Kapitalne reformy

Jerzy Hausner ma kapitalną koncepcję kultury

Jerzy Hausner ma kapitalną koncepcję kultury, którą zdecydował się ujawnić w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: "Kultura jest jednym z mechanizmów rozwoju społecznego - wspomagając kulturę, wspomagam kapitał ludzki, czyli podnoszę przyszłe dochody."

No tak, eureka! Już wiem, co na scenie robi Hamlet czy Konrad - oni podnoszą przyszłe dochody, wspomagając kapitał ludzki. Podobną rolę w filharmonii odgrywają Webern czy Stockhausen, którzy również już niebawem wyjdą z niszy: "Nie zakładajmy też, że te niedochodowe dziedziny nigdy nie wyjdą z niszy. Mogę sobie wyobrazić, że państwo inwestuje w innowacyjne, multimedialne projekty artystyczne, które po jakimś czasie zdobywają niezależność i utrzymują się same." Jasne, że jak innowacyjne i multimedialne, to się same utrzymają. W ogóle - po co państwo? Przecież innowacyjna i multimedialna armia czy policja również same się utrzymają. 

Ale wróćmy do kultury, wziąwszy uprzednio system bankowy: "Weźmy system bankowy: dla nikogo nie ulega wątpliwości, że banki powinny być prywatne, bank państwowy to wyjątek." No tak! Przecież, skoro wielu aktorów występuje w reklamach banków (prywatnych!), a zatem pójdźmy krok dalej i dajmy im możliwość występowania w bankach (prywatnych), lub choćby pod (prywatnymi) bankomatami. Jeśli wykreują odpowiednio multimedialne i innowacyjne projekty artystyczne, to z pewnością jakoś się sami utrzymają. W ostateczności Hamlet zawsze może wyjść z niszy i wręczyć ulotkę pod bankomatem. Niech sobie nawet mruczy pod nosem jakiś monolog, Hausner mu to wybaczy, gdyż: "Chodzi o to, żeby było dużo ruchu. Kultura nie rozwija się w zastoju." Zaiste, w zastoju nie. A gdzie, oprócz banków, leży duża, duża kasa, leży i czeka na instytucje kultury? Tak, właśnie - na uniwersytetach! "Instytucje kultury mogą prowadzić uniwersytety. Dlaczego nie miałyby powstać teatry uniwersyteckie albo uniwersytecka filharmonia?" Idźmy krok dalej: dlaczego nie szpitale? Szpitalna adaptacja "Dżumy" mogłaby podbić wszystkie festiwale, oraz przyciągnąć ociekających forsą sponsorów z rynku farmaceutycznego. W tym segmencie nawet odpowiednio innowacyjne, multimedialne więziennictwo byłoby bez szans w walce o kasę. 

Reformator Hausner nie poprzestaje na roztaczaniu optymistycznych, a zarazem konkretnych wizji świetlanej przyszłości zarówno polskiej kultury, jak i tej kultury ludzi (human resources): "Czy ludzie chcą lepiej zarabiać? Czy chcą pracować w organizacjach lepiej zorganizowanych? Bardziej prestiżowych? Lepiej ocenianych? Moim zdaniem tak." 

Moim zdaniem też - każdy Hamlet chciałby pracować w organizacji lepiej zorganizowanej. To byłoby jednak zbyt łatwy optymizm, więc reformator dostrzega ewentualne niebezpieczeństwa: "Ostrzeżeniem niech będzie to, co stało się z górnictwem węgla kamiennego, które od lat się degeneruje. To środowisko potrafiło się okopać. Zwłaszcza związkowcy wolą doprowadzić do upadku całą gałąź przemysłu, niż się przestawić na nowe reguły. Tak niestety może być i w sektorze kultury." W to, że górnicy potrafią się okopać, nie wątpię. Natomiast kultura jako gałąź przemysłu doprowadzona do upadku, jako sektor nie mogący przestawić się na nowe reguły - nie! to nie brzmi wiarygodnie, to brak wiary w kreatywność artystów. Już jutro ruszamy na poszukiwanie sponsorów, w ramach partnerstwa publiczno-prawnego oczywiście. Coś, co tak znakomicie zbudowało nam autostrady, nie może nie wykreować zjawisk artystycznych, o których za sto lat będą uczyli się studenci (prywatnych, oczywiście!) uniwersytetów po obu stronach Atlantyku. Zasypiemy aplikacjami odpowiednie działy korporacji, będziemy aplikować do krwi ostatniej, śmiało wyjdziemy na rynek z naszymi wyrafinowanymi produktami. Wszakże dajemy sobie sprawę z tego, że: "Najbardziej wyrafinowane produkty powstawały za sprawą rynku i konkurencji, co nie znaczy, że sam rynek i konkurencja rozwiązują wszystkie problemy." Wyrafinowane produkty inżynierii finansowej ostatnio doprowadziły do nieprawdopodobnego rozkwitu kapitalizmu, a teraz rozwiążą problemy kultury. Nie wszystkie, ale prawie wszystkie. Poza rynkiem coś wszakże pozostanie: jedna filharmonia, jedna opera, jeden teatr, jedno muzeum. 

Ja osobiście jestem do reformy Hausnera świetnie przygotowany, bo ja już ładniejsze reformy w teatrze widziałem. Były to reformy artystów, konkretnie aktorów i aktorek spektaklu kostiumowego, w których to niezapomnianych reformach sponsor kazał im wychodzić na popremierowy bankiet, aby bawiły gości w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Kilkanaście lat temu, w ramach walki o reżyserski debiut, przygotowywaliśmy wspólnie ze Obecnie Znaną Młodą Reżyserką nasze pierwsze wspólne przedstawienie. Udało się namówić aktorów do pracy za darmo, dyrektor warszawskiego teatru natomiast okazał się iście hausnerowskim menagerem i kazał zapłacić za resztę. Obecnie Znanej Młodej Reżyserce udało się zauroczyć właścicieli pewnej agencji reklamowej o głośnej nazwie, którzy stali się naszymi mecenesami, aktywnie włączając się w działalność kulturalną. Idylla trwała do momentu, gdy uroczy sponsorzy postanowili zaprezentować siłę swych pieniędzy i zażądali, żeby aktorki, przyodziane w kuse kostiumy ze spektaklu, podawały przekąski i napoje na bankiecie po premierze, fotografując się z gośćmi na łamach prasy kolorowej w ramach eventu PR. Jak mówi koreańskie przysłowie: "Kto płaci za posiłek, zamawia muzykę". Do stołecznej biesiady oczywiście nie doszło, a kilka lat później Obecnie Znana Młoda Reżyserka opowiedziała mi o znacznie mniej kapitalistycznym Wałbrzychu, gdzie Piotr Kruszczyński stworzył innowacyjny, choć może niewystarczająco multimedialny teatr.

Jan Klata
Tygodnik Powszechny
23 czerwca 2009
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia