Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić głośno

Rozmowa z Martą Guśniowską

Dramatopisarka Marta Guśniowska w tym roku świętowała dziesięć lat pracy twórczej. Pochodzi z Poznania, ale od jakiegoś czasu pracuje jako dramaturg w teatrze w Białymstoku. Poza tym, że pisze sztuki dla dzieci, to również reżyseruje. - Ze mną jest tak, że ja po prostu siadam i piszę, ale wcześniej noszę temat - mówi.

Paulina Błaszkiewicz: Najpierw napisała Pani opowieść o tolerancji w sztuce "A niech to gęś kopnie!", a teraz...

Marta Guśniowska: - Wzięłam na warsztat "Króla Maciusia Pierwszego" - Janusza Korczaka, który mówi o równie ważnych jak tolerancja sprawach. Czyli o przyjaźni, wolności i o wojnie, która gdzieś cały czas wisi w powietrzu. Może nie nad nami, bo w Polsce jej nie ma, ale niestety jest w wielu miejscach na świecie.

Właśnie te kwestie dodała Pani od siebie?

- Między innymi. Ale to jest trudne, bo trzeba bardzo uważać, żeby przypadkiem tym dodawaniem czegoś od siebie, nie zrobić krzywdy pisarzowi. Ze wszystkich sił starałam się, żeby nie zabrakło Korczaka w Korczaku.

Dlaczego zdecydowała się Pani wziąć na warsztat tekst Janusza Korczaka?

- Zrobiłam to z prostego powodu. Dobra literatura ma to do siebie, że nie traci na aktualności i się nie starzeje. Chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest. Po drugie, sama nie czułam się na siłach, aby sięgnąć po tekst Korczaka. Dostałam taką propozycję od Jacka Malinowskiego - reżysera spektaklu "Król Maciuś Pierwszy", który od kilku dni można zobaczyć w Baju Pomorskim.

Król Maciuś Pierwszy jest adaptacją bardzo starego tekstu i już zdobył sympatię widzów, podobnie jak Pani autorski spektakl "A niech to gęś kopnie!" pokazywany na festiwalu lalek.

- To rzeczywiście festiwalowa sztuka (uśmiech), bo zdobyła uznanie również publiczności w Opolu i w Wałbrzychu. To co mi najbardziej się podoba to przywołanie lalek. Przecież zdarza się, że nie zawsze są one obecne. Nawet w teatrze lalek.

Gęś, którą Pani stworzyła jest brzydka, samotna i cierpi na depresję...

- Tak, dzięki niej udało mi się zrobić spektakl o nas, o ludziach. Taką niezwykłą możliwość daje właśnie alegoryczność bajki. To przecież nie jest spektakl o zwierzątkach, ale dzięki ich wykorzystaniu można mówić do małego widza o rzeczach ważnych.

Od dawna mówi Pani własnym językiem do małych widzów?

- W tym roku stuknęło mi już dziesięć lat, a pamiętam jak dziś, jak zaczynałam pisać. To był przypadek.

Opowie Pani o tym?

- Chodziłam do Klubu Młodych Dramaturgów przy szkole państwa Machulskich w Warszawie i chciałam pisać dla dorosłych. Pewnego dnia dowiedziałam się, że jest konkurs na sztukę dla dzieci.

I pomyślała Pani: "O, nareszcie coś dla mnie'?

- Coś w tym stylu (śmiech). Po prostu usiadłam i zaczęłam pisać. Napisałam ten tekst w cztery dni, a właściwie wieczory i rozbił się bank, bo sztuka "O rycerzu bez konia" bardzo się spodobała.

Od tamtej pory jest Pani dramatopisarka piszącą na zamówienie?

- Nie, staram się tego nie robić. Bardzo lubię ponosić temat w sobie, a później usiąść i go po prostu zacząć pisać. Skłamałabym gdybym powiedziała, że się nie podejmuję takich zadań od reżyserów, ale to trochę tak, jak zadanie domowe, które po prostu trzeba odrobić. Ktoś dzwoni i mówi: "Chciałbym, żeby to była sztuka o tym i o tamtym", a ja to robię.

A Pani - jak rozumiem - woli pisać do szuflady ?

- Zdecydowanie tak, ale na szczęście są ludzie, którzy chcą, żebym tę szufladę czasami otworzyła i coś dla nich wyjęła. Takie pisanie dla siebie samej nie byłoby chyba satysfakcjonujące.

Zdradzi Pani, kto i jaki tekst wyciągnie z Pani szuflady w najbliższym czasie?

- Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić głośno, ale mam nadzieję, że będę miała okazję zaprezentować jeszcze niejedną sztukę toruńskiej publiczności. Do tej pory udało mi się to trzy razy. Baj Pomorski to w końcu jeden z najciekawszych teatrów lalkowych w naszym kraju. Dla mnie jest w pierwszej piątce.

Marta Guśniowska - po raz trzeci współpracowała z Bajem Pomorskim. Tym razem przy sztuce "Król Maciuś Pierwszy". Napisała do tej pory ponad pięćdziesiąt sztuk, nie licząc okazjonalnych drobiazgów, piosenek do cudzych spektakli, tekstów dla studentów. Spośród nich blisko dwadzieścia zostało wystawionych w Polsce, a cztery za granicą (Czechy, Słowacja i Węgry) Marta Guśniowska z wykształcenia jest filozofem. Pochodzi z Poznania, ale od jakiegoś czasu pracuje jako dramaturg w teatrze w Białymstoku. Poza tym, że pisze sztuki dla dzieci, to również reżyseruje. Warto wspomnieć chociażby jej spektakl "A niech to gęś kopnie!".

Paulina Błaszkiewicz
Nowości
3 listopada 2015

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia