Jakby miało trwać wiecznie...

"Jakby miało trwać wiecznie" - reż. Janusz Skubaczkowski - Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie, Wydział Teatru Tańca w Bytomiu

Po raz kolejny nie wiem, co powiedzieć. Po raz kolejny byłem na nieznanym terenie... No prawie... I teraz muszę się z niego wydostać. Powrócić z tarczą. Lub na tarczy...

Nie znaczy to bynajmniej, ze teatr tańca mnie przerasta, co to to nie. Nie jest mi straszny. Najzwyczajniej w świecie odczuwam niepewność czy aby zrozumiałem choć część tego, co autorzy chcieli przekazać. Dlaczego?

Zaczęło się niepozornie... Rzęsiście oświetlona scena nagle skryła się w mroku. Obserwację czegokolwiek utrudniały, wciąż zapalone, reflektory nad widownią. Oślepiały widzów... Ale wraz z narastającą, pulsującą, mroczną muzyką i te światła zgasły. Na scenę, otuleni w mrok, wstąpili aktorzy. To, co działo się niedługo potem sprawiło, że moje myśli nie do końca nadążały za tym, co rejestrował wzrok.

Pierwszy raz z teatrem tego typu spotkałem się kilka miesięcy temu, gdy na Scenie w Malarni wystawiano "Projekt: Trzy Siostry". Ale wtedy taniec koegzystował z tekstem, słowem, kwestią. Przekaz był niezwykle czytelny. A tu? Mowa ciała. Mimika, gesty. Ekstaza i melancholia. Akcja i reakcja. Ciała sprzężone ze sobą, układy dopracowane niemal w każdym calu (niemal, gdyż kilka potknięć dało się zaobserwować... ale studentom, jeszcze nie tzw. Profesjonalistom, można chyba wybaczyć), świetne zgranie z muzyką i światłem. Pewność ruchu i pełne zaufanie w stosunku do towarzyszy.

W moim umyśle informacje, aluzje, próby interpretacji pełzały, skakały, koziołkowały niemal tak, jak robili to aktorzy. Fascynacja mieszała się z przerażeniem. Gdy tylko miałem nadzieję, że już rozumiem o co chodzi - tancerze nagle zmieniali kierunek... Zaskakiwali. I wszystko w gruzy. Jednak było tam kilka punktów, które pozwolę sobie nazwać orientacyjnymi, powtarzalne gesty, sceny, sytuacje. Pozwoliły mi wyjść z sali w miarę pewnym tego, co napiszę.

Czy to byłą metafora relacji międzyludzkich? Damsko-męskich? Być może... Wiele było sytuacji, które w ten klucz się wpisują... Romanse, przelotne znajomości... Wspólnota, zabawa i rywalizacja. Pragnienie uwagi, skupionej na nas, nie na innych. Wzloty i upadki. Radość i gniew. Roztargnienie, szaleństwo, melancholia... Miłość, zdrada, rozgoryczenie... I w końcu pojęcie złożoności świata. Wszystko to przecież elementy naszej rzeczywistości. I wszystko to widziałem na scenie.

A może chodziło o sam taniec... Wszak artysta musi być w ruchu, bezustannie się rozwijać, piąć wyżej i wyżej. By sztuka "trwała wiecznie", "jakby miało (owo tańczenie, tworzenie, kreacja, ekstaza) trwać wiecznie". Ktoś kiedyś powiedział, że "artystą się nie jest, artystą się bywa". I do tego trzeba dojrzeć.

Mam tylko nadzieję, że nie ma w tym moim zamyśleniu przesady, nadinterpretacji. Bardzo łatwo można przesadzić. Nic na siłę.

Sztuki chyba nie powinno się rozumieć w pełni... I nie ma znaczenia, czy jest się znawcą czy człowiekiem z ulicy... Ważne, że sztuka działa na widza, skłania do myślenia choćby przez chwilę. I autorom "Jakby miało trwać wiecznie" udało się to zrobić.

Krzysztof Chmielewski
portalkatowicki.pl
11 stycznia 2013

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia