Kafka w Starym Teatrze śmieszy, a nie przeraża

"Przemiana" - reż: Magdalena Miklasz - Teatr Stary w Krakowie

Do odważnych świat należy. Proza Franza Kafki działa na wyobraźnię i zmysły czytającego, ale jak każda wielka literatura, skutecznie opiera się przed zabiegami adaptacyjnymi. Dlatego każda kolejna wersja "Procesu" lub "Zamku" to tylko daleki cień literackiego pierwowzoru. Tej statystyki nie zmieni także "Przemiana" według Kafki wyreżyserowana w Starym Teatrze przez Magdalenę Miklasz

Tytułowa "Przemiana" to metamorfoza przeciętnego sprzedawcy tekstyliów, Gregora Samsa w obślizłego robala. Gregor, utrzymujący dotąd drobnomieszczańską rodzinę, z dnia na dzień staje się obcym, intruzem. Rodzice mężczyzny, również jego kochająca siostra - opancerzają się kokonem ze strachu. Nie radzą sobie z tym problemem.

Magdalena Miklasz, wspólnie ze współscenarzystą przedstawienia, Szymonem Wróblewskim, odważnie rezygnuje z estetyki horroru, maksymalnie ograniczając również tonację serio. Gregor w interpretacji utalentowanego Wiktora Logi-Skarczewskiego jest w większym stopniu schizofrenikiem, uciekającym w odmęty chorej wyobraźni, niż potworem o chitynowym grzbiecie. Jego rodzice - znakomity duet Aldony Grochal i Zbigniewa Rucińskiego - trwonią czas. Debaty Ojca i Matki to fragmenty opowiadania Kafki przemieszane z nowomową preclarek z Kleparza. Jest jeszcze żwawy Prokurent grany przez Andrzeja Rozmusa i córka, Greta (ciekawy debiut Julii Sobiesiak) - trochę lolitka, trochę Iwona z Gombrowicza. Grzeczna i zepsuta, ospała i ożywiona. Splot przeciwieństw.

Mrok sceny podkreśla brzydotę mieszkańców, przedmiotów, kostiumów. Nietwarzowa suknia matki, szpetne rajstopki Grety, liche krzesła, marne życie. Paprotka zwisa nad rozczłapanym, odpychającym żółtym fotelem. W szufladach leżą sfatygowane stare wstążki, falbanki, koronki. Drewniany stół zastawiony jest jabłkami, które trzeba jeść, "bo to witaminki". Dobre rady mamy pojawiają się jednak w złą godzinę syna… I nawet koncert skrzypcowy w wykonaniu siostry Gregora, o którym wciąż słyszymy, że jest "piękny, naprawdę piękny" to jedynie liche rzępolenie.

Magdalena Miklasz postawiła na wyostrzenie obecnego w opowiadaniu Kafki komicznego absurdu zachowań. Groteskowi domownicy nie przyjmują do wiadomości zmian zachodzących w mężczyźnie. "Gregor wróci do pracy: za dwa, trzy dni, no, ewentualnie za dwa, trzy tygodnie…" - mówi do prokurenta matka chłopca. Poza tym każdy dzień wygląda tak samo. Jedzą jabłka, piją herbatę, projektują zmiany, które nigdy nie nastąpią. A Gregor-robak, jak gdyby nigdy nic, wspina się po ścianach pokoju. Nie je, nie mówi, rzęzi…

W prozie Franza Kafki przejmujące było to rozdarcie zatracającego cechy ludzkie człowieka i jego robaczywej rodziny. W spektaklu Magdaleny Miklasz przerażenie zostaje upoczciwione: zastąpione rodzajowością, szyderstwem z drobnomieszczaństwa. Jak na Kafkę to jednak za mało. Jabłko jest robaczywe.

Łukasz Maciejewski
Polska Gazeta Krakowska
22 grudnia 2010

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia