Jak widz staje się bohaterem przedstawienia

rozmowa ze Zbigniewem Lisowskim

Na scenie dwóch aktorów, a na widowni tylko cztery osoby. W Baju Pomorskim grane jest przedstawienie, w którym bierze udział także publiczność. Jest to część instalacji "Dzieci tworzą dzieło sztuki"

"Planeta zagubionych baloników" przeznaczona jest dla garstki widzów. Spektakl opowiada historię Adasia i jego taty. Wiatr porywa im baloniki, w których znajdują się marzenia, tajemnice i sekrety. Aktorzy (Edyta Łukaszewicz-Lisowska i Andrzej Korkuz) wcielają się w role pilotów i aranżują interakcje z widzami, którzy także mają swoje zadania do wykonania. Dzieci sterują kosmicznym pojazdem w czasie podróży poza ziemską atmosferę, lądują na Księżycu i planecie muzykujących wulkanów, gdzie wszystko jest truskawkowe. Przedstawienie to także przygoda dla rodziców, którzy muszą m.in. opowiedzieć o swoich marzeniach z dzieciństwa. - Ten eksperyment ma być przede wszystkim okazją do rozmowy rodzica z dzieckiem - mówi Marzenna Wiśniewska, kierownik literacki Baja. - Spektakl to także przygoda. Chcieliśmy, by wizualizacje multimedialne przybliżyły jego uczestników do wirtualnej rzeczywistości gier komputerowych.

Z nowej propozycji Baja zadowoleni są także rodzice. - To bardzo ciekawe przeżycie - mówi Piotr Wiśniewski, który na spektakl przyszedł z synem. - Granie na scenie to niesamowite wrażenie. Daje to także wiele dzieciom, które dzięki takim przedsięwzięciom otwierają się na współpracę.

Spektakl grany jest sześć razy dziennie: o godz. 11, 12, 13, 15, 16 i 17 w Baju Pomorskim przy ul. Piernikarskiej 9. Bilety kosztują 5 zł. Taką samo kwotę trzeba zapłacić za zwiedzenie instalacji "Dzieci tworzą dzieło sztuki" - przygotowało ją 29 dzieci w wieku od 7 do 10 lat. Poza przedstawieniem składa się ona z trzech "Grot wyobraźni" (powstały w foyer teatru), wystawy rysunków, poruszanej wiatrem rzeźby "Rzeka uczuć" i artystycznego placu zabaw, na którym na mieszkańców czekają przebieralnie, leżaki i piasek.

Rozmowa ze Zbigniewem Lisowskim, dyrektorem Baja

Marceli Sulecki: "Dzieci tworzą dzieło sztuki" to przedsięwzięcie artystyczne, terapeutyczne i edukacyjne. Czego może nas nauczyć sztuka?

Zbigniew Lisowski: Przede wszystkim wrażliwości, do tego jeszcze można dodać dobry smak i wyrafinowanie. Najważniejsze jednak, że rozwija wyobraźnię, która jest ważna nie tylko w życiu dzieci, ale także dorosłych. Ten projekt ma udowodnić mieszkańcom, że kultura nie musi być nudna. "Dzieci tworzą dzieło sztuki" nie jest nieciekawą wizytą w galerii, ale interaktywnym spotkaniem ze współczesnymi dziełami. Dzięki stojącym w teatrze trzem "Grotom wyobraźni" otaczają one widzów ze wszystkich stron. Dzisiejsze spotkanie człowieka ze sztuką powinno być namacalne i to chcieliśmy w Baju osiągnąć.

Fundamentem waszego projektu jest sztuka współczesna. Przeciętny Kowalski obawia się, że nie zrozumie nowoczesnych dzieł. Wy pokazaliście, że dzieci ze sztuką współczesną radzą sobie doskonale, więc diabeł wcale nie jest taki straszny.

- To także ważne przesłanie tego wydarzenia. Nie chcemy straszyć, ale przełamywać bariery. Sztuka współczesna, a w przypadku naszego projektu twórczość Joana Miró, to bardzo ważna część przedsięwzięcia. Przez nią uczyliśmy dzieci myślenia abstrakcyjnego. Stworzyliśmy z nimi unikalny alfabet znaków i wymyśliliśmy paletę barw. Przez dwa miesiące mali artyści na warsztatach poznawali tajemnice koloru, linii, przestrzeni i rzeźby. Najpierw modelowano pudełka od butów - te zajęcia przygotowywały ich do aranżacji wnętrz Baja i uruchamiały wyobraźnię. Warsztaty nie były szkolnymi wykładami, ale zabawą.

W foyer stoją trzy "Groty uczuć". Co dzieci w wieku od 7 do 10 lat mówią o miłości, radości i smutku.

- W "Grotach uczuć" czytane są listy, które przyszły do nas z całego kraju. Najmłodsi napisali w nich, jak rozumieją te uczucia. Okazało się, że ich wrażliwość odbiega od wąskiego pojmowania tych zagadnień. Mają dużą wiedzę na temat świata. Miłość jest dla nich nie tylko miłością do rodziny, ale także zwierząt, kwiatów, sportu. Ciekawe było to, że na zajęciach z rzeźby wiele dzieci tworzyło człowieka z kilku kolorów. Uważali, że tak powinno być, ponieważ miłość to spotkanie różnic.

Jest pan reżyserem jednego z elementów instalacji "Dzieci tworzą dzieło sztuki", spektaklu "Planeta zagubionych baloników". Mogą go obejrzeć tylko dwie rodziny, maksymalnie cztery, pięć osób. Takie intymne spotkanie to w teatrze rzadkość.

- Eksperymentem i przekraczaniem granic jest nie tylko przedstawienie, ale cała instalacja. Spektakl ma prowokować widzów do rozmowy, do powiedzenia własnego zdania. W inscenizacji to nie tylko bierni obserwatorzy, ale kreatorzy teatralnej rzeczywistości. W "Planecie zagubionych baloników" ważna jest nie tylko przygoda, ale odpowiedzialność. To sztuka terapeutyczna, która prowokuje rodziców i dzieci do rozmowy o marzeniach. Ma ona również umacniać rodzinne więzi.

Sztuka współczesna sprawnie koresponduje z multimediami. Baj korzysta z nich coraz częściej. W pana spektaklu też ich nie brakuje. Czy jest tak, że jeżeli sztuka ma być dla dziecka ciekawa, to musi być audiowizualna, cyfrowa i komputerowa?

- Bardzo lubię multimedia. To współczesny środek, za pomocą którego można komunikować się z widzem. Wykorzystaliśmy je w spektaklu "Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca?" według Leszka Kołakowskiego, w którym jest dużo odwołań do belgijskiego malarza Rene Magritte\'a. W przygotowywanej "Jaskółeczce" odniesiemy się do twórczości innego surrealisty Salvadora Dali. Nowoczesne media nie powinny być traktowane jako przeszkoda, ale znak naszej epoki. Trzeba iść z jej rytmem, a nawet trochę wyprzedzać czasy, w których się żyje.

Rozmawiał Marceli Sulecki
Gazeta Wyborcza Toruń
7 sierpnia 2009

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia