Jan Dorman, taki teatralny Korczak

portret Jana Dormana

Był organicznie związany z ziemią zagłębiowską. Urodził się w Dębowej Górze koło Sosnowca w roku 1912, a zmarł po 74 latach w Będzinie, mając za sobą ponad 40 lat pracy teatralnej, jako inscenizator, reżyser, scenograf, aktor, pedagog, pisarz i dyrektor teatru. Jana Dormana wspomina Sławomir Pietras

Przez wszystkie lata mojej pracy teatralnej często musiałem odpowiadać na pytania, jak to się stało, że jako prawnik z wykształcenia zostałem dyrektorem teatru. Kiedy myślę o pierwotnych impulsach moich zainteresowań teatralnych, zawsze wracam do oglądanych od dzieciństwa spektakli Jana Dormana.

Nie chcąc pozostawać w domu, od wczesnego dzieciństwa odsiadywałem wprawdzie na kolanach rodziców różne "Halki", "Balladyny", "Rusałki", "Krainy uśmiechu" i "Śluby panieńskie". Jednak moim pierwszym - z myślą o takich jak ja stworzonym - uniwersytetem teatralnym był będziński Dom Katolicki, gdzie w latach pięćdziesiątych już od przedszkola byłem prowadzany na spektakle Teatru Dzieci Zagłębia.

O czym one były? O zajączkach, o dwóch braciach, z których jeden łamał ptaszkom nogi, a drugi je składał (koreańskie), "Krzesiwo" (Andersena), kilka lat później "Szewczyk Dratewka", "Która godzina", "Szczęśliwy książę", "Kubuś Fatalista", "Don Kichot". Byłem już dorosły, a jeszcze od czasu do czasu zaglądałem do teatru Dormana, licząc na to, że namówię go kiedyś na stworzenie inscenizacji muzycznej dla młodej operowej widowni.

Nie udało się. Tkwił bardziej w etosie słowa niż dźwięku, specyficznej grze skojarzeń, magii dziecięcej zabawy. Kładł większy nacisk na tekst i znaki plastyczne, niż na muzykę i wynikający z niej ewentualnie śpiew lub popisy taneczne. Był twórcą szczególnie wymagającym od dziecięcej widowni, jeśli chodzi o teatralną edukację, fabularną percepcję i intelektualną aktywność.

Czasami jego eksperymenty przerastały możliwości percepcyjne nieletnich jeszcze widzów. Zdarzało się, że niewiele z tego rozumieli nawet niektórzy mniej rozgarnięci rodzice. Pamiętam jednego naszego sąsiada z ul. Modrzejowskiej, który mawiał do moich rodziców, że nie będzie więcej prowadził swoich dzieci do teatru (miał ich ośmioro!), bo zamiast o sierotce Marysi, pokazuje im Dorman jakieś dziwolągi, a potem te młodsze za strachu moczą się w nocy w łóżkach.

Mistrz często osobiście pojawiał się przed kurtyną. Jego rozmowy z widownią do dziś są dla mnie wzorem, kiedy prowadzę warsztaty operowe. Był organicznie związany z ziemią zagłębiowską. Urodził się w Dębowej Górze koło Sosnowca w roku 1912, a zmarł po 74 latach w Będzinie, mając za sobą ponad 40 lat pracy teatralnej, jako inscenizator, reżyser, scenograf, aktor, pedagog, pisarz i dyrektor teatru. Wcześnie ugruntował swą pozycję awangardowego twórcy sztuki dla dzieci i jej renomę międzynarodową. Pozostał na trwale w pamięci zagłębiowskiej widowni, która z czasem rozrosła się w wiele pokoleń wiernych bywalców teatralnych. Teatr Dzieci Zagłębia od dziesięciu lat nosi jego imię. Niedawno założono Fundację im. Jana Dormana, a we foyer wmurowano tablicę pamiątkową.

Właśnie 11 marca minęła 100. rocznica jego urodzin. Z tej okazji prezydent miasta Łukasz Komoniewski zaprosił na uroczystość nadania imienia Jana Dormana będzińskiemu Gimnazjum nr 1 oraz wręczenie szkolnego sztandaru. Było uroczyście, nieco pompatycznie, ale gościnnie i serdecznie. Lepiej nazywać szkoły imionami ludzi kultury - myślałem, siedząc wśród grona zaproszonych - niż nazwiskami przelotnych, często wkrótce zapomnianych lub skompromitowanych polityków. Promowanie wartości społecznych, zwłaszcza na szczeblu regionalnym, poprzez osiągnięcia kultury jest działaniem mądrym, rozważnym, a przede wszystkim dalekowzrocznym.

Jan Dorman we współczesnej historii polskiego teatru jawi się jako twórca, wychowawca i odważny eksperymentator, posługujący się kształtowaną przez lata oryginalną metodą teatralną. Widzę w nim podobieństwo do dzieła Janusza Korczaka. Tyle że Dorman swe działania pedagogiczne rozciągnął na teren teatru i z powodzeniem stosował je poprzez teatr.

Takim teatralnym Korczakiem pozostał również w moich osobistych wspomnieniach.

Sławomir Pietras
Tygodnik Angora nr 12
20 marca 2012
Portrety
Jan Dorman

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia