Kabaret - to słowo brzmi dumnie

"DOŚĆ!...dobry wyrób kabaretopodobny" Rafała Kmity

Wielce przewrotny to tytuł - "DOŚĆ!...dobry wyrób kabaretopodobny", zwłaszcza jeśli się pamięta np. wyroby czekoladopodobne; niby jadalne, ale z czekoladą wspólnego miały niewiele, z wyjątkiem kształtu.

A najnowszy program Rafała Kmity związki z kabaretem ma ogromne, i to z tym w najlepszym wydaniu - opartym na świetnych tekstach, błyskotliwie zainscenizowanych, wspieranych znakomitą muzyką i dobrym aktorstwem. Nic tedy dziwnego, że widownia bawi się od pierwszych chwil wspaniale, a potem wywołuje zespół do kilku bisów, równie precyzyjnie przygotowanych, jak pogram, który je poprzedza. 

Dla fanów, a wielu ich, Rafała Kmity to pewnie nic nowego. Swą klasę jako autor i reżyser pokazał wielokrotnie i to w programach tak różnych jak "Trzy zdania u umieraniu", "Wszyscyśmy z jednego szynela" czy "Aj waj!, czyli historie z cynamonem". Teraz raz jeszcze ujmuje precyzją słowa, które umie oprawić sceniczną formą. Tak jest od otwierającej wieczór znakomitej piosenki, w którą inteligentnie wpleciono nawet prośbę o wyłączenie telefonów (za to o korzystanie z komórek szarych) po ostatnie, po trzecim bisie, pojawienie się konferansjera - w tej roli świetny Krzysztof Pluskota. 

Ileż tu niesztampowych pomysłów, w których Kmita odbija naszą współczesność, a operuje nieraz, niczym Andrzej Mleczko, mocną kreską - np. gdy zagląda do sypialni w skeczu o domowym GPS-ie czy do toruńskiej rozgłośni, z której nadawany teleturniej jest wyciągiem z konta i kąta stereotypów, fobii, mentalnych skarleń. Ileż mówią o nas scenki sprzed telewizora, z komentarzami do oglądanych programów, a tak naprawdę - życia. Ależ ma Rafał Kmita ucho na nasze kompleksy i na język nasz codzienny; niczym Janusz Anderman w pierwszych powieściach... Albo skecz "Jak żyć?" - ileż w nim krzywych luster, odbijających miny nasze codzienne. Obłaskawione przez dźwięk puent i nasz śmiech nie porażają. A powinny. Bo przecież pytał Gogol słowami Horodniczego: "Z czego się śmiejecie?". 

Kmita zmusza nas zatem do śmiechu z samych siebie, świadom, co rzekł Horacy: "Śmiejąc się, prawdę powiedzieć (któż broni?)", a i pewnie znając XVII-wieczną dewizę paryskiej Opery Komicznej "Castigad ridendo mores", czyli że śmiechem poprawia się obyczaje. Zatem z wdziękiem i precyzją, acz chwilami bezlitośnie podstawia nam te lustra. Bywa - rzuci słowem grubym, bywa - skłoni do zadumy głębszą sentencją. 

Powraca też Kmita do ulubionego czarnego humoru - to w mistrzowskim skeczu o urnach ("Urna z basenem? A na co prochom basen? Niby racja, niby niepotrzebny, a jednak zawsze to przyjemnie, kiedy prochy sąsiada szlag trafia z zazdrości"), to w piosence o tej, co odeszła. Ileż krwiożerczych instynktów obnaża w porzuconych mężczyznach... 

Oczywiście, jak na kabaret przystało, jest i stosowna doza polityki - m.in. w trzeciej już wersji skeczu "Radio" (w niej i "Niemcy mnie biją!"), czy w brawurowo inscenizowanej piosence "W czasie obrad poseł się nudzi". Co poniektórym obrywa się nielicho - w tym politykowi, który "całuje kobiety w rękę, bo ma blisko". 

Całość precyzyjna, w znakomitym tempie i świetnie zagrana. Ci, co znają programy Kmity od lat, spotkają teraz nowe twarze (obsady są dublowane) Jacka Stefanika, Karola Wolskiego (podążającego trochę śladem Piotra Plewy) i świetnie śpiewającej Zuzanny Skolias. Z wielką radością oglądałem i słuchałem Oksany Pryjmak, urodziwej i wyrazistej - zarówno gdy objawia temperament, jak i w pięknej piosence "Kiedyś nauczę się zazdrości", w której Kmita pokazuje się jako liryk. 

Muzyka Bolesława Rawskiego to kolejny walor tego programu; po "Aj waju..." raz jeszcze spotkanie obu twórców przyniosło znakomity efekt. 

Rafał Kmita nie tak dawno mówił na naszych łamach o tym, jak poznając najlepsze tradycje polskiego kabaretu - od Starszych Panów, poprzez Dudka, po Teya - rósł w poczuciu, że kabaret to słowo, które brzmi dumnie. Tym wieczorem dowiódł, że ono tak brzmieć może.

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
6 czerwca 2009
Portrety
Rafał Kmita

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia