Jerzy Zoń już nie boi się klaunów

28. ULICA - Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych

W Krakowie rozpoczął się na dobre 28. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych - ULICA, o pięć lat młodsza impreza od tej, która w Jeleniej Górze odbywa się od lat trzydziestu trzech. Organizatorem krakowskiego festiwalu jest Teatr KTO, a jej dyrektorem artystycznym Jerzy Zoń.

Jak głosi historia polskiego teatru - Jerzy Zoń w latach 1989-95 był dyrektorem jeleniogórskiego Teatru im. Cypriana Kamila Norwida. Ten rozpoznawalny krakowski artysta (np. w teledysku do znanego przeboju Zdzisławy Sośnickiej "Aleja gwiazd" (1987) wystąpił w roli Króla Białych Szachów) i twórca Teatru KTO w każdym miejscu zawsze podkreśla z jakiego miasta wywodzi się kolebka Festiwalu Teatrów Ulicznych. Zresztą Jerzego Zonia swoją ideą stworzenia festiwalu "zaraziła" Alina Obidniak.

"Klaun, boski pomazaniec" to nie tylko hasło tegorocznej edycji Festiwalu ULICA 2015, ale także tytuł niezwykłej książki Teatru KTO wydanej w formie albumu pod redakcją Witolda Siemaszkiewicza i Grzegorza Słącza. Wydawnictwo omawia w formie obszernego szkicu najważniejsze aspekty klaunady. Publikacja jest bogate w piękną ikonografię oraz niepublikowane dotąd fotografie.

- Pierwszy raz przestraszyłem się Klauna, kiedy mnie, małego chłopca z górskiej wsi, podczas programu objazdowego cyrku siłą wciągnął na arenę i na oczach zachwyconej widowni "przerobił" na idiotę - zwierza na łamach kart książki "Klaun, boski pomazaniec" Jerzy Zoń.

W pierwszym dniu Festiwalu ULICA w Kinie Pod Baranami tuż po projekcji arcydzieła kina hollywoodzkiego komediodramatu Charlie'ego Chaplina "Światła rampy" (z 1952 r.), miało miejsce spotkanie z legendą sztuki klaunady - Jango Edwardsem. Będąc wykonawcą o ogromnej charyzmie, Edwards przez lata zbudował silny kontakt z publicznością, dzięki czemu stał się postacią kultową, oklaskiwaną przez ponad 30 lat w całej Europie.

- Nie jest to tylko moja praca, ale też styl życia, komiczna religia, którą nazywam Kościołem Uśmiechu. A moją przygodę z klaunadą zapoczątkował film Federica Felliniego "Klauni" (z 1970 r.) - opowiadał Jango Edwards, amerykański klaun i artysta estradowy, który spędził większość lat swojej kariery w Europie, głownie we Francji, Hiszpanii, Holandii i Anglii. Jego przedstawienia to solowe występy zakorzenione w tradycji europejskiego kabaretu, podczas których łączy tradycyjną klaunadę z odniesieniami do kontrkultury i polityki. Jego wizja dała początek Festival of Fools (Festiwalowi Błaznów, w latach 1975-84), który stał się pierwszym w historii świata "kongresem nowoczesnych klaunów". Dało to podwaliny i formę dla nowych trendów na festiwalach komedii, stając się corocznym zgromadzeniem błazeńskiego plemienia, podczas którego wszyscy występowali, prowadzili warsztaty, wymieniali się zawodowymi sekretami i ustanawiali kierunki dla odrodzenia i rozwoju nieśmiertelnej tradycji klaunady.

Na widzów, którzy poza spektaklami na ulicy, chcieli zobaczyć spektakle bardziej kameralne, czekała scena przy ul. Kanoniczej piątkowe przedstawienie zatytułowane "Podglądanie rodaków, czyli na Zapupiu Dalekim" [na zdjęciu] Teatru Satyry Zielona Mrówa w reż. Roberta Kaczorowskiego.

Po brawurowo rozegranym śpiewającym finale do ukłonów wyszło ośmioro aktorów Teatru Satyry Zielona Mrówa, którzy znakomicie wyczarowali cały magiczny świat przedstawiony w nieco już dziś zapomnianych wierszach Ludwika Jerzego Kerna.

Niewątpliwym atutem widowiska "Podglądanie rodaków, czyli na Zapupiu Dalekim", które z pozoru wydaje się być rozgrywane w dość staromodnej atmosferze, jest jego humor, z zastosowanymi umiejętnie i delikatnie elementami pastiszu, parodii i groteski. Również muzyka Łukasza Osieckiego sprawia, że inscenizacja jest dynamiczna. Słychać, że kompozytor ma dar prostoty melodycznej, własny styl, nieobca mu jest kultura muzyczna i teatralna. Jedno jest jednak pewne. Mamy do czynienia z pojawieniem się na scenie Festiwalu ULICA wartościowej literatury, dla której młody reżyser próbował znaleźć właściwy klucz interpretacyjno-inscenizacyjny, szukać środków teatralnych adekwatnych do rodzaju i urody utworu Kerna, do trafnego i nie pozbawionego inwencji wydobywania komizmu opowieści. W rezultacie wejście w świat magii pozwala nam zrozumieć - o dziwo! - że głupota i bezmyślność nie popłacają, wiedza i szlachetność pomagają osiągnąć cenne wartości, a uśmiech i bezinteresowna przyjaźń bywają najcenniejsze.

Przy sklepie z bielizną damską Intimissimi (przy ul. Szewskiej) rozpoczynał się spektakl "Peregrinus" gospodarza festiwalu - krakowskiego Teatru KTO, inspirowany twórczością poetycką Thomasa Stearnsa Eliota i projektami plastycznymi Krzysztofa Wodiczki, w reż. Jerzego Zonia. Na scenę wkraczają "eleganccy ludzie" (Karolina Bondaronek, Anna Kamykowska, Martyna Malcharek, Grażyna Srebrny-Rosa, Justyna Wójcik, Marta Zoń, Sławek Bendykowski, Bartek Cieniawa, Paweł Monsiel i Michał Orzyłowski) w dobrze skrojonym garniturze z pastelowym krawatem, choć ich strój przygaszony jest wszechobecną szarością. Zakładają na siebie odstręczające gigantyczne maski (projekt Joanny Jaśko-Sroki) i ciągną za sobą cały dobytek, który mieści się w podręcznym bagażu.

"Peregrinus" ukazuje mozół dnia powszedniego współczesnego człowieka, sformatowanej jednostki ludzkiej, odartej z uczuciowości, duchowości, miłości i piękna, przewidywalnej i pozbawionej indywidualnych cech. Jego życie "zawieszone" jest pomiędzy Domem a Pracą w korporacji "drogę przez życie" identyfikuje z "drogą do pracy".

Jerzy Zoń świetnie żongluje konwencajmi, łączy elementy groteski z filozoficznym spojrzeniem na problemy współczesnego człowieka i świata. Jednocześnie bardzo dobrze oddaje dość problematyczny charakter i sytuację każdej postaci. Głowa przepełniona jest dźwiękami. Głowa. Mózg. Prawa i lewa półkula oraz to wszystko pomiędzy nimi, czyli to, co decyduje o tym, kim jesteśmy. Więc jak zakomunikować to, kim jesteśmy, byśmy choć raz byli dobrze zrozumiani? Obraz, jaki powstaje w widowisku Zonia wzbudza ambiwalentne uczucia - od śmiechu przez litość po grozę i niechęć. Poczucie beznadziei połączone z ksenofobią i megalomanią bohaterów daje dość gorzką i niepokojącą mieszankę.

"Peregrinus" zdaje się być czarną komedią; humor przeplata się z grozą, groteska z realizmem. To opowieść o lękach, frustracjach i zagubieniu człowieka XXI wieku - podana w niebanalny, metaforyczny sposób. Spektal wyróżnia wspaniała gra zespołowa i oryginalna myśl reżyserska.

Na innych scenach plenerowych Krakowa (Rynek Główny, Mały Rynek, Plac Szczepański) można było zobaczyć znakomite popisy współczesnych klaunów, w tym wspomnianego Jango Edwardsa, Marco Carolei z Włoch, Petera Punka z Hiszpanii, Paulo Morocco z Wielkiej Brytanii, najsłynniejszego polskiego klauna Przemysława Grządzielę, czyli Teatr Pinezka i jego jubileuszowy spektakl z okazji 35-lecia pracy artystycznej "Marionetarium Clowna Pinezki", klauna Rubena, Claire Ducreux z Hiszpanii oraz Aziza Guala rodem z Meksyku.

Merwan
www.portalik24.pl
11 lipca 2015

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...