Jana Klaty egzorcyzmy na Niemcach

"Shoot/Get Treasure/Repeat" - reż: J.Klata - Düsseldorfer Schauspielhaus

Jan Klata niemiecką prapremierą "Shoot/Get Treasure/Repeat" Marka Ravenhilla trafia dokładnie w lęki, kompleksy i wyrzuty sumienia starej Europy, która ma światu mało do zaoferowania - poza wnikliwymi kontrolami na lotniskach i integracyjnymi warsztatami tańca

Niespodzianka - podział na dobrych i złych już nie działa. Główny bohater ginie na początku filmu, jego zabójcy triumfują. Ale zamiast budować chociaż alternatywny świat na własnych zasadach, tylko dezorganizują życie sobie i innym. The End. Dla Europy i Ameryki wszystko, co zdarzyło się od 11 września 2001r., to scenariusz napisany przez amatora złośliwca. Nic się nie zgadza. Rozczarowanie i strach narastają. Wojna, która miała być tak daleko, przerywa złożone z bio-produktów śniadanie. Pisanie listów dla Amnesty International nie poprawia samopoczucia. Kupowanie wody w strefie duty-free, denerwuje. Bramki brzęczą. Serwisy informacyjne straszą.

Mark Ravenhill w cyklu jednoaktówek dawkuje we fragmentach wielką opowieść o Zachodzie przerażonym własną bezradnością. Rozkrusza wszechobecną panikę na kryształki i wrzuca do snu dziecka rozmowy małżonków, sceny przesłuchania, zbiorowych modlitw. "Shoot/Get Treasure/Repeat" to wynik eksperymentu, w którym reżyser, pisarz (wkroczył na brytyjskie sceny razem z Sarah Kane, Mariusem von Mayenburgiem, Martinem Crimpem, przez co na lata przylgnęła do niego etykietka "brutalisty") i publicysta "Guardiana" wziął udział podczas festiwalu w Edynburgu w 2007 roku. 

Przez cały miesiąc spotykał się rano z widzami, by w ramach projektu teatru Traverse "Ravenhill for Breakfast" prezentować kolejny 20-minutowy minidramacik. 15 scenek (plus 16. dla BBC 3), których zbiorczy tytuł zaczerpnął z artykułu o rynku gier komputerowych, przejęły natychmiast londyńskie teatry (National, Royal Court, Gate, Village Underground).

Niemiecka prapremiera tekstu w Düsseldorfer Schauspielhaus nabiera jednak szczególnego znaczenia. Nie tylko dla Polaków, którzy mogą cieszyć się, że to właśnie Jan Klata zdobył od Ravenhilla prawa do inscenizacji.

Obraz zadowolonego z siebie, wrażliwego społeczeństwa, jaki autor pokazuje w "Shoot...", może przypominać Niemcom najbardziej pogmatwane momenty ich historii. Wszystkie iluzje, jakie powojenna propaganda budowała o "dobrym, prawym ludzie, uwiedzionym przez złych zbrodniarzy". Scena, gdy "spokojni obywatele" szukają pośród siebie kozła ofiarnego, potencjalnego zamachowca, czarnej owcy, przypomina nie tylko "Raport mniejszości", ale też procesy norymberskie po II wojnie światowej. Polowanie na terrorystów, ciągłe kontrole i przesłuchania, polityka wdzierająca się w intymne rozmowy, wszystkie ograniczenia wolności dla celów wyższych - demokracji, bezpieczeństwa, stylu życia - prowokują do porównań z czasami totalitaryzmu.

Klata nie bez powodu przeniósł akcję do poczekalni lotniska. To przecież przestrzeń, w której panuje nieustanny stan wojenny. Każdy ruch śledzą czerwone oczka kamer. Nie ma niewinnych. Podejrzani są wszyscy.

Stłoczony na szarych krzesełkach tłum oddaje się dwóm najbardziej aktualnym współcześnie rytuałom - modlitwom o bezpieczeństwo i rewizji osobistej. Rewizji, którą każdy obsesyjnie dokonuje na sobie sam. Skoro nie ufa mi państwo, mój obrońca, gwarant moich praw, to jakże ja mam ufać sobie? Ręce suną wzdłuż nogawek, palce wpychają się do butów, nogi same rozstawiają się w rozkroku. Wrzucone na taśmociąg bagaże w każde chwili mogą zostać rozprute i prześwietlone. Pojemniki na surowce wtórne grożą jaskrawymi napisami - niechby ktoś tylko spróbował się pomylić.

Nad aktorami zawisa żyrandol ciężkich, przemysłowych reflektorów. Prognozę pogody na podczepionych wysoko ekranach przerywają czasem zdjęcia obserwowanych z góry artystów. Kto jednak patrzy i słucha ich wezwań? Bóg? Czy tylko cyniczny kontroler jak z "Terminalu" Spielberga? Poszczególne jednoaktówki rozpoczynają się jak rozmowy prowadzone przez pary i nieznajomych dla zabicia czasu. Kochasz mnie? Mam remisję raka. Czy byłaś spokojna, gdy poczynaliśmy nasze dziecko? Marzę o życiu w osiedlu zamkniętym. Wyznania, błagania, oskarżenia brzmią niestosownie w tej przestrzeni publicznej. Ale innej przestrzeni nie ma. Można próbować schronić się do przeszklonej kanciapy dla palących, ale ma ona przytulność terrarium na podsłuchu. Tłem do chóralnych błagań, deklaracji wrażliwości społecznej i momentów prawdziwego, osobistego cierpienia są madrygały Monteverdiego wykonywane na żywo przez ściśnięty za bramką bezpieczeństwa zespół.

Do sterylnego, monitorowanego holu lotniska wkrada się momentami baśń. Brzydka baśń. Nowoczesna. Słowa "dobry/zły" brzmią głupio, niezręcznie i zbyt łatwo da się je wymienić na "zdrowy/cholesterolowy", "zachodni/islamski". Żołnierz z urwaną głową kuszący we śnie małego Alexa, w niczym nie przypomina romantycznego jeźdźca bez głowy czy Króla Olch, ale postać z "Fallouta" czy "Robocopa". "Give me your head" to nie prośba o pomoc. To propozycja erotyczna.

Oczyszczający taniec zmienia się w powidok paniki Polaka zabitego paralizatorem na lotnisku w Vancouver. Nawet chwile obrzędu, gdy już wydaje się, że będzie happy ending, że społeczność wreszcie porozumiała się, odbudowała, wzmocniła, rozczarowują. Płynnie przechodzą w parodię terapii grupowych.

Spektakl nie wygląda na przełom w drodze twórczej Jana Klaty. Inscenizacja zbudowana na prostym schemacie modułów tekst/chór/taniec/śpiew idzie bez wolt czy zaskoczeń po linii samego tekstu. Niemieccy aktorzy podbudowują ją komediowym dystansem i fizyczną elastycznością. Tekst Ravenhilla nie mówi też o wojnie zmieniającej prywatność wiele więcej niż dramat Falka Richtera ("Pokój", "W stanie wyjątkowym"), Tima Staffela ("Terrodrom"), czy Rolanda Schimmelpfenninga ("O lepszy świat"). Ale świetnie trafia w moment i miejsce. Świat dopiero co zelektryzowały informacje o zaostrzeniu kontroli na amerykańskich lotniskach i o niedoszłym nigeryjskim zamachowcu. Ironiczne wstawki o tym, że całe zło świata (od bezrobocia w regionach postindustrialnych przez różnice kulturowe po raka piersi i nudę w związku) da się naprawić warsztatami teatralnymi. Brzmią ostro w regionie, gdzie na gwałt zmienia się upadłe fabryki w centra sztuki, organizuje festiwale, integruje mniejszości przez balet. "Shoot..." Klaty w Düsseldorfie pokazuje, jak ważny jest dla teatru lokalny kontekst. Jest egzorcyzmem strachów, które kumulują się właśnie tym miejscu, właśnie w tym momencie.

Düsseldorfer Schauspielhaus, "Shoot/Get Treasure/Repeat", Mark Ravenhill, reż. Jan Klata, dram. Christoph Lepschy, scen. Justyna Łagowska, kostiumy/wideo Mirek Kaczmarek, choreografia Maćko Prusak, muzyka. Monteverdiego - zespół Neue Düsseldorfer Hofmusik, 

prapremiera niemiecka 9 stycznia

Joanna Derkaczew
Gazeta Wyborcza
14 stycznia 2010
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia