Jubileuszowy wieczór w Teatrze Starym

obchody 50-lecia pracy scenicznej Jerzego Treli

Trudno sobie wyobrazić Kraków bez jubileuszy. Szczególnie jubileuszy ludzi wielce zasłużonych dla tego miasta, dla naszej narodowej sztuki. A takim człowiekiem jest bez wątpienia Jerzy Trela, którego 50-lecie pracy scenicznej i 70. urodziny obchodziliśmy w piątkowy wieczór w Starym Teatrze.

Już dawno na tych sympatycznych jubileuszach zwanych "Spotkaniami w antrakcie" nie widziałam podobnych tłumów gości. Wspaniałego artystę, pedagoga o gigantycznym talencie, tytanicznej pracy, człowieka prawego, powitano owacją na stojąco. Kiedy wszedł Jubilat, jak zwykle skromny, jak zwykle z nieśmiałą miną, jakby nieco zażenowany tą uroczystością, huknęły brawa znamienitych gości. A była wśród nich żona Żorżeta z liczną rodziną, przyjaciele, znajomi, koledzy z teatru, m.in. Halina Kwiatkowska, Marian Cebulski, Edward Lubaszenko, a także luminarze ze świata medycyny z profesorostwem Jolantą i Jackiem Dubielami na czele.Zabawne życzenia w postaci biesiadnej pieśni złożyły Jubilatowi Anna Polony, Anna Dymna i Dorota Segda.

Wcześniej obejrzeliśmy nie tylko fragmenty ról teatralnych Jerzego Treli, wysłuchaliśmy jego wspomnień z młodości ("z włosami miałem zawsze kłopot i musiałem je usztywniać wodą z cukrem"), ale też obejrzeliśmy wzruszający filmik przygotowany przez Elę Bińczycką, prowadzącą spotkanie. Był on wycieczką do rodzinnych, podkrakowskich Leńcz Jerzego Treli, gdzie stoi jego dom w ukwieconym ogrodzie, gdzie sąsiedzi ze sklepiku, ale i pobliskiego baru, mówili o Jubilacie najcieplej i najserdeczniej.

Jerzy Trela, w odpowiedzi na adresy - m.in. od ministra kultury, władz Krakowa i województwa, od dyrektora elekta Jana Klaty, od ZASP-u ("Drogi Jerzy, wielki człeku/ żeś na scenie już pół wieku) - podziękował wszystkim artystom i pracownikom technicznym teatru, zwykle zapomnianym, bez których scena nie może istnieć. Im też: Bronisławowi Nawrotowi i Tadeuszowi Kulawskiemu wręczył Jubilat Medale Starego Teatru. Sam takowy otrzymał z rąk dyrektora Mikołaja Grabowskiego, który wręczając odznaczenie ukląkł przed Mistrzem. Zaś Mistrz, z właściwym sobie poczuciem humoru rzekł: - To już mój drugi taki medal, potrzebuję jeszcze trzeci, bo mam troje wnuków.

Potem opowiadał o niegdysiejszym teatrze, w którym siedziało się do późnych godzin, żeby myśli wymienić. O chęci spotkań na scenie i poza nią. I także o dzisiejszej pogoni za pieniądzem, o dzisiejszym sprzedawaniu się tabloidom, kupczeniu talentem, co zawsze go brzydziło.

- My zawsze pędziliśmy w stronę myślenia, a nie łapczywego zarabiania pieniędzy. Zawsze wierzyłem Wyspiańskiemu, że Teatr to świątynia sztuki - opowiadał Jubilat.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
4 grudnia 2012
Portrety
Jerzy Trela

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia