Jubileusze, czyli święta zobowiązują

"Mefistofeles" - reż. Tomasz Konina - Opera Krakowska w Krakowie

Filharmonia Krakowska zaczyna dzisiaj 70. sezon, podobnie Teatr Groteska, Opera Krakowska sezon 60. zainaugurowała w czwartek wręcz diablo pięknie, wystawiając "Mefistofelesa" Arrigo Boito. Teatr Bagatela na drukach z dumą wpisuje liczbę 95 (rocznica w październiku) i też zaprasza na premierę "Mefista", tyle że Klausa Manna. Byłyżby jakieś związki między jubileuszem a postacią upadłego anioła? Oto jest pytanie - pisze Wacław Krupiński w Dzienniku Polskim.

Inne pytanie, równie ważkie, co tam ważkie - ono epokowe było, zadał ongiś Marian Dąbrowski. Miał już założony przez siebie teatr na rogu ulic Krupniczej i Karmelickiej, tyle że ten wciąż nazwy nie miał. Zwołał zatem rozmaitych mędrców, co to głowy mieli nie od parady, by zadać im to dziejowe pytanie: "Jak nazwać teatr mój?". Na co Boy, żartowniś od "Słówek", rzekł: "Znaleźć dobrą nazwę dla teatru? Toż to bagatela". - Jest! - podchwycił momentalnie Dąbrowski. No i mamy Teatr Bagatelę. A pewnie gdyby nie Dąbrowski, nadal byłby tam sklep kolonialny, a może tylko restauracja...

A skoro wspomniałem Dąbrowskiego, wielkiego magnata prasowego międzywojnia, twórcę legendarnego "IKC-a", to i o innym jubileuszu, pro domo sua, wspomnieć się godzi. Bo tylko patrzeć, kiedy "Dziennik Polski" obok winiety zamieści liczbę 70, wszak to już za cztery miesiące z okładem, 4 lutego, minie siedem dekad od dnia, kiedy "Dziennik Polski" dotarł do czytelników (a poprzedzało to osiem wydań "Dziennika Krakowskiego").

I tak od trzech lat - od kiedy "Życie Warszawy" stało się dodatkiem do innego o wiele młodszego dziennika ogólnopolskiego - mam, niemłodym będąc, świadomość, że pracuję w najstarszym polskim dzienniku.

Jeszcze parę lat temu w jednym z jego gabinetów stały meble z czasów Dąbrowskiego, a i tablica upamiętniająca twórcę Pałacu Prasy wciąż figuruje na frontonie tego budynku, tyle że w środku już ani pół dziennikarza. Ale pewnie przede wszystkim trzeba by wspomnieć ludzi, którzy w "IKC-u" pracowali, jak grafik Tadeusz Olszewski, który po wojnie zasilił "Dziennikowe" grono...

Rozrzewniłem się jubile­uszowo, przy okazji uświadamiając sobie, że w tym roku 40 lat minęło od dnia, gdym pierwsze teksty na tych łamach pomieścił, a przecież do pisania w "Dzienniku" okazji będzie jeszcze wiele...

Wracam zatem do "Mefistofelesa". Nie wiem, jak odebrali go fachowcy, mnie muzyka Boito nie poruszyła; za to, zwłaszcza w drugiej części, uroda obrazów - ogromnie. Dzięki kostiumom Joanny Klimas, dzięki wręcz baletowemu wykorzystaniu chóru, znakomicie śpiewającego, dzięki scenografii Tomasza Koniny, także reżysera spektaklu. Zainscenizowana przez niego scena sabatu czarownic zostanie mi pod powiekami na długo, podobnie jak zjawiskowy śpiew Małgorzaty, czyli owacyjnie przyjmowanej Katarzyny Oleś-Blachy, m.in. po przejmującej arii "L'altra notte in fondo". Myślę, że miał też satysfakcję odtwórca tytułowej roli Wołodymyr Pankiv, który śpiewał pierwszą premierę. W ogóle miło, że w międzynarodowym gronie śpiewaków zaproszonych do tego spektaklu to ta dwójka solistów Opery Krakowskiej wiodła tego wieczoru prym. Zastanawiam się tylko, czy osoby, które obcowały z dziełem Goethego nieprzesadnie, nadążały za narracją z konieczności operującą teatralnymi znakami, czy odczytały np. scenę z udziałem Heleny z Troi rodem?

Cieszy, że dyrektor Opery Bogusław Nowak nie boi się sięgania po dzieła spoza operowego mainstreamu, że coraz częściej gości w teatrze śpiewaków cieszących się już uznaniem na znaczących scenach muzycznych świata. Należy do nich i bas, Daniel Borowski, jeden z zaproszonych do roli Mefistofelesa, który pewnie nie kurtuazyjnie ocenił po swym pierwszym spotkaniu z Operą Krakowską, że to teatr na poziomie światowym. A śpiewał już i na scenach amerykańskich, i w La Scali, i w Staadsoper w Berlinie.

A za moment w pokazywanym przy okazji jubileuszu "Rigo­letcie" Verdiego, w reżyserii nieżyjącego już Henryka Baranowskiego, w partii tytułowej wystąpi Andrzej Dobber, baryton znany z polskich i światowych scen operowych. Narzekamy nieraz (nieraz słusznie) na Kraków, że prowincja, że grajdoł, zatem doceniajmy i te przypadki, gdy powieje trochę innym światem. Niechby przy okazji jubileuszu. W końcu święta zobowiązują. Oby ten sezon był taki!

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
29 września 2014

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia