Jaki był festiwal "Bliscy Nieznajomi"?

Zakończenie II edycji Europejskich Spotkań Teatralnych - Teatr Polski

Zakończyła się druga edycja Europejskich Spotkań Teatralnych "Bliscy Nieznajomi". Dzięki festiwalowi mogliśmy zderzyć dobre wyobrażenia o sobie z prawdą o naszych uprzedzeniach, z brutalną rzeczywistością rozpadającego się współczesnego świata.

Dzięki gościom zagranicznym mieliśmy okazję również dostrzec, że Polska nie jest samotną wyspą, że nasze: nietolerancja, zagubienie, strach są o wiele łatwiejsze do przezwyciężenia i zrozumienia, gdy zostaną opakowane w kontekst opowieści z innych, choć jak się okazało, bardzo podobnych do naszego, światów.

Artyści z Rumunii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Polski na scenie Teatru Polskiego próbowali zniszczyć zasieki mentalne w naszych głowach i zburzyć społeczne mury pomiędzy cywilizacyjnymi "zdobywcami" a "wykluczonymi". Festiwal zdaniem jego dyrektora Pawła Szkotaka miał być wypowiedzią ideową, miał próbować zmieniać świat. Czy przez te kilka dni udało się tego dokonać? Nie do końca, choć "były momenty".

Dobrą metaforą festiwalu była "Plastelina" Rosjanina Wasilija Sigariewa, w reżyserii Rumuna Radu Afrima. Spektakl przedstawia postkomunistyczną, absurdalną i smutną rzeczywistość, świat, który mógłby być metaforą właściwie każdego kraju Europy Wschodniej. Sztuka rosyjskiego dramaturga, grana przez rumuńskich aktorów, którzy dodatkowo wplatają w swoje kwestie polskie słowa, pokazuje jak trudno społeczeństwu wychodzącemu z systemu realnego socjalizmu dostosować się do wymagań nowej epoki, jak uniwersalne jest zagubienie w chaosie zmian, gdzie nic już nie znaczy tego, co dawniej. 

Spektakl nie pozwala widzowi poczuć się dobrze, nie pozwala mu wpaść w samozadowolenie, przypomina mu, że w pięknym, kolorowym kapitalizmie jest mnóstwo ludzi przegranych, niedostosowanych do nowej rzeczywistości outsiderów. 

Z kolei kiedy po obejrzeniu "Mykwy" Piotra Rowickiego w reżyserii Moniki Dobrowlańskiej stałem przed szatnią w Teatrze Polskim, przypadkiem usłyszałem wymianę zdań. Dwie młode dziewczyny rozmawiały o spektaklu i choć różniły się, co do jego oceny, to obie były zgodne w jednym: ten człowiek był straszny. "Ten człowiek" to Jan Sapieżka, główny bohater dramatu. Był straszny z powodu swojego antysemityzmu, intelektualnego prostactwa, wreszcie ze względu na zbrodnie, których dokonał. Zastanowiło mnie wówczas, że odbiorcy spektaklu tak łatwo utożsamili antysemityzm z "nim", z prostym i odrażającym Polakiem z prowincji, jednocześnie dość bezrefleksyjnie odsuwając ten problem od siebie.

Wydaje mi się, że ta historyjka dobrze oddaje główny dylemat dotyczący festiwalu "Bliscy Nieznajomi". Polega on na ryzyku wpadnięcia w pułapkę łatwego moralizatorstwa, pokusę wskazywania palcem na określonych sprawców zła i wykluczenia, na niebezpieczeństwie posługiwania się prostymi interpretacyjnymi schematami, w których to "on", bohater (zacofany, uprzedzony, nieufny, skłonny do przemocy) jest straszny, a "my", widzowie (wykształceni, świadomi, tolerancyjni, skłonni do empatii) surowo go oceniamy, dzięki czemu czujemy się lepsi i dowartościowani.

I właśnie dlatego pozostaje po festiwalu pewne poczucie niedosytu. Bo chciałbym, żeby spektakle traktujące o wykluczeniu powodowały, że wychodzę z teatru pełen wątpliwości na temat mojego spojrzenia na świat, by sprawiały, że odnajduję w sobie stereotypy i uprzedzenia, których nigdy wcześniej nie dostrzegałem, bądź gruntownie nie przemyślałem. Tymczasem z większości spektakli, na których byłem, wychodziłem letni, uspokojony, bądź obojętny. Trochę szkoda.

Michał Danielewski
Gazeta Wyborcza Poznan
3 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...