przedwiośnie". Staramy się poruszyć najwrażliwsze tkanki, czyli myśl, ideę. Zarówno młodzi reżyserzy jak i uczestnicy projektu bardzo ciekawie do tego podchodzą. Najgorzej odnajdują się dorośli.

Zaangażowanie uczniów daje pani poczucie, że oni nie są tacy zepsuci, jak się powszechnie mówi?

Młodzież jest super. Młodzi ludzie czują, co jest pod skórą. Oni nie politykują, co im się opłaca, a co nie. Jak będziemy podchodzić z uwagą do dzieci oddadzą to, co najlepsze. Jeżeli będziemy mieli w sobie jakąś negację, to oddadzą nam w dwójnasób, bo są nieprzewidywalne w swoich emocjach i jeszcze nad nimi nie panują. Myślę, że „Sposób na Alcybiadesa" może im się spodobać.

Młodzież potrzebuje aktywnych form rozwijania się czy nauki. Siedzenie siedem godzin w szkolnej ławce, gdzie mogą jedynie słuchać, liczyć i notować bywa bardzo frustrujące.

Pamiętajmy, że to dorośli decydują gdzie i kiedy dzieci korzystają z oferty kulturalnej. Ponadto rodzice mają coraz mniej czasu na rozmowę. Dorośli są bardzo zabiegani za codziennością i chociaż niejednokrotnie robią to z myślą o swoich dzieciach, to jednak posiadają niewiele czasu na realny kontakt. Intensywny, półtoragodzinny warsztat, podczas którego ich się pyta, pobudza wyobraźnię i magluje, pokazuje jak wiele osób ma problem z werbalizowaniem myśli, bo żyją skrótem smsa. Potrafią się jednak bardzo otworzyć i zawsze zostawiają tu cząstkę siebie. Czasami żałuję, że ich rodzice tego nie widzą.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

___

Dorota Ignatjew - aktorka, teatralna, filmowa i radiowa, reżyserka teatralna i filmowa, dyrektor artystyczna i naczelna teatru. Urodziła się 5 października 1968 w Czarnkowie. Ukończyła Wydział Lalkarski PWST we Wrocławiu (1992) i Wydział Aktorski PWST w Krakowie (1994). W latach 1995-2003 występowała w Teatrze Polskim w Warszawie. Od roku 2003 związana z Teatrem Narodowym w Warszawie, m.in. jako asystentka dyrektora artystycznego. W latach 2011 – 2016 zastępca dyrektora d/s artystycznych Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Od roku 2016 dyrektor naczelna Teatru im. Osterwy w Lublinie.

Magdalena Mąka
Dziennik Teatralny Lublin
10 października 2017
Portrety
Dorota Ignatjew

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski