Jeden za wszystkich, wszyscy na jednego?

"Wróg ludu" - reż. Jan Klata - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

„Wróg ludu", najnowszy spektakl Jana Klaty w Starym Teatrze, może zwiastować powrót reżysera do łask – przynajmniej wśród tej części widowni, która z wycieczkami do teatru nie czeka na zmianę dyrekcji. Jest to powrót zaskakujący, choć niekoniecznie przez braki inscenizacyjne, a raczej przez łatwość, z jaką krakowska publiczność przyjęła podarunek od lokalnego enfant terrible.

O analogiach, które znaleziono w nowym przedstawieniu „Wroga ludu" między dramatem a obecnymi wydarzeniami w Polsce, napisano już bardzo wiele, więc kwestia wymaga raczej jedynie podsumowania. Utwór Henryka Ibsena to historia lekarza Tomasa Stockmanna, który odkrywa, że „karmiące" całe miasteczko uzdrowisko korzysta ze skażonych źródeł wody. Próbując naprawić ten stan rzeczy, spotyka silny opór najpierw przedstawiciela lokalnych władz, burmistrza (i swojego brata), następnie zaś do chóru przyłącza się rodzina, a w końcu i mieszczanie oraz prasa. Kontrargumentami przeciwko prawdzie, zdrowiu, uczciwości itd. są przede wszystkim pieniądz, kapitał, wyjątkowo niestanowiący o podziałach klasowych, a o prowizorycznej przynajmniej jedności społeczeństwa. Klata wraz z dramaturgiem, Michałem Buszewiczem, podkreślili aktualność dramatu w czasach, kiedy mierzymy się z „problemem na >>U<<" czy smogiem. Ekologiczno-lewicowo-alternatywna oprawa wizualna i muzyczna podkreślać ma dodatkowo słowa z dramatu: „Brak tlenu osłabia sumienie". Przykładowo chodzący w wyciągniętym, kolorowym swetrze Tomasz Stockmann, wyglądający na podstarzałego ekologa, pre-hipstera czy post-hippisa, przyjmuje – trochę samozwańczo – pozycję ostatniego sprawiedliwego. Z kolei scenografia Justyny Łagowskiej przypomina czy to squat, czy wielką przestrzeń recyklingu – pozorne rumowisko z elementów wyposażenia domu zostaje wykorzystywane na rozmaite sposoby, najbardziej efektownie, kiedy odkrywany jest muzyczny potencjał otoczenia. Jakby Klata i Łagowska chcieli powiedzieć, ile można wykrzesać, kiedy zburzy się status quo.

Dłużący się początek czy niektóre niezrozumiałe (przynajmniej w kategoriach artystycznych) decyzje inscenizacyjne – jak instrumentalne wykorzystanie obecności dzieci z zespołem Downa – równoważone są przez sceny błyskotliwe. Przejmująco wypada „biologiczny" protest song lekarza, obezwładniająco „The Little Drummer Boy" w wykonaniu burmistrza (Radosław Krzyżowski), a w końcu przerażająco „Sunshine Reggae", która to piosenka wraz ze zmechanizowanymi ruchami ukazuje narastanie nagonki, owczy pęd oraz bezradność i klęskę ideałów. Reżyser oraz dramaturg zmienili również zakończenie dramatu – scena odpływania zbyt jednoznacznie interpretowana bywa jako nawiązanie do sytuacji uchodźców, ale wyrażać może również zawieszenie bohatera czy psychiczne tonięcie. Twórcy resztę „zmontowali" z typowego dla Klaty języka teatralnego – muzycznych odjazdów, kolażowego myślenia i swobody w łączeniu elementów spektaklu mniej na zasadach narracyjnych, a trudniej uchwytnych: rytmicznych, wizualnych itd. (jak chociażby w scenie tańca z porem), a także poczucia humoru, którego to transmiterami są przede wszystkim Michał Majnicz i Monika Frajczyk (choćby we wcześniej wymienionej scenie). We „Wrogu ludu" pojawia się również dawno niewidziana w spektaklach Klaty brawura. Mowa konkretnie o „wielkiej improwizacji" wcielającego się w postać Tomasza Stockmanna Juliusza Chrząstowskiego, który wychodzi ze swojej roli, by wygłosić monolog wprost odwołujący się do aktualnej sytuacji w Polsce czy nawet tylko w Krakowie. Zaczepia publiczność, wchodzi z nią w dialog, czasami wręcz atakuje, prowokuje do reakcji, czasami do wyjścia z sali, ale częściej do gromkiego śmiechu i wyrażających utożsamianie się z poglądami padającymi ze sceny oklasków.

„Brechtyzm" tego wystąpienia i irytacja, którą mimo swojej klasy i samoświadomości budzi momentami Chrząstowski, wchodzą w dialog z rolą, w którą się wciela – jego Stockmann nie jest bowiem szlachetnym społecznikiem, idealistą i bojownikiem o wolność, ale także kabotynem i egocentrykiem, obnoszącym się ze swoją moralną wyższością. Ciekawsza jednak od tej konstrukcji, od ciągu podwojeń spektakl-rzeczywistość, wydaje się zaprogramowana reakcja publiczności. Aprobatę widzów wzbudza się albo łatwym populizmem, albo wzbudzaniem wstydu, który próbuje się skryć za śmiechem i owacjami. Nie oznacza to niesłuszności argumentów rzucanych ze sceny – cały spektakl zresztą może w nieco wtórny sposób, lecz celnie konstruuje satyrę, momentami nawet moralitet, o patologiach demokracji i społeczeństwa, któremu obywatelskiego zapału starcza tylko do podwieczorku. Ale właśnie aspekt grupy jest tutaj akcentowany po przełamaniu czwartej ściany – „Everybody >>PUM<<" Krzyżowskiego i wzbudzanie śmiechu w czasie monologu Chrząstowskiego to świadome zamienianie widzów w przysłowiowe owce. Owce, które teraz przyłączają się do zbuntowanego tonu, ale nie są skore do działania i porzucenia wygód. Nie wstają tak chętnie jak osoby, które w 2013 roku krzyczały „Hańba!", czy jak mój sąsiad na spektaklu (w 2016 już pojedynczy egzemplarz światopoglądowy na ulicy Jagiellońskiej), z braku innych argumentów wytykający Chrząstowskiemu błąd: „Bohaterzy?! Mówi się: bohaterowie. Nawet po polsku nie potrafi mówić!...".

Obie te formy językowe są poprawne – tak samo jak obie formy reakcji są niepoprawne. Spolaryzowane, nieindywidualne w gruncie rzeczy, nierefleksyjne. Każda z tych pozycji odbiorczych blokuje odbiór dzieła sztuki, nie tylko „Wroga ludu", nie tylko teatru Jana Klaty. Reżyser jednak nie chce reagować jak główny bohater jego sztuki, który w akcie bezradności opuszcza spodnie. Klata raczej wchodzi w grę ze swoją pozycją „wroga ludu", „wroga prawdziwego Krakowa", „wroga sceny narodowej". Przy tym jednak zaczyna odcinać się od swoich widzów, poszukujących teraz własnych „wrogów ludu" niczym latarni. Może zatem – wbrew wymowie spektaklu – należałoby przeformułować tytuł na: Wszyscy za jednego, jeden na wszystkich?

 

Marta Stańczyk
Dziennik Teatralny Kraków
2 kwietnia 2016

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia