Jaka jest przyszłość Opery i Filharmonii Podlaskiej?

na przyszłe sukcesy trzeba będzie ciężko pracować

Budowano ją osiem lat, kosztowała ponad 220 mln zł. Ostatni weekend września minionego roku był przełomowy dla największej i najważniejszej instytucji kultury w naszym regionie. Opera i Filharmonia Podlaska rozpoczęła działalność w nowym, okazałym gmachu, wyznaczając tym samym nowy etap w historii podlaskiej kultury

Powstanie najnowocześniejszej opery po prawej stronie Wisły było niebezpiecznym i dla wielu kuriozalnym pomysłem. Kwestionowano m.in. ogromne pieniądze na tę inwestycję. I choć nowa Opera i Filharmonia Podlaska jest już faktem, wciąż wzbudza wiele kontrowersji. Dotyczą one - zdaniem niektórych obserwatorów - mało ambitnego repertuaru, kiepskiej akustyki, sposobu zarządzania placówką, a przede wszystkim jej finansowania.

Otwarcie z rozmachem

Uroczysta inauguracja Opery i Filharmonii Podlaskiej - Europejskiego Centrum Sztuki była niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń minionego roku. To jeden z pięciu unijnych tzw. wielkich projektów w kraju, którego autorem jest jeden z najwybitniejszych architektów w Polsce - Marek Budzyński. Konstrukcja budynku stworzona jest ze szkła, kamienia, betonu i stali nierdzewnej. Znajduje się w nim sala kameralna i koncertowa oraz amfiteatr. Standardowo w sali koncertowej będzie mogło zasiąść 771 osób, a z dodatkowymi miejscami na scenie 1031.

Sala koncertowa wyposażona zostanie w drugie pod względem wielkości organy w Polsce. Maszyny i ruchome ustroje akustyczne umiejscowione ponad widownią, umożliwiają dostosowanie akustyki i światła do potrzeb różnych wydarzeń kulturalnych. Salę koncertową zdobić będą specjalnie zaprojektowane rzeźby autorstwa Dominika Wdowskiego.

Budowa została współfinansowana z pieniędzy Unii Europejskiej, ministerstwa kultury i budżetu województwa podlaskiego. Na inaugurację do Białegostoku przybyły setki gości z Polski i zagranicy, przedstawiciele świata polityki, biznesu i mediów.

Gości witał marszałek Jarosław Dworzański oraz minister kultury i Bogdan Zdrojewski, odczytano również list od prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Uroczystość rozpoczęła specjalnie napisana na tę okazję przez pochodzącego z Białegostoku, wybitnego kompozytora Jerzego Maksymiuka "Fanfara na uroczystość" na chór i orkiestrę.

Na inaugurację, na pierwszy wieczór, przygotowano największą polską operę "Straszny Dwór" Stanisława Moniuszki w reżyserii dyrektora instytucji Roberto Skolmowskiego. Białostocka premiera odbyła się dokładnie w 147. rocznicę pokazania tego dzieła po raz pierwszy w Teatrze Wielkim w Warszawie. Akcja "Strasznego Dworu" została przeniesiona z Mazowsza na Podlasie. Na scenie można było zobaczyć śpiewaków i chór wcielających się w przedstawicieli mniejszości religijnych i narodowych zamieszkujących nasz region.

Drugiego dnia inauguracji odbyła się polska premiera musicalu "Korczak", również w reżyserii Roberto Skolmowskiego. "Korczak" opowiada o losach bohaterskiego doktora, który zginął ze swoimi podopiecznymi w komorze gazowej. Nie odbyło się jednak bez zakłóceń. W trakcie przedstawienia włączył się alarm przeciwpożarowy. Artyści przestali grać, a zdezorientowana publiczność zaczęła wstawać z miejsc. Okazało się, że nie ma zagrożenia, po prostu zadziałał przeczulony system przeciwpożarowy. Paniki nie było.

W tym dniu Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, w ramach trwającego Roku Korczaka, zorganizował w operze konferencję "Ku dorosłości". Jednym z ważniejszych punktów tego wydarzenia było odznaczenie Henryki Krzywonos-Strycharskiej Orderem Uśmiechu.

Inauguracja z wpadkami

Największe święto podlaskiej kultury nie obyło się bez gaf gospodarzy. Jarosław Dworzański tak zapalczywie witał gości, że o pewnej grupie zapomniał.

- W tym przywitaniu zabrakło zaproszenia dla mieszkańców Białegostoku - wytknął minister kultury Bogdan Zdrojewski.

Marszałek, dziękując ministrowi za wybawienie z kłopotów, w typowym dla siebie stylu odparł; - Kiedyś ratował pan od powodzi Wrocław, dzisiaj uratował pan moją reputację.

I, witając mieszkańców Białegostoku i regionu, dodał: Co to za otwarcie opery, jak nie ma wpadki.

Zapewne marszałek wypowiadając te ostatnie słowa, nie zdawał sobie sprawy, jakie wieszczy proroctwo. Nie tylko dlatego, że chwilę później na scenie zaliczył kolejną gafę.

- Panie ministrze, my w województwie podlaskim odchodzimy już od przecinania wstęgi. W związku z tym - podobno - ta kurtyna się podniesie, jeżeli uda nam się razem mocno uderzyć w tamto.... nie wiem, jak to się nazywa... (tłumaczka podpowiada "gong" - przyp. red). Bąk? Gong? Dobrze, niech będzie gong.

To, co ubawiło gości w operze, przez wiele tygodni było tematem numer jeden m.in. na portalach społecznościach.

Wpadki związane z inauguracją opery miały miejsce już dużo wcześniej, niż w ostatni weekend września. Dyrektor opery obiecał rodzicom dzieci grających w "Korczaku" miejsca na widowni podczas premiery musicalu. Ci więc kupili bilety. Musieli je jednak zwrócić, bo miejsca zarezerwowano dla innych gości.

Z zaproszeniami było znacznie więcej niejasności. Tuż przed inauguracją senator RP i były wiceprezydent Białegostoku odpowiedzialny m.in. za sprawy kultury Tadeusz Arłukowicz na portalu społecznościowym umieścił bardzo emocjonalny wpis: "W związku z tym, że z przyczyn osobistych nie mogę uczestniczyć w uroczystej inauguracji opery, a wykupiłem, już biletozaproszenie, zwróciłem siędo pana dyrektora z uprzejmą prośbą o udzielenie zgody, bym mógł przekazać je osobom zasłużonym, pewnie nawet bardziej niż ja, dla podlaskiej kultury, które takiego zaproszenia nie otrzymały. Dziś dowiedziałem się, że nie jest to możliwe, gdyż balkonowe miejsce mi przydzielone znajduje się wśród tak zacnych osób, że nikt inny nie jest godzien zasiadać w tak ważnym gremium... Dacie wiarę!? Cóż to jest zatem zacność według organizatorów? Funkcja, którą się, zazwyczaj

chwilowo, pełni? Czy realne dokonania? Osoba, której chciałem oddać swoje zaproszenie jest dla podlaskiej kultury dużo bardziej zasłużona niż ja, a mimo to, jak widać, niegodna uczestniczyć w inauguracji. Mniejsza o to, kto to... W mojej ocenie, to naprawdę żenujące. I tyle w temacie nomen omen "Strasznego Dworu" - pisał Tadeusz Arłukowicz.

Na kilka dni przed wielkim otwarciem Roberto Skolmowski zwolnił z pracy kilka szatniarek - mimo iż wcześniej deklarował zwiększenie etatów w instytucji.

Wielki nieobecny

Największy niesmak pozostał jednak przy kwestii wybiórczego zapraszania gości na te ważne dla podlaskich filharmoników święto. Zabrakło na nim jednego z twórców i pomysłodawców tej inwestycji. Zapewne imponujący gmach w centrum miasta nie powstałby, gdyby nie wiara, zapał i siła jednego człowieka, Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego - ówczesnego dyrektora i dyrygenta opery. Człowieka, który operę nie tylko wymarzył, ale jeszcze zdołał do tego projektu przekonać władze lokalne i centralne. A w 2004 roku entuzjastów tej inwestycji było niewielu.

- Wpływ na tę decyzję miało przekonanie, że nowa siedziba będzie pewnym skokiem cywilizacyjnym dla regionu i dla całego środowiska artystycznego. Białystok jest jednym z większych miast w kraju i nie jest żadną ekstrawagancją posiadanie jednej profesjonalnej sali, która będzie miała możliwości sceniczne zgodne ze standardami europejskimi. To był czas, kiedy Polska dołączała do Wspólnoty, czyli realna szansa na skorzystanie z funduszy europejskich. Był to czas zasypywania przepaści między Europą Zachodnią i Środkową, także na polu inwestycji związanych z kulturą - mówił we wrześniu 2012 roku Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

Repertuarowy miszmasz

Opera ma realizować wydarzenia kulturalne o bardzo zróżnicowanej skali trudności i dotyczące różnych dziedzin. Mają się tam odbywać m.in. przedsięwzięcia operowe, filharmoniczne, teatralne, a także konferencje" muzykologiczne. Roczny koszt utrzymania instytucji dyrektor Roberto Skolmowski szacuje na 25 mln zl, w następnych latach będzie to nawet 30 mln zł. Resort kultury przez trzy pierwsze lata działalności placówki dofinansuje ją kwotą 5-6 mln zł rocznie. W budżecie województwa podlaskiego zapisano na ten cel 13 mln zł, a w budżecie Białegostoku - 2 mln zł. Około 2 mln zł to wkład własny opery, a pozostałe pieniądze placówka chce pozyskać m.in. z udziału w programach unijnych.

Obecny repertuar opery jest bardzo zróżnicowany. Do końca kwietnia z afisza nie schodzi "Straszny Dwór" i "Korczak". Są także piątkowe koncerty symfoniczne, audycje dla dzieci. Nie brakuje także takich wydarzeń, jak festiwal filmowy, widowiska kabaretowe, koncerty popowe, konferencje, a nawet mistrzostwa fitness. W planach jest również wystawienie "Upiora w operze" oraz "Traviaty".

Opera nastawia się na zagranicznych gości, dlatego repertuar drukuje w języku polskim, litewskim i białoruskim. W ciągu dwóch miesięcy od inauguracji - według danych opery - budynek odwiedziło 14 tys. gości. Dziś z pewnością w dużej mierze jest to efekt nowości. Na przyszłe sukcesy - artystyczne, frekwencyjne i finansowe - trzeba jednak będzie ciężko pracować.

Anna Kopeć
Gazeta Współczesna
8 stycznia 2013

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia