Kafka i Czechow, czyli Festiwalu dzień drugi

1. Festiwal Debiutantów Pierwszy Kontakt

Drugiego dnia Festiwalu Debiutantów "Pierwszy Kontakt" widzowie mieli okazję obejrzeć kolejne dwa spektakle: "Przemianę" Magdaleny Miklasz (Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie) oraz "Trzy siostry" Pawła Łysaka (Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy)

„Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka.” W spektaklu Magdaleny Miklasz przemiana, która inicjuje – jednak nie jako proces, lecz fakt już dokonany – opowiadanie Franza Kafki, poprzedzona jest dwoma „obrazkami”. Pierwszy z nich rozpoczyna się jeszcze zanim widzowie przekraczają próg teatru: oto jeden mężczyzna (hałaśliwie ekspresyjny) zaczepia drugiego (wycofanego i wyraźnie niechętnego wobec otaczającego go tłumu), próbuje za wszelką cenę wciągnąć go w rozmowę, w trakcie której bezceremonialnie wdziera się w jego intymną sferę uczuć i wspomnień. „Obrazek” ów przenosi się na deski sceny i kończy niespodziewanym odgłosem strzału. Następuje kolejny: młoda dziewczyna ćwiczy jogę, mężczyzna w starym szlafroku pochyla się nad sfatygowanym fotelem, jaskrawo ubrana kobieta obiera przy stole jabłka, w tle skrzeczy radiowa muzyka. Po chwili trójca zasiada do stołu i wraz ze śniadaniem rozpoczyna się bezładna paplanina trójosobowego tworu – rodziny. Każdy z jej członków co rusz powtarza te same frazesy, gesty, wyrazy twarzy. Tuż obok nich na dźwięk budzika zrywa się z łóżka młody mężczyzna i w pośpiechu wybiega. Po chwili wraca i wyraźnie zmęczony rzuca się do łóżka, by zaraz znów wstać i w biegu minąć dywagującą bez większego sensu rodzinę. Scena ta powtórzona jest kilkakrotnie, za każdym razem ubrany w garnitur młody człowiek powraca coraz bardziej wycieńczony, z coraz bardziej pustym wzrokiem. W końcu ignoruje dźwięk hałasującego budzika, okrywa się szczelnie kołdrą i zostaje w łóżku. Popsuty trybik zatrzymuje jazgocącą maszynę, w domu pojawia się współpracownik skrytego pod kołdrą Gregora Samsy i potwierdza obawy rodziny: Gregor nie przyszedł do pracy, jedyny żywiciel rodziny zbuntował się, zostawił rodzinę na pastwę losu, zmusił bliskich do podjęcia kroków w celu zabezpieczenia niepewnej finansowo przyszłości. W obliczu tej tragedii – przerwania odwiecznego rytuału jedzenia, słuchania rzężącego radia, bezproduktywnej i bezcelowej gadaniny – przemiana Gregora w robaka przyjęta została bez większego wzruszenia…

W spektaklu Magdaleny Miklasz tytułowa przemiana Gregora Samsy ma charakter zarówno kary, jak i swoistego zadośćuczynienia; jest rodzajem uwięzienia w prymitywnej, owadziej cielesności, jest też jednocześnie ucieczką, schronieniem przed fizycznością inną, lecz równie ordynarną i nieznośną. Przemieniony w owada Gregor w końcu zostaje zauważony, w końcu też odrywa się od skrzeczącego łona rodziny i zyskuje (jakąś) odrębność, w końcu ktoś wypowiada jego imię.

Trudno zdecydować, co w spektaklu Miklasz straszy bardziej: pełzający po ścianach, rzężący Gregor czy zidiociała trójca jego bliskich, powtarzająca bezustannie te same słowa, gesty, miny, bezsensowne i puste niczym dźwięki dochodzące z chrypiącego radia ojca. Trudno zdecydować, co przeraża mocniej: dźwięki wydostające się z wnętrza owada czy pozbawiona sensu paplanina matki i ojca. Trudno wreszcie zdecydować, co bardziej niepokoi: mechaniczna niezmienność egzystencji rodziny czy przerywające odwieczną monotonię zdanie-wyrok: „Gregor musi odejść”.

Jaką rolę odgrywa w spektaklu Miklasz pierwszy „obrazek”, spotkanie dwóch, obcych sobie mężczyzn? Być może stanowi on rodzaj wskazówki, przepisu, który zastosowany, mógłby zmienić historię pokazanej w spektaklu rodziny. Być może brutalne, nieproszone wdarcie się w cudzą intymność mogłoby zapobiec przemianie?

Drugim spektaklem, pokazanym tego wieczoru była adaptacja „Trzech sióstr” Antoniego Czechowa, której autorem jest Paweł Łysak. Prawie trzygodzinny spektakl podzielony jest na dwie części. Pierwsza rozgrywa się niemal całkowicie w przestrzeni klaustrofobicznego domostwa Prozorowów. Uwięzione w pokoikach – klatkach siostry świętują imieniny najmłodszej Iriny, romansują, piją wódkę, rozprawiają o życiu, przede wszystkim jednak – tęsknią za Moskwą, która w kontekście ich wspomnień jawi się jako kraina wiecznej szczęśliwości i egzystencjalnego spełnienia. Duch Czechowa unosi się nad pierwszą częścią spektaklu Łysaka: widać go w scenografii, „czechowowskich” rozmowach, rozsianych tu i ówdzie rosyjskich akcentach. Jednak już w pierwszej części aktorzy wychodzą poza ramy klasycznego tekstu. Zaciera się granica pomiędzy tym, co grane, a tym, co obserwowane. Aktorzy wchodzą pomiędzy widzów, rozmawiają z nimi, częstują herbatą. Dom zbliża się do widowni, dzięki czemu oczy obserwatorów mogą dokładnie przejrzeć jego wnętrze. Drzemiące w postaciach emocje, żale i tęsknoty wychodzą coraz silniej na powierzchnię, w końcu padają bardzo ważne, znamienne słowa: może zacząć żyć od nowa? Zamknąć brudnopis i rozpocząć pisanie na nowo, tym razem tekstu „właściwego”? Dom Prozorowów oddala się od widzów, usytuowany w głębi sceny jawi się niczym domek dla lalek, korowód karnawałowych postaci przemierzających widownię i teatralny hol wprowadzają klimat niejednoznaczności, który zdominuje drugą część spektaklu. W owej drugiej części dzieła Łysaka dom zaczyna wirować, bohaterowie zrzucają stare kostiumy, zaczyna się nowe życie, choć tak do prawdziwego życia niepodobne. W onirycznej, zamglonej atmosferze, która w drugiej części spowija scenę, bohaterowie ściągają kostiumy, a wraz z nimi odrzucają swoje przeszłe losy, swe własne, minione historie.

Spektakl Łysaka bierze klasyczną historię trzech sióstr w duży nawias, jednocześnie jednak wydobywa z niej jej charakterystyczne rysy: poczucie uwięzienia, beznadziejną niezmienność, tęsknotę i melancholię. „My nie istniejemy” – słyszymy ze sceny. Czy rzeczywiście?

Anna Jazgarska
Dziennik Teatralny
23 maja 2011

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia