Karnawał to poważna sprawa!

konferencja "Błazny-karnawał-teatr" we Wrocławskim Teatrze Lalek

Konferencja "Błazny - karnawał - teatr", która odbyła się we Wrocławskim Teatrze Lalek w dniach 21-23 stycznia, była popularnonaukowym preludium do "Statku błaznów" w reżyserii Piotra Tomaszuka, najnowszego spektaklu Sceny Novej. Przedpremierowa sesja stworzyła nie tylko podbudowę pod recepcję przedstawienia, także historyczno-kulturową obudowę, w której ważne miejsce zajęła rodzima tradycja karnawałowa. Wystąpienia uczonych pozwoliły słuchaczom zrewidować potoczną wiedzę na określone tematy. Cóż, nie każdy jest mediewistą...

Organizatorami tego naukowo-promocyjnego wydarzenia były instytucje wrocławskie: Teatr Lalek, Muzeum Narodowe, Biblioteka Uniwersytecka oraz Instytut Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Głównym trzonem wydarzenia były wykłady prowadzone przez badaczy z różnych uczelni z kraju oraz gościa specjalnego – prof. Wernera Mezgera z Uniwersytetu we Frynburgu Bryzgowijskiego, ale organizatorzy uatrakcyjnili wystąpienia naukowe pokazami filmów dokumentalnych, wystawą „Był bal...” oraz degustacją tradycyjnych wrocławskich przysmaków karnawałowych. Atutem konferencji były jednak nie tyle te „smaczne” dodatki, ile fakt, że wielowątkowy program sesji pomieścił w sobie akcenty rodzimej i lokalnej tradycji karnawałowej. Największa w tym zasługa prelegentów drugiego dnia sesji: mgr Ewy Nofikow, prof. Wojciecha Dudzika (prowadzącego konferencję) oraz dr. Grzegorza Sobela, którego tekst o wrocławskim stole karnawałowym wygłosił w estradowej aranżacji Stanisław Wolski. Mgr Nofikow opowiedziała o XVII-wiecznych komediach mięsopustnych na przykładzie „Dziewosłęba dworskiego” Maćka Pochlebcy, „Z chłopa król” Piotra Baryki oraz „Mięsopustu abo Tragicocomaedii”. Swoją wypowiedzią referentka nakreśliła jednak szerszy obraz staropolskich obchodów karnawałowych, ponieważ wymienione wyżej utwory to nie tyle dramaty, ile scenariusze wystawianych w czasie zapustów komedii. Poruszając się w ich tematyce prelegentka poruszyła kluczowe zasady mięsopustnych przedstawień teatralnych: improwizowanych rekwizytów, terapeutycznego aspektu śmiechu, zdeformowanego ciała, cielesności, świata na wspak czy roli obcego w zbiorowym oczyszczeniu. Ponieważ karnawał polski – który trwał zwykle od tłustego czwartku do środy popielcowej, a nie od Trzech Króli, jak zwykło się sądzić – nie miał charakteru ogólnostanowego, następny wykład zatytułowany „W poszukiwaniu polskiego karnawału” prof. Dudzika doskonale zgrał się z wypowiedzią mgr Nofikow. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego opowiedział m.in. o zapuście szlacheckim, czyli kuligu. Mianem tym określano nie tylko samą przejażdżkę na saniach zaprzęgniętych w konie – był to tylko element kuligu, czyli karnawałowych obchodów szlacheckich: uczestnicy przebierali się i jeździli na saniach z dworu do dworu na hulanki i swawole, parodiując czasem wesela wiejskie. Prelegent odkrył przed nami także współczesne tradycje mięsopustne w Polsce: mazowieckie i kujawskie zapusty, żywieckie gody obchodzone w Milówku oraz jedlińskie kusaki – najciekawsze z nich, ponieważ najbardziej steatralizowane i co rok odbywające się według tego samego scenariusza: mężczyzna przebrany za śmierć zostaje osądzony oraz skazany na śmierć, po symbolicznej egzekucji mieszkańcy udają się do proboszcza po zgodę na pochowanie delikwenta na cmentarzu. A z cmentarza – do karczmy!  

Fragment nagrania kusaków zaprezentowany został podczas wieczornego pokazu filmowego, który stanowił ilustrację do wcześniejszych wykładów o różnorodności karnawałowych tradycji w Europie prof. Mezgera i prof. Andrzeja Dąbrówki, mediewisty z warszawskiego Instytutu Badań Literackich PAN. Materiału dokumentalnego było tak dużo, że prowadzący spotkanie prof. Dudzik zdołał przedstawić go jedynie fragmentarycznie, za to każde nagranie okraszał komentarzami i ciekawostkami o lokalnych zwyczajach zapustnych. Przeważały dokumenty o karnawale niemieckim, ale ilość zaprezentowanych filmów wystarczająco ukazała odmienność i różnorodność karnawałowych pochodów. W każdej miejscowości o tradycji karnawałowej obowiązują inne zasady organizowania pochodów (długość trwania, pora dnia) i występują inne postacie (czarownice, niedźwiedzie, diabły, ale najczęściej błazny). Istnieją jednak także zasady wspólne w każdym zakątku Europy – to mężczyźni przebierają się do pochodu, a karnawałowy szał realizuje reguły świata na wspak. Głównym punktem programu był film Andrzeja Fidyka „Carnaval. Największe party świata” o karnawale w Rio de Janeiro. W materiale filmowym świat brazylijskiej biedoty zderzony został z przepychem karnawałowym, aby na koniec połączyć się z nim w rytmie samby. Można tylko żałować, że na wieczornym pokazie zjawiła się zaledwie garstka widzów, szalenie nieproporcjonalna do ilości degustatorów ponczu, pączków i faworków.

Pod koniec chciałabym wspomnieć wykład otwierający wrocławską sesję – wystąpienie prof. Mezgera poświęcone historii błazeństwa, które stanowiło trafny kontekst do sobotniej premiery „Statku błaznów”. W Polsce błazen jest przede wszystkim synonimem klauna, choć słowo to budzi także pozytywne skojarzenia, będące śladem renesansowych błaznów dworskich, przede wszystkim Stańczyka. Z wykładu prof. Mezgera wyłonił się wieloaspektowy, ale i tragiczny portret błazna – „odmieńca” odrzuconego na margines społeczny przez wzgląd na jego ułomność fizyczną bądź psychiczną. Błaznami zostawali początkowo ludzie chorzy umysłowo lub zdeformowani: szpetni, garbaci, kalecy etc. Dla takich osób społeczeństwo jest bardziej tolerancyjne, dlatego też pozwala im mówić i robić to, co „normalnym” ludziom nie wypada. Taka postać w powszechnym mniemaniu nie była stworzona na obraz i podobieństwo boga. O tym przekonaniu przypominała niezagojona blizna na czole błazna, piętno będące zaprzeczeniem krzyża. W tym kontekście istotne były początkowe wersy psalmu 14 o powszechnym zepsuciu: „Powiedział głupiec w swoim sercu: «Nie ma Boga»” – błazen to ateista, ale również ignorant w materii religijnej. Prof. Mezger poprowadził także słuchaczy po meandrach średniowiecznej symboliki i w ten sposób objaśniał błazeńskie atrybuty, o których warto tutaj wspomnieć. Grzebień koguta na głowie błazna czy kiełbasa i jajka wiszące mu na wzór fallusa akcentowały aspekt cielesności pozbawionej emocjonalnego pierwiastka – błazen bowiem nie potrafi kochać. Jego laska/berło z własną podobizną czy lustro oznaczały samouwielbienie i próżność, lisia kita – przebiegłość, trzy rogi na czapce – ośle uszy i ogon, etc. Także kolory jego stroju były zaprzeczeniem tego, co dostojne: czerwień negowała purpurę, żółty – złota, a niebieski z kolei oznaczał pijaństwo. W osobie błazna – utożsamianego w późniejszym okresem ze śmiercią – ogniskowały się zatem cechy niegodne chrześcijanina, grzechy główne, ale popełniane przecież przez każdego człowieka. Błazen pełnił zatem funkcję kozła ofiarnego – szydzono z niego, zrzucano nań własne winy, a czasem przeganiano z miejscowości, aby oczyścić w ten sposób zbiorowość. Historia błazeństwa jest więc także historią wygnań. Warto o tym wszystkim pamiętać, kiedy ogląda się przedstawienie Tomaszuka, w którym mało przekonujący błaźni zostają bezlitośnie usunięci ze statku.

Sobotnią sesję otworzyła wystawa karnawałowych kreacji damskich, męskich i dziecięcych, a centrum programu stanowiła promocja polskiego wydania utworu Sebastiana Branta przetłumaczonego przez prof. Andrzeja Lama, który na temat książki rozmawiał z prof. Dieterem Wuttke, znawcą dzieła Branta. Zwieńczeniem spotkania było pojawienie się ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego, któremu oficjalnie wręczono nowowydane tłumaczenie „Statku błaznów”. Szkoda tylko, że na koniec sesji nie odbyło się spotkanie z reżyserem, jednak rekompensatą niezrealizowanego punktu programu była merytoryczna wartość wcześniejszych wykładów, które rozświetliły trochę „wieki ciemne”, a polską tradycją oświetliły, wskazując na jej mięsopustne „perełki”. Bo „karnawał to poważna sprawa” – jak podkreślał prof. Dudzik. Trzeba więc docenić inicjatywę Teatru Lalek, która została zrealizowana pod hasłem „Przywróćmy karnawał we Wrocławiu” – tym bardziej, że polska tradycja zapustna spłycona została głównie do dyskotekowych szaleństw. Niech wybrzmi na koniec pozdrowienie karnawałowych błaznów: narri! narro!

Ilona Matuszczak
Dziennik Teatralny Wrocław
6 lutego 2010

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia